sobota, 23 maja 2015

Rozdział XII

Rany po ludziach

" Dobro musi być świadomym wyborem, a nie jedyną możliwością."


" A teraz powiem najważniejsze... jestem pewien, że teraz wszystko zrozumiesz i zaufasz tym osobom, którym powinnaś.
Tego dnia była piękna pogoda, czyste niebo, i ucieszona ty. To był sierpień 2013r. 
Był to bardzo szczęśliwy dzień dla ciebie i nas wszystkich. Aśka skakała ze szczęścia gdy usłyszała że dostałaś się! Zresztą my wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi. Przeszłaś eliminacje do Butterfly Projekt, a wtedy był większy poziom niż dotychczas. Byłaś podobno doskonała. Ja niestety nie widziałem cię, bo pojechałaś ze swoją mamą. Już wtedy mnie nie lubiła. Twierdziła, że jesteśmy złym towarzystwem i chciała cię chronić. Jak się okazuje niedostatecznie dobrze, skoro znalazłem cię po dwóch latach... Już wtedy zaczęło się między nami coś dziać, zaczęliśmy się całować nie jak przyjaciele w policzek ale jak para, w usta. Znaliśmy się już rok wtedy, i nadal baliśmy się wyznać co czujemy. Udawaliśmy przyjaźń, by zatuszować miłość. 
Trudno mi to wszystko napisać... łatwiej było by powiedzieć. Miałbym więcej czasu tłumaczyć i wspierać. Znając ciebie teraz, będziesz zła na mnie, ale mam cichą nadzieje, że pomimo twojego stanu, będziesz chciała mnie wysłuchać. 
Teraz znasz już prawdę, choć może nie do końca wiesz komu ufać. Ale zacznijmy od początku.
Tego pięknego dnia, po eliminacjach zadzwoniłaś do mnie. Umówiliśmy się, że przyjadę po ciebie. I tak się stało. Wyglądałaś przepięknie, uśmiech nie schodził ci z ust. Dałem ci bukiet czerwonych róż, podobały ci się. Chciałem na początku kupić herbaciane, by nie wyszło że coś kombinuję. Ale pomyślałem, że w końcu jest okazja by ci powiedzieć co do ciebie czuję. 
Wszyscy wsiedliśmy do auta. Ty, ja, Aśka, Szymon i Adam. Tak Adama już znasz, tylko go nie pamiętałaś. Droczyłaś się z nim w aucie o twoje przezwisko. "Traczka" Nienawidziłaś tego. Zapewne nie pamiętasz, jak zresztą wszystkiego...
Kiedyś Adam kazał ci kupić litrowy słoik buraków, bo niby jego mama kazała mu kupić a on zapomniał. Niezłe jaja były z ciebie, jak musiałaś przez całe miasto biegać w deszczu z burakami. Byłaś niewyobrażalnie na nas zła. Ale po paru dniach przestałaś nam to wypominać. Na szczęście. 
Kłóciliście się śmiejąc się i dokuczając nawzajem. Miałaś na ręce złotą bransoletkę, którą ci kupiłem za pierwszą moją wygraną walkę. Chciałaś wiedzieć skąd miałem tyle kasy, nie powiedziałem ci o tym. Nie lubiłaś kiedy się biłem, ale kręciło cię to... sama przyznałaś. 
Chciałem cię zabrać nad jezioro, wieźliśmy w aucie jedzenie na naszą "randkę", która nie dobiegła do końca. Nie dojechaliśmy do celu.
Gdy wjeżdżaliśmy na wjazdy kolejowe miał jechać tramwaj, który nieoczekiwanie wykoleił się kilka metrów przed nami. Ostatnim ci słyszałem to głos Szymona, krzyczał, a nie mógł się zatrzymać, to był zbyt wielki szok. Nawet go teraz rozumiem, nie wiedział co ma zrobić. Też bym nie wiedział. Wjechał prosto na nas. Jego światła nas oślepiły. Zasłoniłem cię i dalej nie wiem co się stało.
Obudziłem się w szpitalu, stała nade mną Lidka, moja ciotka. To ona przekazywała mi co z tobą. Mówiła, że nie mogę się ruszać. I tak było. Spojrzałem na swoje ręce całe w bandażach. Nogi w gipsie. Brak jakiegokolwiek ruchu. Nie mogłem do ciebie nawet zajrzeć. Wiedziałem, że jesteś na innym oddziale, miałaś wstrząs mózgu. Podobno miałaś szybko wyjść ze szpitala. I tak było, nie zeszło dwa miesiące, wyszłaś. Nie pamiętając niczego. "

                      Odłożył długopis, i nawet nie zauważył, kiedy łza pociekła po jego policzku. Wspomnienia jednak bolały bardziej niż przypuszczał. Myślał, że już jest ok. Jednak wcale nie jest dobrze. Jest beznadziejnie. Jedyne co go ratuje to to, że dziś jest operacja Isy, i jest możliwość, że odzyska wzrok. Lekarze dają wiele nadziei co do tego, mówiąc, że są specjalistami i czynią cuda. A cudem jest to, że oczy Isy są w idealnym stanie do operacji. Nikt nie wie, że on zapłacił 60 tysięcy za operację, jej matka wie tylko, że znalazł się jakiś darczyńca, który przechodził podobną sytuację. W końcu musiał coś napisać, by nie być podejrzanym, bo wtedy nawet na operację córki nie wzięłaby od niego pieniędzy. 
                        Zrobił sobie poranną kawę i zjadł kilka ciastek, leżących na blacie. Była dopiero godzina 7:30, a on miał być u niej o 10:40. Teraz miała wykonywane szeregi badań, do których już zdążyła się przyzwyczaić. Ubrał jeansowe spodenki i niebieską koszulę w kratkę. Postanowił wyjść wcześniej, mając nadzieję, że matka dopuści go do niej. Wziął pamiętnik i wyszedł z domu. 

~*~

                    Czekał na korytarzu przed salą, w której leżała Isa. To wszystko tak szybko się działo, wydawało mu się, że wczoraj tańczyli razem na scenie, a minęły już dwa tygodnie. Dziś jest ten decydujący dzień, kiedy dowiedzą się, czy operacja się uda i Isa odzyska wzrok. Nagle z zamyśleń wyrwał go głos otwierających się drzwi do sali.
- Cześć kotku - powiedział czule Seweryn, wchodząc do pomieszczenia.
- Hej kochanie - odparła smutnie.
Usiadł na jej łóżku i przytulił do siebie.
- Nie martw się, wszystko się uda.
- A jeśli nie? Jeśli nadal będę ślepa? Też będziesz mnie kochał?
- Pokochałem cię na wszystkie możliwe sposoby, również niewidomą.
- Dziękuję ci. Mama była z tobą?
- Nie widziałem jej. Ale na pewno gdzieś jest, może musi uzupełnić papiery.
- Pewnie tak. Wiesz co... boję się...- Seweryn pierwszy raz słyszał takie słowa od niej. Ona nigdy nie mówiła, że się boi.
- Każdy by się bał na twoim miejscu. Ja tak samo - przytulił ją mocniej.
Nic nie odpowiedziała, chciała się cieszyć, że jest przy kimś kto ją naprawdę kocha.
Drzwi się uchyliły, a do pokoju weszli lekarz i jej matka.
- Zaraz przyjdą pielęgniarki, przygotują panią do operacji. Potrzebujemy twojego podpisu. O tutaj - lekarz wskazał palcem puste miejsce, gdzie Isa miała się podpisać.
- To już? - zapytał wyraźnie zdziwiony Seweryn.
- Tak, dobrze by było gdyby państwo już wyszli, bo pacjentka nie może być zestresowana.
                           Seweryn dał jej buziaka w policzek i powiedział że będzie czekać na nią. Matka również podeszła i przytrzymała ją za rękę, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Obydwoje wyszli i czekali cierpliwie na korytarzu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, za każdy komentarz :)
Pamiętaj, że to co piszesz, świadczy o Tobie.