czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział VI

Powrót do marzeń

"A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć"


                      Już czekała na niego. Siedziała na głazie ubrana w zwiewną błękitną sukienkę przepasaną czarnym paskiem w talii. Właśnie walczyła z włosami, które wiatr rozwiewał na wszystkie strony. Morze było spokojne, fale obijały się o głazy, których nie brakowało. Gdy już się zbliżał, Lili od razu go wyczuła. Podniosła łebek i zaspanymi oczami spojrzała na niego. Błagał ją w myślach aby nie szczekała, ale ona tylko raz burknęła. Był już tak blisko niej, zaledwie 5 metrów piasku dzieliło ich. Od razu poczuł specyficzną woń, której mu od dawna brakowało. Te same perfumy, od których jednocześnie bolała głowa, było mu słabo ale które kochał ponad życie. Bo to był jej perfumy.
- Cześć - powiedział niepewnie i trochę ciszej, nie chciał jej wystraszyć.
- Siemka, przepraszam, że jest ze mną Lili, ale nie mogę się bez niej ruszyć - popatrzyła na niego spod ciemnych okularów i uśmiechnęła się.
- Nic się nie stało. Polubimy się... na pewno. - skrzywił się, wiedząc że ona tego nie zauważy.
Isabella prychnęła i wstała z kamienia.
    "Jednak zrozumiała ironię, pomimo mojego szczerego tonu"
- To jak, gotowa? - złapał ją za rękę.
- Yhym - odpowiedziała niepewnie.
- Nie bój się! Nic ci nie zrobię. Powiedzmy, że chcę ci coś przywrócić co straciłaś...
- Aha? Dlaczego ty musisz być taki tajemniczy? Mówisz zagadkami, powoli mnie to zaczyna denerwować. - wybuchła śmiechem. - Pomimo tego, że nie znam cię za długo.
    "Kochanie, zawsze cię to denerwowało"
- Ty jesteś zagadką. - powiedział całkiem poważnie, bez uśmiechu na twarzy, co Isa zaraz to wyczuła.
- Powiedz mi coś o sobie... - powiedziała po dłuższej przerwie, gdy byli już niedaleko tego miejsca.
- No nic specjalnego ze mnie nie jest. - uśmiechnął się.
- Co lubisz robić?
- Och dużo by tu mówić. - postanowił powiedzieć prawdę, może go pokocha na nowo? - A co byś powiedziała, gdybym był bokserem?
- Raczej nic bym nie odpowiedziała, tylko już by mnie tu nie było. - powiedziała pół żartem.
     "Cholera powiedzieć czy lepiej nie? A ciul!"
- Bo nie pracuję z biurze, nie wypełniam papierków. Chyba bym się zanudził na śmierć.
- Czułam, że to nieprawda. Nie pasujesz do tego stanowiska.
- Tak serio, to mógłbym robić wiele rzeczy, ale nie każdemu jest dane. Ja na szczęście mogę robić to, co lubię.
- Bić innych? - popatrzyła na niego krzywo.
- Nie do końca. Tobie się wydaje, że bokserzy obijają tylko innym pysk i to ich cieszy, a to nie prawda. Po prostu, gdy masz przewagę nad innym człowiekiem, czujesz się potężniejszy. A gdy później możesz być z mniej potężnym człowiekiem, czujesz, że w tym momencie siła nie jest ci potrzebna tylko ten ktoś. Ta małość drugiej osoby.
Isa szła w ciszy, gdy Seweryn zastanawiał się, czy domyśla się, że ten "mniej potężny człowiek" to właśnie ona. Pewnie nie, ale obserwował ją i wywnioskował, że wie o co mu chodzi.
- Mówisz o twojej dziewczynie?
- Nie mam dziewczyny, od dawna.
- Dlaczego? Była pewna, że kogoś masz.
- Dlaczego tak sądziłaś?
- Bo jesteś takim człowiekiem, który nie wstydzi się. Nie jesteś nieśmiały i pewnie łatwo ci wyrwać jakąś pannę. - powiedziała troszkę niepewnie ściszonym głosem.
- To nie tak. Myślisz, że jeżeli gadam z tobą, to mam na boku tysiące innych? To cię zasmucę, że takie ciacho jak ja, nie ma panienek. - zaśmiał się.
- Dobra, dobra, nie słódź już tak sobie. - lekko uderzyła go w ramię. Tak jak za dawnych czasów.
- Już jesteśmy. - oznajmił Seweryn z ulgą.
                             Kazał jej zrobić jeden krok do góry, aby weszła na schodek. Następnie otworzył drzwi. Lili weszła razem z nimi. Prowadził ją, trzymając jej rękę. Odwrócił się aby wziąć smycz Lili i zaprowadził ją do małego pokoiku. O dziwo, dziś była bardzo spokojna, dała się przekupić kilkoma chrupkami dla psów i głaskaniem za uchem. Rozpoczął opakowanie z kosteczkami położył na podłodze a Lili zaraz zaczęła je gryźć.
- Muszę chyba zmienić mojego opiekuna. - zaczęła się śmiać Isa.
- Chyb rzeczywiście się z nią zaprzyjaźnię, ale utrzymanie tej przyjaźni może przerosnąć moje oszczędności.
- Gdzie jesteśmy? To już tutaj?
- Tak- uśmiechnął się.
Zaprowadził ją w kolejne drzwi. Kazał jej usiąść na ławce.
- Pozwolisz mi coś zrobić? Ale nie bój się. - zapewnił ją.
Poczuła lekką nieśmiałość. "Może chce mnie pocałować? Przecież ja nie wiem nawet czy umiem to robić!". Jednak on zrobił coś czego nigdy by się nie spodziewała. Zdjął jej buty.
- Co ty chcesz robić? O co ci chodzi do cholery!? - wyrwała się mu.
- Nie bój się, to niespodzianka, uwierz mi tylko...
- Rozbierasz mnie!
- Nie zrobiłbym tego bez twojej zgody, przecież wiesz.
- Jasne, i tak za bardzo ci zaufałam. Jak się mama dowie, będzie po mnie! I tak za dużo poświęciłam przychodząc tu z tobą.
Seweryn przestał jej słuchać. "Jest dokładnie taka sama" pomyślał.
- Mam coś dla ciebie. Proszę. - podał jej pudełko w kolorze różowym.
- Co to?
- Otwórz i sprawdź. Myślę, że rozpoznasz tą rzecz.
Isa z niepewnością i drżącymi rękami otworzyła pudełko. Dotknęła rzeczy w środku, wyciągnęła ją odkładając pudełko na bok. Czuła coś miękkiego i śliskiego.
- Czy to są wstążeczki? - zapytała wlepiając wzrok z dłonie, choć ich nie widziała.
- Tak, zgaduj dalej.
- To... to są baletki. Czy tak? Skąd wiedziałeś!? Pewnie powiedział ci Tomek. - jej oczy błyszczały.
- Nikt mi nic nie musiał mówić. Kiedyś ci wytłumaczę, bo teraz to nie ma sensu. - powiedział tak, bo wiedział, że Isa nigdy nie była wścibska i nie lubiła ciągnąć tematu jeśli ta druga osoba nie chciała o tym rozmawiać - Pomóc ci je założyć?
- Tutaj? Mam tańczyć? Przecież nie umiem...
- To może spróbujemy? - złapał ją za dłonie.
                        Kiedy podniósł ją do góry zaczęła się śmiać i piszczeć ze zdziwienia. Złapała go za ramiona i poczuła się tak bardzo bezpieczna. Żałowała teraz, że tak z nim postąpiła, bo jak mogła pomyśleć, że zrobi jej krzywdę? To jest niewybaczalne. Ale gdy teraz ją nosił w swoich ramionach, było całkiem inaczej, tak bardzo znajomo i miło. Jakby troszczył się o nią tak bardzo, że sama nie mogłaby chodzić. Postawił ją, nadal trzymając jej ręce.
- Sięgnij w głąb siebie. - szepnął jej do lewego ucha i odszedł na kilka kroków.
                       Muzyka leciała cicho, aby mogła się skoncentrować tylko i wyłącznie na tańcu. Na początku stała na środku sali, nie wiedząc od czego zacząć. Czuła, że da radę zrobić obrót na jednej nodze, tak jak robiła to często w domu. Uniosła prawą nogę i zrobiła płynny obrót przez ramię. Następne ruchy sprawiały jej tylko kolejną przyjemność.
- Gibka jesteś - rzucił Seweryn. - Nawet bardzo.
- Czasem ćwiczyłam, ale to rzadko. Może się przyłączysz? - zaśmiała się.
- Znasz jakieś tańce towarzyskie? - zapytał ją, wiedząc że zna wszystkie.
- Oj masę, to może sambę? Umiesz?
- Pff, każdy chyba umie sambę. - włączył bardzo rytmiczną piosenkę.
Podszedł do niej, delikatnie ściągnął baletki i wziął ją w ramiona. Chwilę później już tańczyli, jak para profesjonalistów. Isa nie mogła uwierzyć, że ona tak dobrze tańczy, przecież nie uczyła się. Po półgodzinnych tańcach mieli dosyć. Byli cali zgrzani.
- Umiesz dobrze prowadzić. - pochwaliła go Isa.
- To ty umiesz dobrze tańczyć.
- Nie możliwe. - roześmiała się.
- A jednak. - powiedział to z wielką powagą.
- Dlaczego tak szybko zmieniasz ton głosu? Raz jesteś wesoły, a zaraz poważny. Pełno w tobie sprzeczności.
- Kiedy mówię prawdę jestem poważny, inaczej wszyscy myślą, że żartuję.
Po sali ćwiczebnej rozchodzi się dźwięk telefonu Isy.
- Cholera to mama.
- Odbierz. - powiedział ze spokojnym tonem.
- Halo?
- Gdzie ty tyle jesteś? - usłyszała ostry głos matki.
- Ojej przepraszam, zasiedziałam się nad morzem, ale już wracam.
- Nie ma cię tam. Tomek był sprawdzić! Nie kłam!
- Mamo, bo teraz jestem w mieście. Lili bardzo chciało się pić. - starała się mówić spokojnym głosem.
- Ok, ale wracaj zaraz. Dziś nie pójdziesz do szkoły, bo mamy przecudowną wiadomość!
- Jaką, mamo?
- Lekarz stwierdził, że jeżeli podejmie się zabiegu, może on przywrócić ci wzrok!! - mama zaraz się rozpromieniła.
- Serio? - na jej twarz pojawiło się takie szczęście, jakiego jeszcze nie widział Seweryn. - Dobrze, a pieniądze?
- Nie martw się o to. Przychodź szybko! Ja skoczę do sklepu, jak wrócę masz być w domu.
- Już idę. Pa.
Rozłączyła się. Jej oczy błyszczały szczęściem po raz kolejny dziś.
- Co się stało? - zapytał Seweryn.
- Będę miała operację! Rozumiesz to? Będę widzieć!
- Naprawdę!? To cudownie.
Przytulił ją. Miał wrażenie, że tuli małą cząstkę swojej przeszłości, teraźniejszości i oby przyszłości. Teraz, gdy jest szansa na to, aby odzyskała wzrok to dobry kierunek do celu. Przypomni sobie wszystko.
Wyszli z sali. Lili na widok Isabelli była szczęśliwa, swoim ogonem mocno biła Seweryna.
- Mam do ciebie ostatnie pytanie już dziś...
- Śmiało! - Isa szła przed siebie, nic nie robiąc sobie z tego, że ciągle trzymają się za ręce.
- Ty jesteś w tym dobra co robisz, ja widzę, że to czyni cię szczęśliwą. Dlatego myślę, że to dla ciebie ogromna szansa. Projekt Butterfly otwiera nową działalność taneczno-muzyczną. Na pewno o nim słyszałaś.
- I co w związku z tym? - zapytała podejrzliwie.
- Pomyślałem, że może chciałabyś wystąpić?
- Ja? Ja...ja się nie nadaję, o czym ty mówisz. To ogromna korporacja, ja nie mogę, nie przyjęli by nawet mojego zgłoszenia.
- Nadajesz się, Izzy.
Zdjęła okulary.
"Ona zdjęła okulary! Nigdy tego nie robi"
- Izzy? Nikt tak do mnie nie mówi, oprócz ciebie.
- Moim zdaniem, to zdrobnienie najlepiej pasuje do ciebie.
- Powiedz mi szczerze. Ty mnie znasz tak?
- Za wcześnie na taką rozmowę. O wiele za wcześnie. Bardzo chcę ci coś powiedzieć, ale jestem związany.
- Znasz czy nie?! - puściła jego dłoń.
- Znam cię. Nie od dziś.
Idąc przez parking nagle usłyszeli kogoś krzyk. Krzyk kobiety. Seweryn odwrócił się i zobaczył szykowną damę, która ostrym wzrokiem wbitym w niego dążyła, prawie że biegła ku nim.
- Isabello! Co ty tu robisz? I to jeszcze z nim?! - odciągnęła ją za ramię, a jego popchnęła swoją delikatną dłonią, tak że Seweryn nawet tego nie poczuł.
- Ale mamo, spotkałam znajomego ze szkoły!
- Tak? Znajomego?! Już nigdy swojego znajomego nie zobaczysz! - tak krzyczała, że ludzie zaczęli patrzeć w ich stronę. Lili, widząc, że Maria, matka Isy, jest zdenerwowana i może zrobić krzywdę, stanęła pomiędzy Isą a nią i zaczęła na nią szczekać.
- Niech pani ją zostawi! - Seweryn postanowił się wtrącić w sytuację.
- Nie będziesz mi idioto mówił co mam robić! Spadaj lepiej do swojego gangu! A od mojej córki, precz!!!
- Mój gang nazywa pani swoją córkę?
- Jesteś bandytą i kryminalistą! Takich jak ty nie powinno być na świecie! Morderca! - posunęła się za daleko, Isa odwróciła głowę w stronę chłopaka.
Płakała.



wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział V

Paradoks życia

"Zwycięzcami miłości, są pokonani przez miłość" 

   
                    Wszedł do "Słonecznej" i wziął głęboki oddech. Nie wiedział co go tam czeka, ale wiedział jedno - jeżeli Tomek nie pozwoli dłużej spotykać się im, nie będzie ani cienia szansy, że nawet zrobiłby to potajemnie. Pozwoli - ciągle myślał.
- Siema. - odezwał się pierwszy i usiadł po drugiej stronie stolika.
- Cześć - odpowiedział wyraźnie zdezorientowany.
- Nie powiedziałeś mi tego. - rzucił od razu, patrząc mu w oczy ze złością.
- Czego? Że jest nie widoma? I co teraz, już jej nie kochasz, twardzielu? - zironizował go.
- I dlatego rzuciła taniec i swoje marzenia?! O których nie pamięta, bo jej nie powiedzieliście? Jesteście jakąś popieprzoną rodziną!
Seweryn już był całkowicie zdenerwowany. Cała złość, którą powinien wylać na siłowni, przeszła na Tomka. Musiał się uspokoić, aby nie rzucić się na niego.
- Nikt nie chciał, aby pamiętała ciebie i reszty. Mi to tam obojętne było, ale matka zabroniła, więc ja się sprzeciwiać nie chciałem. Z resztą, lekarz mówił, że każda rzecz, którą robiła przed wypadkiem przywróci... - zaciął się.
- Przywróci jej pamięć? Są jeszcze szanse, po dwóch latach?
- Nie, nie... zapomnij. Nie pozwolę na to! Znowu będziemy musieli się przeprowadzić. Ja nie chcę znowu uciekać. PRZED TOBĄ!
- A, bo ja to jestem z biedniejszej rodziny niż wy i to znaczy, że jestem gorszy? Świetnie! Tylko twoja matka mnie nie chce! Nigdy nie wiedziałem dlaczego. Już wiem! - Seweryn wstał i wyszedł z lokalu, ponieważ wszyscy się na niego gapili.
- Dlatego, że jesteś idiotą! - zawołał za nim - I zwykłym osiłkiem!
Coś w nim pękło. Te słowa. "Jesteś idiotą!" wloką się za nim od gimnazjum. Przed oczami pokazała się mu jego nauczycielka, wymawiająca te słowa. Jego obrzydły trener, który krzyczał do niego aby go wkurzyć przed walką. Jego wujek, który go bił, gdy dali go mu po opiekę po śmierci rodziców.
- Za kogo ty się uważasz? - powiedział, odwracając się. Już go nie obchodziły tłumy gapiów, rozpoznających go z walk. Cała sala tylko czekała aż przywali mu. Słychać  było szepty "to on, ten Sewek!".
- A ty? Co ty o sobie możesz powiedzieć?! Człowiek bezrobotny, mający kasę po mamusi i tatusiu! Narkoman i do tego co? Nie umie nawet dziewczyny zabrać na randkę! Bo wpada pod tramwaj!
- Jak nie znasz faktów, to się kur*a nie wypowiadaj!
Rzucił mu ostre spojrzenie. Pełne nienawiści, żalu i pewnego rodzaju podziwu. Tomek, małomówny, zawsze cichy, postawił mu się. Odwrócił się ku wyjściu i wyszedł na zewnątrz. Szedł spokojnie i równomiernie jak na jego stan. Inni czekali aż Tomek dostanie w zęby i będzie widowisko, ale po co mu teraz problemy? I tak ma ich wiele.
- Uciekasz?! - krzyknął biegnący za nim Tomek.
- Ty się chyba prosisz o to żeby dostać! - wiedział, że właśnie robi to specjalnie.
- Po prostu, poniosło mnie. - spuścił z tonu.
- Najwyraźniej. Teraz moja nieskazitelna reputacja przystojnego, nowego mieszkańca runęła! - powiedział Seweryn ironizując.
- Opowiedz mi.
- O czym? O jaraniu, czy może o tym jak zabrałem dziewczynę na randkę i wpadła pod tramwaj?!
- Mówisz czy nie? Porozmawiał bym z matką...
Seweryn od razu spojrzał na niego inaczej. To może być jego szansa. Jedyna, by nadal chociaż spotykać się z Isabellą.
- Chodźmy na ławkę, to będzie długa rozmowa, bo o niczym nie wiesz.
Usiedli na ławce w parku. Seweryn ubrany był w spodenki w kratkę i białą koszulkę, przez którą było widać napięte mięśnie pleców i klatki piersiowej. Przygotowywał wiele razy scenariusz tej rozmowy, ale z Isabellą, nie jej bratem. A teraz musi właśnie jemu - jedynej nadziei, której przed chwilą chciał dać w zęby - opowiedzieć o tym tragicznym wypadku.
- No to tak...chciałem zabrać ją nad jezioro. Tam przygotowałem już wszystko. Były kanapki - uśmiechnął się smutno - takie jakie lubi z bazylią i pomidorami. Bałem się, że się domyśli o co mi chodzi, bo wszędzie pachniało bazylią i moimi uczuciami do niej. Była taka szczęśliwa, bo przecież zdała dostała się do projektu... - postanowił pominąć fakt, że się całowali, gdyż pewnie zacząłby ryczeć - aż nagle będąc przed kolejami, Szymon pierwszy widział co się dzieje. Tramwaj wypadł ze swojego toru i jechał prosto na nas.
                        Tomek zakrył usta ręką z niedowierzania. Matka opowiadała, że wykryto u nich alkohol i dlatego wjechali z tramwaj. Teraz siedział zmieszany i nie wiedział nawet co ma odpowiedzieć.
- A reszta? Dlaczego tu jesteś sam? - zapytał w końcu.
- Jest ze mną Adam. Szymon i Aśka nie żyją...
- O mój Boże! - Tomkowi napłynęły łzy do oczu.
- Tak właśnie. Ostatnie co pamiętam z tego wypadku to, to że osłoniłem sobą Isę. Później dostałem.
- Ale ty byłeś przytomny, podobno.
- Nie, obudziłem się w szpitalu po operacji składania żeber, przeszczepu i szycia skóry. - wskazał lewą rękę pokrytą tatuażem. - Klaty ci nie pokażę, bo stwierdzą, że jestem gejem. - wskazał wzrokiem na dziewczyny młodsze od nich, które spoglądały na nich i podśmiewały się.
- Ale dlaczego nie odwiedzałeś jej? Nawet gdy była sama...
- Ja miesiąc nie mogłem się ruszyć z łóżka, potem rehabilitacja, jedynie na łóżku. Ona była w śpiączce. Dowiadywałem się wszystkiego od pielęgniarek, które były po mojej stronie, a nie twojej matki. - Tomek zrobił zaskoczoną minę - Tak twoja matka, zabroniła wszystkim mnie wpuszczać.
- Nie możliwe...
- Później przenieśliście ją do innego szpitala. A mi pozostały jedynie po niej wspomnienia i blizny.
- Ale.. naprawdę nic nie piliście?
- Nic. Nawet Adam. Nikt nic nie pił. Byłem u was w domu, ale to zeszło 3 miesiące po tym jak mnie wypuścili. Już nikogo nie było. I to był koniec wszystkiego. Później treningi, walki i  tylko to mnie trzymało przy życiu.
- Ona jest już duża, ale nie poradzi sobie z tym.
- Ale musi! Może odzyska pamięć!
- Spróbuj, staraj się. A ja będę robił wszystko, żeby matka się nie dowiedziała o tobie, bo teraz już z nią nie pogadam o tym. Będę żył dalej tak jak ona mi mówiła, żeby nie wzbudzać wątpliwości.
- Daj mi numer Isabelli. - uciął krótko.

~*~

                           Trzymał telefon w dłoni i myślał czy zadzwonić. Pragnął tego, ale co on jej powie? Milion scenariuszy, setki słów, które chciałby jej powiedzieć, ale nie teraz, nie dziś.
- Halo? - odezwał się miły głosik, który ogrzał jego serce.
- Cześć, tu Seweryn. Masz może czas? Czy jest za późno? - spojrzał na zegarek wybijający godzinę 23:00.
- Ooo cześć. Tak mam czas. Co tam u ciebie?
- Całkiem spoko...- nie miał pojęcia co powiedzieć - Mam pytanie. Czy zechciałabyś się gdzieś jutro ze mną wybrać?
- Rano? Bo później mam szkołę. - Sewek miał wrażenie, że cały czas uśmiecha się do telefonu.
- Oki, to jesteśmy umówieni.
- Szybki jesteś - powiedziała szeptem.
- Jak zawsze. Ale wiesz, nie miej mnie za podrywacza - zaśmiał się - po prostu cię lubię.
- O dziękuję! A gdzie chcesz mnie zabrać? Znasz okolicę?
- No coś ogarnę, zobaczysz. Dobrze, już nie przeszkadzam, bo zwykle o tej godzinie jesteś już zmęczona.
- Zwykle? - dopiero teraz Seweryn zauważył jaką palnął głupotę!
- Co? Nie, nie... powiedziałem że pewnie o tej godzinie jesteś zmęczona. - wyratował się.
- Dobrze, to do jutra! - uśmiechnęła się.
- Dobranoc - powiedział miękko i pieszczotliwie.



_____________________
Cześć :)
Szczerze powiem, że miałam kończyć tą powieść i odejść. Chciałam dziś skorzystać z "lepszego dnia z tych gorszych dni", których ostatnio jest bardzo dużo. Nie mam chęci do pisania, choć wena wyrywa się ze mnie i nawet śni mi się, że publikuję kolejne opowiadania. No cóż, zostało mi przeprosić, że ostatnio się opuściłam :)
Życzę samych dobrych dni! ;*

sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział IV

Znajoma samotność
"Najniebezpieczniejszą ze wszystkich słabości jest ufność."


                          Isabella siedziała na jednym z trybunów, obok jakiejś zgrai chłopaków, którzy bardzo emocjonalnie podchodzili do tego meczu. Sama zaczęła się zastanawiać, czy jak ona gra, podobnie się zachowuje? Bardzo prawdopodobne, aczkolwiek na pewno jest cichsza. Musi się skupić, złapać powagę na tą chwilę gdy chce tworzyć. Potrzebuje ciszy, w której czuje się samotna, może to ją tak napędza? Ostatnio często o tym myślała. Samotność. Ta przytłaczająca samotność, brak kontaktu ze znajomymi spoza szkoły. Bo ich nie ma. Nie zna ludzi, wokół których mieszka od dwóch lat. Choć rozmawiają z nią, chłopaki zagadują, a gdy dowiedzą się o jej defekcie, przestają ją znać. Jest "be".
- Cześć dziewczyno od ładnego psa. - usłyszała pewien głos, który wyrwał ją z zamyśleń.
To był Seweryn z Adamem, którzy właśnie chodzili po mieście wypatrując czegoś co by ich zainteresowało. Oczywiście Seweryna interesowało tylko jedno, aby mieć kontakt z Isą.
- Hej. To ty jesteś tym chłopakiem z plaży? - zaśmiała się.
- A przechodziłem właśnie obok i postanowiłem wstąpić na chwilę - Adam zaczął chrząkać i się śmiać - Nie będziemy ci przeszkadzać, jeżeli się przysiądziemy? - zapytał Sewek.
- Będziemy? Ktoś jest tu z tobą? - zapytała zszokowana.
- Cześć, jestem Adam. - wtrącił chłopak.
- Hej. Drużyna mojego brata jest beznadziejna, nie ma co oglądać, podobno jedynie on i jego przyjaciel są dobrymi graczami a reszta do bani. - zaczęła nawijać, zwykle to robiła, gdy była zestresowana.
- Nie no, Tomek zawsze umiał grać w piłkę, tylko się nie przyznawał do tego. - dodał Seweryn.
Isa odwróciła głowę w jego stronę, poprawiła okulary, aby nic nie zauważył.
- Skąd... skąd ty znasz Tomka? - Isa miała nieodparte wrażenie, że Seweryn za dużo rzeczy z jej życia wie. Ale skąd?
- A poznałem go na plaży, nie pamiętasz? - zapytał, bojąc się, aby nie wkopał się.
- Aaa, był bardzo nie miły podobno dla ciebie, wiec przepraszam cię za niego.
- Nie się nie stało. Straciłem jedynie 3 zęby z przodu i muszę wydać po tysiącu na jednego u dentysty. - Seweryn powiedział całkiem poważnie.
- O matko, serio?! Zabiję dziada! - powiedziała i jakoś odruchowo chciała dotknąć jego twarzy. Uniosła rękę w jego stronę.
Seweryn popatrzył się na nią dziwnym wzrokiem. "O co jej chodzi? Podnosi rękę przed mój nos i wymachuje nią"
- To był tylko żart. Nic mi się nie stało. - odezwał się.
- Sewek nikomu by nie pozwolił się walnąć. - wtrącił się Adam, który zaczął się później śmiać. - Twój brat by już nie żył, po takim starciu.
- Adam, przestań. Mam pytanie do ciebie - zwrócił się do Isy - Jak mogę ci mówić?
- Isa, Isabella. Raczej tylko tak mi mówią, więc jeśli chcesz to...- urwała.
"Że co? Co ja mówię! Gadam jak nakręcona, a ja o nim nic nie wiem"
- Muszę iść coś załatwić. - powiedział Adam, wyrywając ich z rozmowy.
Podał rękę Sewerynowi a Isabelli rzucił zwykły "trzymaj się". Zostali sami, na reszcie.
- Często chodzisz na plażę i straszysz bezdomnych ludzi? - próbował zażartować.
- Tak, zwykle po porannej przemianie w wampira. Czuję głód, a nie chcę krzywdzić Lili. - najwidoczniej załapała żart.
- Jak na głodnego wampira, wyglądałaś całkiem nieźle. - zauważył, że zbielała jej twarz. Czyżby aż tak się stresowała?
- Dzięki, ale niestety nie powielam twego zdania. - roześmiała się - I nie chodzi tu o moją urodę.
- Ale Izz.. Isa, każdy wampir na głodzie, nie wygląda za dobrze, a ty jak widać, jesteś wybitną jednostką. - zaczął jej słodzić w dość specyficzny sposób.
- Bo jestem nie do końca wampirem, mam coś z człowieka jeszcze. - zaśmiali się.
                        Była taka jak dawniej. Nic się nie zmieniła. Ruchy, ten sam żart. Cała ona, taka, w której się zakochał i którą nadal kocha. Przez te ogromne, rozciągliwe dwa lata. On zmienił się diametralnie. Bójki, gwałtowne ruchy, ciągły gniew, brak swojego miejsca - to było jego życie. A teraz? Jakby wszystko powróciło do normy. A jednak ta norma, jest nienormalna. Ona go nie pamięta. Nic o nim nie wie, kiedy on zna ją na wylot. Już ją przejrzał.
- Na pewno osobowość. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- A ty? Czym się zajmujesz? Jak masz na nazwisko, bo imię to jak się domyślam Seweryn?
- Aaa no tak, nawet nie miałem czasu się przedstawić, jaka klapa. Tak Seweryn Urban jestem, dla znajomych Sewek. Szczerze, to nawet nie wiem czy chcesz wiedzieć jak zarabiam..
- Mów, śmiało!
"Dawniejsza ty byś zaakceptowała to, że biję się dla kasy. To, że wygrywam, jestem w tym dobry, lubię to, pozwala mi się wyluzować. Czyni mnie szczęśliwszym. Pozwala zapomnieć o tobie" Chciał to powiedzieć, ale to jeszcze nie czas, nie ten moment.
- Pracowałem w biurze, papierkowa robota, nic ciekawego. - skłamał.
- Uuu to rzeczywiście nie ciekawie. Ja chciałabym być...- "cukiernikiem", Seweryn wiedział co odpowie - cukiernikiem. Zawsze mnie to kręciło.
- O bardzo ambitnie. A co robisz, no wiesz, w wolnym czasie, kiedy masz innych dość? - chciał się dowiedzieć, czy nadal robi to samo.
- Ojej, powiedziałabym ci, ale jakby się moja mama dowiedziała, to po mnie!
- Mów, śmiało! - Seweryn powtórzył wcześniejsza słowa Isy.
- Tańczę, słucham rapu, gram na pianinie. Po prostu coś we mnie gra. Tylko nie mogę za bardzo tego wypuścić. Pewnie myślisz o mnie jak o jakiejś zwariowanej artystce. - zaśmiała się lekko.
- Nie, bo sam to robię. - popatrzył na nią a ona na niego. Przez okulary widział jej oczy, które mrużyła. Postanowił spojrzeć jej prosto w oczy.
Powoli wyciągnął rękę i zaczął ściągać okulary. I poczuł uderzenie.
- Zostaw! Nie ruszaj mnie!
- Chciałem tylko... - nie dokończył, bo znowu dostał w policzek.
OPANUJ SIĘ, ONA CIĘ NIE PAMIĘTA!
Isa wstała z ławki i zmierzała w kierunku tłumu.
- Ej zaczekaj, przepraszam. - odwróciła się, poprawiła okulary i usiadła na siedzeniu obok niego.
- Żeby to było ostatni raz! - nakrzyczała.
- Dobrze, dobrze. - uniósł ręce przed siebie w geście "to nie moja wina" ale ona nie spojrzała. Zaczął odczuwać gniew. Jak ona, osoba którą kocha, nawet na niego nie spojrzy?
- Przepraszam, ale dopiero cię poznałam. - zaczęła się tłumaczyć.
- Spoko rozumiem. Zrobiłem się głodny, może pójdziemy gdzieś? Jak szedłem, po drodze widziałem kafejkę.
- Nie wiem czy wiesz, ale wampiry nie jedzą. - zażartowała, aby rozluźnić sytuację.
- Ani krwawych lodów? - spojrzał na jej uśmiech.
- Może się skuszę.
Isa wstała i otworzyła swoją torebkę. Seweryn stanął i spoglądnął co ona robi. Trzyma w rękach biało czerwoną laskę. ONA JEST NIEWIDOMA! Postanowił nie zważać na to uwagi, by nie sprawić jej przykrości.
- To jak idziemy? - zapytał i wziął ją za rękę.
- Eeee... Ty tak serio? Nie widzisz, że jestem niewidoma? Powinieneś już dawno uciekać. - powiedziała ze śmiechem.
- Masz dystans do siebie dziewczyno - powiedział ironicznym głosem - To idziemy?
- Muszę Tomkowi powiedzieć. Ale później odprowadzisz mnie do domu? Nie chcę iść sama.
Seweryn przytaknął i zaprowadził ją do brata, obecnie siedzącego na ławce rezerwowych.
- Ok, ale za  godziny widzę cię w domu, dobra? Jak nie, to mama się dowie. - odpowiedział Tomek i odszedł do znajomych. - zbliżył się do Seweryna i szepnął - Pamiętaj, 20:00.
                            Ten czas spędzili bardzo miło i sympatycznie. Obydwoje żartowali, śmiali się i opowiadali o swoich przeżyciach. Szkoda, że Isa nie pamięta tych wszystkich wspaniałych chwil spędzonych z nim. Opowiadała o swoim tacie, mamie, Tomku, babci. Czas płynął bardzo szybko.
Seweryn nie chciał przerywać jej monologu, bo rozgadaną Isę trudno zatrzymać, ale wiedział, że muszą iść.
- Twoja mama będzie zła...
- To nic nowego. - zaśmiała się.

~*~

                  Słońce już powoli zamieniało swój kolor z żółtego na pomarańczowy, gdy Seweryn szedł na spotkanie z Tomkiem. Tomek i on, byli rówieśnikami, choć nie chodzili do tej samej szkoły i nie lubili się. Tomek, zawsze uważał go za idiotę i pewnie dlatego nie chce, aby mieszał się w życie Isabelli. Idąc, myślał o tym wszystkim, głównie o Izzy i o tym, że zadość niczego nie pamięta, to jeszcze jest niewidoma. Przez niego.


środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział III

Tajemnica 

"Kocham Cię, bo pachniesz szczęściem na każdym kroku. Kocham Cię, bo mój cały świat ma barwę Twoich oczu..."


- Nikt tak do mnie jeszcze nie mówił... skąd znasz moje imię? - zapytała niepewnie, dodając - Znamy się?
Seweryn stał bez oddechu, nawet nie mógł ruszyć palcem. Po dwóch latach smutku, tęsknoty i cierpienia, ona stoi przed nim, a on nawet nie wie co powiedzieć. "Tak znamy się, byliśmy prawie parą, gdyby nie twoja kochana mamusia, byśmy byli szczęśliwą parą!" - pomyślał, ale nie zdecydował się na taki ruch.
- Mowę ci odjęło? Jesteś niemy? - zapytała całkiem poważnie. Chwyciła Lili mocniej.
- Niee... to znaczy, masz fajnego psa. - skomentował to. "Matko co ja mówię? Ale jestem beznadziejny! O psie gadam!"
Isabella wybuchła śmiechem, na co Seweryn się trochę speszył. "Śmieje się ze mnie! a co gorsza mnie nie pamięta", i to była prawda.
- Dzięki, to jak znasz mnie, że mówisz do mnie Izzy? Dziwne, bo nikt z rodziny, nie zdrabnia tak mojego imienia. - zza okularów nie mógł dojrzeć jej oczu. Jak zwykle się zarumieniła.
- Hej Isabella! - ktoś z dala zawołał donośnym męskim głosem.
Isa odwróciła się w stronę głosu. Seweryn od razu rozpoznał Tomka, który był już obok ich. Posłał mu zdziwione spojrzenie, ale nie odezwał się.
- Musimy wrócić do domu, bo babcia się źle poczuła. - tyle zdołał wydusić. - Idź już, ja zaraz dojdę do ciebie, nie martw się, to nic poważnego.
Isabella rozluźniła smycz Lili i ruszyła w stronę brukowanego chodnika, który znała już doskonale.
- Co ty tu robisz? Jak ją znalazłeś? - zwrócił się do Seweryna.
- Nie muszę ci się tłumaczyć!
- Akurat, że musisz. Nie pozwolę, abyś znowu zniszczył jej życie. Na szczęście nie pamięta ani ciebie, ani całej tej twojej zgrai.
- S...straciła pamięć? - zapytał łapiąc się za głowę.
- Tak przez ciebie, i zresztą nie tylko to.
- Co jej dolega? Nadal coś jest nie tak?
- A co cię to kurde obchodzi? Po wypadku cię to jakoś nie obchodziło! Ani razu nie przyszedłeś! Matka mówiła, że ciebie wypisali już dawno, i ani razu się nie zjawiłeś. Taki z ciebie był przyjaciel!
- Akurat, że obchodzi! A gdyby twoja matka jeszcze mówiła ci wszystko, to byś teraz dziękował mi!
- Jasne, już się palę do tego! Jesteś ostatnim chamem, żeby uciec z miejsca wypadku!
- Dobra, bo widzę, że z mamusią, która nie skończyła wam jeszcze opowiadać bajeczek, nie wygram. Ale wiedz, że teraz, gdy ją znalazłem, nie zrezygnuje. A twoja matka nie będzie miała jak mnie powstrzymać, nawet groźbami i policją!
Tomek wyraźnie się zmieszał na te słowa, ale widząc szczere spojrzenie Seweryna, stwierdził, że jednak coś musi być na rzeczy.
- Słuchaj, nie wiem jak tam było. Teraz nie mam czasu gadać, ale chcę rozwiązać tą sprawę - mówił łagodnym tonem - Ona o niczym nie pamięta, nic nie wie o tobie i twoich znajomych. Nie wie, że zdarzył się wypadek. Chcieliśmy oszczędzić jej wszystkiego, wymyślając bajkę o tym, że potłukła się na schodach i miała liczne urazy głowy. Proszę cię, nie wspominaj, że coś takiego było, że ty ją znasz, i o niczym z jej przeszłości dotyczącej ciebie! Ona tego nie pamięta! Jej pamięć rozpoczyna się w czasie przed poznaniem was. I od tamtej pory żyje, jakby żyła kilka lat temu, ale bez was. Rozumiesz? - Tomek wręcz błagalnym tonem zadał ostatnie pytanie.
- Możemy się kiedyś spotkać? Ja nie chcę kłótni, bo tobie zależy na niej tak samo jak mi.
- Dziś wieczorem? Masz czas? Tutaj jest taka mała knajpka "Słoneczna". O 20. - nie oglądając się za siebie, ruszył za Isą, którą ciągle obserwował, aby przypadkiem się nie potknęła.

~*~

                        Gdy Sewek wrócił do mieszkania, znowu nękała go ta kobieta, ubrana w dość wyzywający strój. Bluzka z głębokim dekoltem, krótkie potargane spodenki, boso. Z bluzki wylewały się obfite piersi, którymi właśnie prawie świeciła przed Sewerynem. On jednak nie zważając na ją, przywitał się i stojąc przed drzwiami próbował jak najszybciej zgadnąć który klucz jest do pokoju. Miał około 13 kluczy, a jeden z nich był jego wybawieniem przed Kamilą.
- Ale ty masz mięśnie. - wskazała na jego bicepsa i ścisnęła - Twardy - skomentowała.
- T.. tak. - zająkał się czując, że dziewczyna drugą ręką objęła jego pośladek. Odszedł o krok od niej.
- Uuuu zajęty, czy może boisz się mnie?
- Ani to ani to. Jest jeszcze opcja trzecia, ale bardziej okrutna. - specjalnie zrobił ironiczną smutną minę.
- Chętnie bym jej wysłuchała, u mnie, obok. - wskazała na pokój nr 5.
- Nie sądzę. Ale tak zabawa była by świetna, tylko że niestety idę do mojego chłopaka. Czeka na mnie i pewnie się martwi, biedaczek. - zrobił teatralną minę.
- Gej? Nie możliwe. - krzyknęła wstrząśnięta. - Jesteś zbyt przystojny jak na geja.
- Ja też lubię przystojnych, jesteśmy dwoje! - zaśmiał się, ale próbował mówić jak najpoważniej. 6 para kluczy nie pasowała, Seweryn zaczął tracić cierpliwość.
- Kochanie, otwórz mi drzwi! - krzyknął do Adama, który miał nadzieję, nie spał.
Kamila zrobiła ogromne oczy, gdy po chwili było słychać dźwięk zamka.
- Już kociaczku! - zaśmiał się Adam.
To była ich sztuczka na brzydkie dziewczyny. Udawali, że są gejami, zawsze mówili te same teksty, aby jeden drugiego zrozumiał. Częściej to Seweryn korzystał z ich "wyjścia bezpieczeństwa", ponieważ nie mógł się opędzić od natrętnych lasek.
Kamila powiedziała jedynie "AHA", odkręciła się na pięcie i odeszła.
- Dzięki stary. - powiedział wchodząc po pokoju.
Gdy weszli wybuchli takim dzikim śmiechem, jak nigdy.
- Mina Kamili była najlepsza ze wszystkich jakie dotąd widziałem! - Adam jedynie tyle zdołał powiedzieć.
Gdy się uspokoili, Seweryn opowiedział o Isabelli i jej bracie.

~*~

                      Isabella poczuła się oszukana, że musiała pod pretekstem babci, opuścić chłopaka. Gdy z nim rozmawiała, nawet przez tą chwilę, czuła się, że jego to nie obchodzi, czy ma taki defekt czy inny. Po prostu był uprzejmy. I to jego "Izzy". Nikt tak do niej nie mówił, a jej się zdawało, że chłopak ma wprawę w wymówieniu tego słowa. Jakby robił to codziennie.
Dziś sobota, ma jeszcze cały dzień, na to aby przejść się po plaży, ale prawdopodobnie dziś już nigdzie nie wyjdzie. Naszła ją ochota na granie na pianinie. Jej matka nie lubiła muzyki, nie mogła również zrozumieć skąd u niej się to wzięło. Ta wena, w tworzeniu swojego repertuaru.
Naciskała klawisze pianina z dużą precyzją, jakby grała od wielu lat, choć zaczęła nie całe dwa lata temu. Mając w głowie głos Seweryna zaczęła grać. Pięknie, melodyjnie. Tylko czekać, aż mama zaraz się zdenerwuje.
- Jezus, ciszej bądź! Na Boga, Isabello! - matka zawsze zwracała się do niej oficjalnie.
Isa zaczęła się śmiać, poprawiła włosy dłonią.
- Mam, tylko gram, nie denerwuj się tak. - ze śmiechem powiedziała.
- To graj ciszej, wiesz, że mam pracę.
- Dobrze. - odparła z powagą, widziała, że z mamą nigdy już nie pożartuje.
- A co ci tak do śmiechu, co? - zapytała z dociekliwością.
- Tak po protu, możesz iść, już nie będę grała. - stwierdziła beznamiętnym głosem.
Gdy matka wyszła, Isa miała zamiar znowu zacząć grać, ale przeszła jej chęć. Jak zwykle nie mogła nic robić, zwłaszcza tego co lubiła najbardziej, a każde jej sprzeciwienie wiązało się z siedzeniem w domu, bez wychodzenia. Tak, mając 18 lat, co prawda nie pełne jeszcze, dostawała kary za to co gra w jej duszy.
"Jeżeli nie mogę grać, to przynajmniej potańczę, tego nie usłyszy" - pomyślała. Przycisnęła przycisk radia, które oddało z siebie dźwięk muzyki klasycznej. Nie wiedziała skąd zna niektóre kroki, ale z każdym jej tańcem, coraz więcej umiała. Często słuchała audycje o tym jak nauczyć się tańczyć z czego większą część nie potrafiła sobie wyobrazić, ale próbowała na tyle ile mogła.
- Isa, jutro przypominam masz lekarza. Przyjdzie do nas o 15.00. - zawołał Tomek przed jej drzwiami.
- Ej Tomek, wejdź! - szepnęła.
- Potrzebujesz czegoś? Tańczyłaś? Mama będzie zła...
- Nie wie o tym. Powiedz mi, kim był ten chłopak?
Tomka ogarnęło lekki przestraszenie. Nie chciał jej nic mówić, dopóki, nie spotka się z Sewerynem w knajpie.
- Nie wiem, powiedziałem mu żeby się trzymał daleko od ciebie i posłuchał.
- Mogłeś być milszy! On był dla mnie bardzo miły! - nakrzyczała na niego.
- Cicho, jeszcze mama usłyszy i będzie problem. - powiedział szeptem.
- No dobra, ale przesadziłeś. Dlaczego nie mogłam go poznać, skoro on mnie znał?
- Może to ktoś ze szkoły? Przecież, nie możesz wiedzieć czy taki ktoś chodzi.
- Myślisz, że ona też był... no wiesz... - Isa nie lubiła słowa "niewidomy", kojarzyło się jej z osobą uzależnioną od innych.
- Nie wiem, bo nie patrzyłem. Miał okulary.
- A, dobrze, że ja też miałam, bo jeszcze by zobaczył. Bardzo widać, że nie mam żywego koloru oczu? - ściągnęła okulary, pierwszy raz. PIERWSZY RAZ OD WYPADKU. I pierwszy raz, on widział jej kolor oczu od czasu wypadku. Później nikomu nie pokazywała, jedynie lekarzowi, ponieważ wstydziła się ich odbarwienia.
- Nadal widzę w nich te piękne żółte kropeczki na zielononiebieskiej tęczówce. Nic się nie zmieniły. - troszkę skłamał, oczywiście były bledsze, ale rzeczywiście prawie nie zmieniły koloru.
- Mówisz serio?
- Oczywiście, są troszkę bledsze, ale ja różnicy ogromnej nie widzę, uwierz mi. - poklepał ją po ramieniu.
- Dzięki, a gdy przymrużę oczy nadal widać? - zapytała ze śmiechem.
- Nie, teraz nic nie widać. - odpowiedział z przekonaniem - Muszę lecieć na mecz. Poszłabyś ze mną?
- Jasne! A mama?
- Załatwię to. Ty się zbieraj i czekaj aż przyjdę po ciebie. Sama nie schodź ze schodów.
- Tyle razy schodziłam sama i dalej żyję! - obruszyła się nadopiekuńczością Tomka.
- Ale teraz ja jestem w domu i nie dyskutuj, bo nie pójdziesz nigdzie. - zaśmiał się.
- A daj spokój, idź już bo mnie denerwujesz! - popchnęła go ręką w bark, śmiejąc się.
Tomek zeszedł ze schodów, a Isa zaczęła szukać swojej przewiewne różowej bluzki wiązanej na dole. Do tego ubrała sobie jeansowe spodenki i złotą bransoletkę.
                            Rodzina Isabelli wiodła całkiem przyzwoite życie. Kiedyś było ich stać na więcej, niż w czasie obecnym, ale nadal nie są najuboższą rodziną. Można powiedzieć, że Isa, wychowała się w dobrym domu, jeśli chodzi o względy finansowe. Matka zarabiała dobrze, ale ostatnio zaczęła odkładać pieniądze na pewien cel, o którym nikt nie wie, dlatego Isa, nie dostawała już kieszonkowego, a Tomek poszedł do pracy. Isabella zbytnio się nie przejęła tym, kiedy pewnie większość nastolatek nie wyobrażałoby sobie życia bez stówy lub dwóch. Kiedy była jej koniecznie potrzebna kasa, prosiła Tomka, a później oddawała z pieniędzy, które czasem dostawała od mamy. Nie było bajkowo, ale każdy wyrabiał.


_______________

Cześć:)
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Myślę, że dużo tłumaczy i jest w nim rozwiązane kilka zagadek :) Miłego dnia! :*


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział II

Sukces zależy od podejścia

"Bo jeśli się cofasz, to tylko po to aby wziąć rozbieg"


                      Isabella tego wieczoru nie mogła usnąć. Wszyscy domownicy już spali, cały dom był pogrążony w ciszy. Lili cichutko chrapała i ruszała uszami wykazując swoją czujność. Biszkoptowa labradorka była jej przyjaciółką, wysłuchiwała jej narzekań, swoim pyszczkiem ocierała łzy, a podczas zabawy zawsze trwała obok niej. Mało komu pozwalała zbliżać się do niej za blisko. Zazwyczaj szczekała i szarpała smyczą. Isa już do tego przywykła, przeważnie wystarczyło, że szarpnęła lekko smyczą, a Lili zaraz się uspokajała. 
                    Jej pokój był bardzo jasny. W jednej ze ścian miała specjalny otwór na podłużną sofę, a wokół niej na półeczkach były poukładane równo książki. Obok był  mały stoliczek. Jej łóżko z ramami znajdowało się przy bordowej ścianie po drugiej stronie biblioteczki. Bardzo cieszyło ją to, że miała swój balkonik, lubiła rano wychodzić i czuć świeże powietrze. Jej ściany zdobiły różne obrazy, prawdopodobnie kwiatów. Miała swoją toaletkę z lustrem, ale rzadko z niej korzystała, ponieważ nie była jej potrzebna. Nie używała kosmetyków do twarzy, jedynie lubiła kupować kosmetyki do ciała i włosów. Na początku swojego nowego życia, chciała się nauczyć malować, ale wszyscy jej mówili, że jest piękna bez makijażu, więc od tamtej pory nie malowała się. 
Miała długie blond włosy, mocno falowane. Jej oczy koloru zielononiebieskiego posiadały lekko żółte plamki, a jej nieodłącznym atutem, bądź przekleństwem, były wieczne rumieńce. Jej mama zawsze mówiła aby choć troszkę matowała je, ale to nic nie dawało. Jasne włosy plus opalona skóra i rumieńce niby bardzo ładnie pasowały do siebie, ale zawsze gdy się stresowała czuła że płonęła. 
Gdy ostatni raz zobaczyła godzinę 4:45 nakazała sobie usnąć w trybie natychmiastowym. I udało się jej.

~*~

                 Jasne promienie słońca obudziły Seweryna. Odruchowo spojrzał na telefon i szybko wstał z łóżka. Była godzina 6:10, gdzie za ok. 30 minut miał busa. Adam dzwonił do niego 7 razy, a on nie słyszał wibracji. Z pośpiechem ubrał czarną sportową koszulkę i jeansowe spodenki z paskiem z Dilla. Cieszył się, że spakowania się nie przełożył na dziś, tylko wczoraj to zrobił. Zszedł na dół do kuchni i obudził ciotkę z prośbą o podwiezienie go na stację. 
- A gdzie się wybierasz? - zapytała zaspana ciotka Lidia.
- Jadę z Adamem do Władysławowa. - Uśmiechnął się do niej, a ciotka od razu załapała. 
- Zapewne nie na wakacje, ty sobie nigdy nie robisz wolnego od pracy... - rzuciła Lidia.
- I tym razem cię rozczaruję, jadę odpocząć. - posłał jej swoje bajeranckie spojrzenie.
- Ja już znam to twoje "jadę odpocząć". Co będziesz tam robił? - Lidia nie dawała za wygraną.
- Lidka, jadę odetchnąć od Warszawy, to miasto przywołuje dużo smutnych wspomnień, tak jak te blizny. Od blizn nie ucieknę, a od miasta tak. - powiedział już poważnie.
- Dobrze, rozumiem cię - a po chwili dodała - Czy to ma związek z Isabellą?
- Nie bądź wścibska. - Seweryn powoli zaczął się denerwować. 
- Przepraszam, ale wiesz, że lubię wszystko wiedzieć... - popatrzyła na niego, podczas kierowania autem. 
- To tak, jadę, bo ona tam jest. Chcę zobaczyć jak się trzyma, chcę się dowiedzieć co u niej słychać. 
- Jeśli masz szansę to oczywiście masz prawo. Jesteś dorosły, tylko proszę cię, uważaj na siebie. - byli już na stacji, ale busa jeszcze nie było, więc postanowili chwile porozmawiać. - Potrzebujesz kasy?
- Wiesz, że mam pieniądze. - odparł.
- Ale jak ci braknie, to proszę, zadzwoń, przeleje ci na konto tyle ile będzie ci potrzebne. 
Adam pocałował ją w policzek, podziękował za przywiezienie i poszedł na stację. 
Nigdy bym nie wziął od jej pieniędzy, pomyślał. Jego rodzice przed śmiercią prowadzili sklep odzieżowy. Cały majątek został przelany na jego konto, a przedsiębiorstwo zostało jego. Sprzedał działalność swojej ciotce, która dobrze się nim opiekowała. Seweryn prawie cały majątek dał jej, mówiąc, że on nie potrzebuje go. Zachował ok. 30 tys. na wszelki wypadek.
- Siema, siema. - powitał Adama.
- Cześć, zaraz będzie chyba bus.
- Spoko, ej stary, dzięki za ten adres i w ogóle. Tak sobie myślę, że może warto będzie ją zobaczyć po tylu latach.
- No to raczej, na pewno niezła z niej dupa.
- Nie mów tak. - popatrzył za Adama jakby miał go zaraz zabić.
- Ej a tą bitwę w klatce, kiedy miałeś mieć? - zapytał Adam, zmieniając temat.
- Niby 5 czerwca, ale nie biorę udziału tym razem.
- Stary, mam nadzieję, że nie rezygnujesz na zawsze z tego. - ciągnął Adam.
- Myślałem nad tym.
- Ej no bez jaj, jesteś w tym dobry! Każdy się boi z tobą walczyć, a ty w takim momencie rezygnujesz?
- Ale to nie ty chodzisz z poobijanymi kośćmi po walce, tylko ja. Ból to chwilowe rozwiązanie na problemy. Nie zapomnę o Isabelli bo bolą mnie żebra. To nie tak.
Bus już przyjechał, Seweryn usiadł na pojedynczym miejscu, a Adam dosiadł się do pewnej ślicznej brunetki i zaczął ją kokietować. Ona oczywiście załapała jego żarty i wdała się w rozmowę z nim. Jeszcze nie wie jaki on jest głupi, pomyślał Seweryn z uśmiechem na twarzy. Włożył słuchawki w uszy i wsłuchiwał się w tekst ulubionych piosenek.

~*~

                           Isa po zajęciach w szkole, jak zwykle wróciła do domu z jej bratem, który zawsze po nią przyjeżdżał. Będąc już w domu przywitała Lili całusem w czoło, przebrała się w mniej eleganckie ciuchy i z Tomkiem poszła na zakupy. Tomek był jej prawą ręką, pomagał w nauce i był jej "oprowadzaczem" po świecie. Gdy weszli do jednego ze sklepów sportowych Isa zapragnęła kupić sobie jakieś dresy, stwierdzając, że jeszcze nigdy nie miała takich szerokich spodni na sobie. Tomek wiedział, że to było kłamstwo, i to był moment gdy chciał jej wszystko opowiedzieć, to co się stało. Przecież ona uwielbiała nosić dresy. Właściwie to wszystko co uwielbiała, został jej zabrane, pomyślał. Te myśl zasmuciła go, co od razu Isa wyczuła.
- Coś się stało? - zapytała z troską, taką jaką tylko ona potrafiła.
"Nie, nic, oprócz tego, że cholera kiedyś znienawidzisz mnie za to, co każą mi ukrywać"
- Nic, wydaje ci się. - uśmiechnął się tak bardzo jak tylko mógł, aby wyczuła jego emocje.
- Uff, to dobrze, już myślałam, że tak okropnie wyglądam w tych spodniach. - zażartowała i podała mu aparat, z którym się nie rozstawała - Zrób mi zdjęcie!
Isabella zrobiła jak zwykle głupią minę, nigdy nie lubiła robić poważnych min do zdjęć. Zawsze twierdziła, że będzie miała z czego się śmiać z jej dziećmi.
Tomek nie zawsze rozumiał Isabellę, często zadawał sobie pytanie: Dlaczego pomimo jej stanu, nadal znajduje czas i ochotę na głupie i zwariowane rzecz? On na pewno nie dałby sobie z tym rady. Ale to była prawda, Isa należała do osób z twardym charakterem. Nie dałaby sobą pomiatać, ani nikomu służyć, ale za to Tomek nie znał innej osoby, która jest równie szczęśliwa.

~*~

                          Gdy dojechali na miejsce była godzina 13:00. Adam ten czas spędził bardzo miło i przyjemnie, zabawiając brunetkę. Gdy Seweryn przypadkowo słyszał teksty Adama typu "walczę w klatkach, to moja pasja, chodzę na siłownię od małego chłopczyka, kiedy byłem mały, rodzice już widzieli we mnie tą gwiazdkę, która mówiła, że będę kimś w świecie boksu" to chciało mu się śmiać. To on walczył w klatce, on chodził na siłownie. Adam w ostatnim czasie myślał tylko o dziewczynach, jeszcze ten jego tekst odnośnie Isy "na pewno niezła z niej dupa" to zaczął się zastanawiać czy to dobrze, że zabrał się z nim. No, ale za to zawdzięczał mu jej adres i załatwił mieszkanie. Gdy szli po ulicy, widoki były świetne. W Warszawie na pewno nie było tylu drzew, co jest tutaj. Nie chciało im się iść nad morze już dziś, woleli poszukać mieszkania i zasnąć po długiej i żmudnej podróży. Szli długą wąską ulicą i tylko szukali odgałęzionej ulicy Jastrzębskiej. Po dłuższej chwili znaleźli ją i weszli do wysokiego żółtego budynku z małym ogródkiem.
- Dzień dobry, to pani jest właścicielką? - zapytał Seweryn wchodząc w pierwsze drzwi.
- O cześć cześć. Tak, jestem Kamila, mówcie mi Kama.
- Cześć, jestem Adam a to mój kumpel Seweryn. - wskazał ręką na Seweryna.
- O przystojniaczki z was! - była taka bezpośrednia, że Seweryn wytrzeszczył oczy. - Oj ale szybko się peszysz... Sewerynie! - pokiwała przed jego nosem palcem - Nie wolno tak! - skarciła go.
Seweryn zostawił to bez komentarza. Pomimo tego, że dziewczyna była rzeczywiście ładna i miała dobrą figurę, nie spodobało mu się jej zachowanie. A może po prostu nie lubił takich lal?
Szli za nią, aż przystanęli przed pokojem. Kama podała klucz Sewerynowi, obłapiając jego rękę i dotykając ją po wszystkich palcach. Seweryn spojrzał na nią krzywo.
Weszli do pokoju nr 7, który był na pozór czysty. Nic nie śmierdziało, więc jest ok. Zamknęli się i poszli spać, każdy na swoje łóżko.
- Ej ty, wyluzuj. Ta laska leci na ciebie, a ty ją mieszasz z błotem. - zaczął Adam i walnął się na łóżko.
- Daj spokój, widziałeś co ona robi? - zapytał ironicznie.
- Niezła laska... - wymamrotał i usnął.
Seweryn męczył się jeszcze przez pół godziny, myśląc, że jak się obudzi będzie szukał Isy. Już nawet sobie wyobrażał, jak ona go całuje i mówi że nadal go kocha. Miał ochotę uderzyć się w twarz za takie myśli, ale właśnie usnął ze zmęczenia. Kiedyś usnął tak przy Isabelli, gdy wrócił bardzo zmęczony po robocie, wtedy ona lubiła go głaskać po włosach i miziać po umięśnionych barkach.
                            Gdy obudził się, była 3 w nocy. Postanowił nie siedzieć na dupie i myśleć dalej o bzdetach, tylko wziął jeden z kluczy do mieszkania, napisał na kartce o tym, że wychodzi i zamknął drzwi i wyszedł. W twarz zawiał mu chłodny morski wiatr. Jak na początek czerwca, było zimno. Zapiął czarno błękitną kurtkę i ruszył wzdłuż ulicy trzymając w rękach karteczkę z jej adresem. Przeszedł wzdłuż ulicy Elizy Orzeszkowej i zatrzymał się. Wokół niego były duże, bogate domy. W jednym z nich była ona. Isabella.
Szukał numeru 43, aż stanął przed jednym oświetlanym domem koloru żółtego. Miał piękny ogród, ogromny taras i oczko wodne. Ciekawe czy mają ryby? - zapytał bezsensownie sam siebie.
Nie miał zamiaru siedzieć o 4 nad ranem przed jej domem, więc zrobił sobie spacer krajoznawczy. Kilometr dalej była plaża. Ściągnął swoje adidasy i skarpetki i ruszył w stronę morza. Ucieszył się, gdy pierwszy raz w życiu, poczuł jego chłód. Nigdy nie miał okazji wyjechać nad morze, a teraz stoi z zamoczonymi stopami. Słońce już świeciło, niebo robiło się różowawo błękitne. Poszedł usiąść na jednym z głazów. Po chwili położył się na nim i zmógł go sen.

~*~

                  Isa szybko się zebrała, założyła sportowe buty i nakarmiła Lili. Szczęśliwy pies tylko czekał na poranny spacer, a gdy zobaczyła czerwoną smycz stałą spokojnie czekając aż Isa ją ubierze. Wychodząc krzyknęła do mamy, że idzie pobiegać. Jej mama zawsze była sceptycznie nastawiona co do jej przechadzek, ale wiedziała, że przez jej stan, nie może wiecznie jej więzić w domu.
Do plaży miała niedaleko, około kilometr. Doszła w przeciągu 15 minut. Idąc po zimnym piasku, czuła się zrelaksowana. Uwielbiała to uczucie, nie mogła zrozumieć ludzi, którzy zawsze ubierają klapki by nie chodzić po piasku. Morze było spokojne, a promienie słońca ogrzewały jej twarz.
- Aaaaaaa!!!!!!!! - Krzyczała ze strachu, dopiero później zajarzyła, że nie potrzebnie, bo to była jakaś osoba, Lili zaczęła szczekać. - O matko przepraszam cię! - natychmiast odskoczyła od osoby leżącej na głazie i zabrała Lili. - N...nie chciałam. Przepraszam. - odwróciła się i nakazała labradorce przestać szczekać i prowadzić ją.
Seweryn również się przestraszył, zwłaszcza że nie lubił psów. Dziewczyna z kitką i z dużymi okularami na nosie, kogoś mu przypominała. Te usta...
- Izzy? - zapytał Seweryn.


sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział I

Niedoskonały zmysł

"Tam gdzie warto jest dotrzeć, nie ma dróg na skróty"


                             Siedziała na plaży, trzymając w dłoni smycz jej ukochanej labradorki Lili i z dużymi, modnymi okularami na nosie, patrzyła przed siebie. Czuła przyjemny wiatr, który delikatnie muskał jej gołe ramiona i nogi. Sięgnęła do torebki i wygrzebała z niej butelkę wody. Niezdarnie ją odkręciła i upiła parę łyków. Lili, jak widać, również była bardzo spragniona, ponieważ trącała swoją jasną mordką butelkę, aż w końcu udało jej się ukraść swojej pani i pogryźć. Isabella nie była zdziwiona tym odgłosem, gdyż Lili zawsze robi tą samą sztuczkę.
Była sama, żadnej żywej duszy, oprócz Lili, która właśnie zasnęła lecz nadal pozostawała czujna. Isabella uwielbiała to miejsce, to tutaj mogła się dostatecznie odprężyć i wyciszyć przed lekcjami. Rzadko kiedy, ludzie o 6 rano i to w czerwcu, przychodzą nad morze, ale to jej nie przeszkadzało. Czuła, że ten kawałek plaży Morza Bałtyckiego jest jej. Tutaj miała swoje ulubione głazy, na których potrafiła przesiedzieć 4 godziny. Cieszyła się na myśl, że jest już czerwiec. W końcu zakończy drugą klasę liceum i rozpoczną się wakacje. Włączyła pierwszą piosenkę z jej telefonu, oczywiście był to rap - muzyka, która zawsze koiła jej nerwy.
                         W sierpniu będzie miała swoje 18 urodziny, co oznaczało skromną imprezę. Ze swojej szkoły postanowiła zaprosić kilku znajomych, reszta osób to prawdopodobnie koledzy i koleżanki jej brata - Tomka. Dogadywała się z nimi, potrafiła sobie szybko znaleźć przyjaciół, ale wciąż czuła dziwną pustkę. Jakby jakaś część jej życia została jej odebrana. Koleżanki i koledzy lubią ją, ale widzą, że nie potrafi się całkowicie wyluzować w ich towarzystwie. Marek i Piotrek - koledzy Tomka - zawszy pytają się jej czy ma chłopaka, ponieważ zachowuje się jakby była zajęta. A przecież to nieprawda. Bardzo chciałabym mieć chłopaka, ale nikt mnie nie chce - zawsze stwierdza.
Zaczęła potakiwać nogą do rytmu. Gdy ma pewność, że nikogo nie ma, często znajduje duże miejsce i zaczyna tańczyć. Tak zwyczajnie, po swojemu. Kiedyś, gdy jej matka zauważyła ją tańczącą na plaży, bardzo się zdenerwowała. Do dziś nie ma pojęcia o co. Nakazała jej przestać, krzyczała i o mało nie uderzyła jej. Od tamtej pory, Isa nie tańczyła przy mamie, nawet nie wspominała o tym.
                         Jej rodzina była dziwna. Tomek, dobrze zapowiadający się piłkarz, często nerwowy dla mamy, a dla niej jak anioł. Jej mama, dziennikarka, miła kobieta z ogromnym dystansem do świata. I jej najukochańsza babcia pod słońcem! Na samą myśl o niej, Isabelli pojawia się uśmiech od ucha do ucha. Zawsze ją wspiera, gdy tylko ma jakiś problem, babcia pomaga. Przed nią nie da się mieć żadnych tajemnic, ale za to jak zwykle to bywa, pozwalała jej na więcej niż mama.
Czas już wracać do domu i iść do szkoły, o czym wyraźnie dała znać Lili szarpiąc jej czerwoną smycz.

~*~

 - Ale... poczekaj,  ty tak serio? - zapytał z niedowierzaniem Seweryn.
Stał przez chwilę i patrzył w ścianę bloku jak zaczarowany. Wypalił jednego papierosa i sięgnął po kolejnego, lecz Adam złapał go za ramię, dając sygnał by tego nie robił.
- Serio, przecież w tej sprawie bym nie żartował. - zrobił poważną minę i ciągnął dalej - Jej ciotka mi to powiedziała. A za niedługo są wakacje, więc? Tylko no wiesz, ogromna tajemnica, bo jej stara zagroziła, że nikt nie ma się dowiedzieć.
- No jakby inaczej. Ale minęły 2 lata, myślisz, że będzie nas pamiętała? - odpalił drugiego papierosa.
- Sewek! Idioto! Uratowałeś ją, nie może cię za to znienawidzić do tego stopnia, by cię zapomnieć!
- Może jestem za stary dla niej, w końcu stuknie mi 21 lat, a ona dopiero 18. Jej matka będzie ją broniła rękami i nogami od nas! Nie rozumiesz? Lepiej dać spokój!
- Człowieku, od dwóch lat, żyjesz jak w celibacie! Weź coś zrób w końcu. Jesteś jak wrak, jedynie ta głupia buźka ratuje cię przed wizerunkiem bezdomnego! Podobasz się dziewczynom, a ty dalej latasz za Isabellą, której nie ma tutaj! To ty to zrozum!
                        Seweryn zdawał sobie sprawę, że jeżeli by pojechał nad morze, tam gdzie mieszka Isa od dwóch lat, nie byłby mile przyjęty. Jej matka wyrzuciła by go nawet z jego własnego mieszkania, żeby tylko się nie zbliżał do Isabelli. Przez nienawiść do niego, całkowicie zapomniała o racjonalnym myśleniu. Gdyby nie ręka Seweryna, nie wiadomo czy Isa by jeszcze żyła.
                        Inni nie mieli tyle szczęścia co Seweryn, Adam i Isa. Aśka i Szymon zginęli na miejscu. Zostali zmiażdżeni przez tramwaj, który się wykoleił na ulicę. Seweryn co noc ma ten widok przed oczami: szczęśliwą Isabellę, z którą się pierwszy raz całował, i najgorszy widok czyli przód tramwaju, który z ogromną siłą cisnął w ich sportowe auto.
Sewek wyszedł prawie cało z wypadku. Jedynie ręka, którą zasłonił Isę, i cały lewy bok ma teraz w bliznach. Rany był ogromne, stracił wiele krwi. Na samą rękę poszło 6 szwów zewnętrznych i 20 wewnętrznych. Na żebrach, operacyjnie miał szytą skórę. Po półtora roku od wypadku, gdy blizny były już gładkie, zrobił sobie ogromny tatuaż. Po lewej stronie brzucha widniały ogromne łapy smoka, jego brzuch a głowa była na Seweryna ramieniu. Cała jego lewa ręka, została pokryta płomieniami ognia odbiegającymi z paszczy smoka. Najbardziej zależało mu na ukryciu blizn. Nie chciał chodzić z takimi obrzydliwymi szramami, które wiecznie przypominały mu o Isabelli.
                     Dziewczynom bardzo się podobał i on, i tatuaż. Tylko co z tego, jak Seweryn duchem był związany z inną? Żadna, nawet najpiękniejsza nie miała tego w sobie, co Isa. To ona potrafiła go rozśmieszyć, pocieszyć i wkurzyć do granic możliwości. Nie zawsze było wesoło, ale jak wiadomo zawsze po burzy, wychodzi tęcza. A wtedy Isabella była najcudowniejsza pod słońcem, nawet gdy miała zły humor. Często denerwowała się o sprawy mało ważne dla Seweryna, ale ona miała nad nim zawsze przewagę. Choć obydwoje mieli charakter, który mówił im: walcz i nie poddawaj się! często postanawiali iść na kompromis, aby nie kłócić się.
Teraz, gdy stoi z Adamem, czuje że ma szansę to wszystko naprawić. To, że po tym jak Isa obudziła się ze śpiączki, on jej nie znalazł. Jego matka o mało go nie zabiła, gdy przyjechała na miejsce wypadku. Dobrze że zemdlał z powodu utraty krwi, w innym razie na pewno skopała by mu dupę.
- I co, chcesz tam pojechać? - zapytał Adam.
- Nie mamy adresu, ani nic, a ty chcesz jechać przez pół Polski. - pomyślał racjonalnie Sewek.
- Kto powiedział, że nie mam adresu?
Seweryn zrobił duże oczy. Zobaczył, że Adam coś wysuwa z kieszeni, jakąś kartkę. Tam jest jej adres. Wziął ją do ręki i na głos przeczytał miejscowość i nr domu.
- Zastanów nad tym i jutro zadzwoń do mnie. Zawsze chciałem odwiedzić Władysławowo.
Stał, trzymając w dłoni swój klucz do szczęścia. Jechać? Czy może lepiej nie? A jeśli ona mnie nienawidzi? Przecież nie widziałem jej od czasu wypadku... gdyby nie jej matka, byłby tu ze mną. Nie puściłbym jej nigdzie beze mnie.
                          Seweryn mieszkał ze swoją 50-letnią ciocią. Jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy miał 16 lat. Na samym początku nie mógł sobie dać rady. Aby odreagować, jego ciotka kupiła mu karnety na siłownię. Skorzystał z nich i do dziś dziękuje ciotce za tak wspaniały pomysł. Dzięki chodzeniu na siłownię uspokoił się i czuł, że będzie potrafił odbudować swoje życie na nowo. Następnie zaczął tańczyć, bez żadnych nauk, tylko sam.
Rzadko kiedy nastolatek jest tak bardzo związany z rodziną, ale on był nadzwyczajnie. Miał skłonność do zbytniego przyzwyczajania się do ludzi. Tak samo jest teraz z Isabellą. Myśląc o niej coraz częściej nabierał ochoty by zakończyć swoje życie. Nie mógł mieć innej kobiety, bo ona siedziała mu ciągle w głowie.
Siedział teraz w swoim pokoju, trzymając telefon w ręce. Po chwili zastanowienia postanowił zadzwonić i powiedzieć co myśli.
- Adam?
- No i jak? - zapytał Adam.
- Jeden warunek. Jeśli ona nie będzie chciała nas znać, odjeżdżamy.
- Czyli się zgadzasz? - Seweryn wyczuł w głosie Adama rosnącą ekscytację.
- Chyba tak... a może to zły pomysł... już sam nie wiem.
- Nie świruj mi tu! Jeszcze dziś kupię bilety przez internet to pojedziemy busami. Już patrzyłem i droga wyniesie nas około 50 zł w jedną stronę, a będzie trwała ok 5 godzin.
- Ok. To o której mamy busa? Rano? - dopytywał Seweryn.
- No, coś koło 8.00. Spakuj się, a ja rano zadzwonię jeszcze do ciebie.
- No spoko, nara.


~*~
Cześć :) 
Mam ogromną nadzieję, że ten rozdział się Wam spodoba.
Mam pytanie, czy tej długości rozdziały Wam odpowiadają?
Czy wolicie krótsze? :)

czwartek, 16 kwietnia 2015

Prolog

Ciche anioły

"Przyjaźń poznaje się na tym, że nic nie może jej zawieść, a prawdziwą miłość na tym, że nic nie może jej zniszczyć"


Dwa lata temu...

                     Nagle uderzyła w nią niewyobrażalna fala stresu. Stała przed czteroosobowym składem jury, czując się jak bezbronna sarenka wśród stada lwów. Zwykle nie czuła stresu, ale teraz gdy miało szansę się spełnić jej życiowe marzenie, żołądek o mało jej nie wyskoczył przez gardło.
Ubrała się dosyć skromnie, patrząc na inne wydekoltowane stroje dziewczyn, bowiem założyła białe body, na to brzoskwiniową paczkę, cieliste trykoty i kremowe baletki. Uwielbiała chodzić w paczce - sztywnej, krótkiej spódniczce - ponieważ dawała jej wiele swobody w poruszaniu się. Swoje blond włosy spięła w koczka na czubku głowy, tak aby przysłaniało jej dwa różowe pasemka.
Wzięła głęboki oddech, słysząc pierwsze bity muzyki. Ruszyła do boju. Z ogromną gracją wykonywała każdy ruch, idealna choreografia, precyzyjne obroty, skoki, skłony...
Tak, to był świat Isabelli Brzezińskiej.
Pierwszy raz występowała przed założycielami jednej z najbardziej ekskluzywnej szkoły tańca. Gdy swój taniec zakończyła efektownym szpagatem z wygięciem do tyłu, wstała. Poproszono ją, aby udała się do pokoju obok, podczas gdy oni będą decydować nad jej przyszłością.
Siedząc w wygodnym fotelu, rozmyślała o tym do jakiej szkoły pójdzie, jeżeli jej nie przymną. Oczywiście, była ogromną optymistką, lecz jak zwykle wolała mieć plan b.
- Isabella Brzezińska! - usłyszała męski głos odbiegający z sali. Ruszyła w jej stronę.
Stała przed mikrofonem, na środku sali i czuła, że jakaś niewidzialna siła miażdży jej kolana.
- Mamy kilka pytań co do ciebie. Znamy twoje dane personalne, ale chcemy czegoś więcej.
- Proszę pytać - odpowiedziała, odprężając się myślami, że już wszystko za nią.
- Odkąd tańczysz? Od razu prosiłbym o wyczerpujące wypowiedzi.
- Tańczyć zaczęłam od ósmego roku życia. Przez trzy lata chodziłam do O'Grady School Dance w Londynie. W wieku jedenastu lat przeprowadziłam się do Polski i odtąd tańczyłam jedynie amatorsko, wynajmując na parę godzin salę.
- Dobrze, a tańczysz coś oprócz baletu? - zapytała jedyna kobieta w gronie mężczyzn.
- Tak. Tańce towarzyskie, breakdance...
- Breakdance, powiadasz? Zatańcz kawałek. - odezwał się najmłodszy pan ze składu.
- Bez muzyki? - zapytała zdziwiona Isabella.
- My dobierzemy ci odpowiednią muzykę, a ty musisz się wczuć.
- Dobrze - powiedziała z nutą stresu.
Pomimo tego, że Izzy była osobą pewną siebie, teraz poczuła prawdziwy strach. Weszła na środek oświetlonej sceny i pomyślała, że musi dać rady, przecież to jej marzenie od dziecka. Usłyszała skrzypce, później wiolonczelę. O nie! Muzyka klasyczna! - krzyknęła w myślach.
To było dla niej nie lada wyzwanie połączyć breakdance'a z co prawda bardzo rytmiczną muzyką klasyczną. Ruchy wymyślone w ciągu sekundy synchronizowały się z muzyką.
- Dobrze, STOP! - Isabella przestała - Dziękujemy ci za występ.
Te słowa ja zmiażdżyły, to już koniec - pomyślała. Już miała się zwracać do jury z podziękowaniami gdy nagle...
- Bylibyśmy zaszczyceni twoją obecnością w Butterfly Project. Mając 16 lat pokazałaś, przez te dwie minuty, więcej emocji niż dotychczasowi tancerze. Zrobiłaś niezłą konkurencję swoim następczyniom.
Isabelli stanęły łzy w oczach. Jej marzenie spełniło się. Przyjęła gratulacje, uściskała mocno każdego ze składu jury. Jeszcze będąc w lekkim amoku, poszła za scenę, gdzie czekała na nią mama z babcią. Właśnie żałowała, że nie użyła wodoodpornego tuszu do rzęs, gdyż zwykły rozmazał jej się po policzkach. Cała trójka cieszyła się tak bardzo, że jeden z operatorów światła nakazał się uspokoić. Podekscytowana rodzina weszła do czarnego BMW.

~*~
                               Wchodząc do domu, trzymała telefon gotowy do rozmowy z Sewerynem. Przebrała się w białą, zwiewną bluzkę i jeansowe spodenki.To był jej najszczęśliwszy dzień w życiu. Rozpuściła włosy, założyła złotą bransoletkę z serduszkiem, którą dostała od Seweryna i usiadła na łóżku.
- Ej słuchaj! Nie uwierzysz Sewuś!
- Mówiłem, że się dostaniesz! Spotkamy się?
- Oki! Tam gdzie zawsze?
- Nie nie, po prostu za 5 minut wyjdź z domu - powiedział ściszonym głosem.
- Dobra, na razie ciołku mój! - Isa zakończyła rozmowę bardzo entuzjastycznie.
Zeszła po schodach, gdy nagle jej starszy brat złapał ją za ramię. Tomek uśmiechnął się do niej ale nic nie powiedział, co było już jego zwyczajem. Tomek był całkowitym przeciwieństwem Isabelli. On mógłby siedzieć tygodniami w swoim pokoju, gdy Isa nie wytrzymałaby ani dnia. Ona lubiła zabawę, była wiecznie wesoła i pełna energii, a Tomek przygaszony i bez chęci do życia. Czasem zastanawiała się, czy rzeczywiście są rodzeństwem? Co prawda ich ojciec, anglik, miał niezłe humorki, i być może Tomek właśnie to odziedziczył po nim. Na szczęście Isabelli przypadły inne geny ojca. Choć go nie znała, wiedziała, że nie jest ani trochę podobna do matki. Z fotografii, które często matka pokazywała im je, Isa lubiła wytyczać, jakie części ciała ma podobne do ojca. Mieli takie same oczy - zielononiebieskie z odrobiną żółtego, lekko zadarty nos i małe uszy. Lubiła słuchać opowiadań mamy o tym jaki był ich ojciec, nie miała tego szczęścia co Tomek, aby go poznać. Odszedł dwa lata po narodzinach Tomka.

                                Gdy wyszła z domu, zauważyła stojącego Seweryna z bukietem czerwonych róż. Wybiegła do niego i pocałowała w policzek.
- Dziękuję ci! Są takie piękne!
- Nie tak jak ty - uśmiechnął się bajerancko - Chodź, chciałbym cię gdzieś zabrać.
Weszła do auta kolegi, gdzie byli Aśka, jej chłopak Szymon i Adam. Wszyscy stanowili świetną grupę, która nigdy się nie rozdzielała. Szymon był świetnym kierowcom, potrafił robić fajne sztuczki, ale zawsze gdy w aucie była Aśka bądź inni znajomi, nie podejmował się żadnych niebezpiecznych działań. Z przodu siedziała Aśka, dziewczyna, za którą Isabella weszłaby w ogień. Najlepsza przyjaciółka, która zawsze ją rozumie, a kiedy trzeba przywali. Po środku siedziała Isa, po lewej Seweryn, a po prawej Adam. Adam był jej bardzo bliski, trzy lata starszy od niej, podobnie jak Seweryn i Szymon. Najgorsza sprawa była z Sewerynem, gdyż Isa bała się mu wyznać miłość, choć widziała, że on również coś do niej czuje. Dotąd zachowywali się jak przyjaciele, ale coraz częściej zaczęli całować się w policzek i przytulać. Problem polegał w mamie Isabelli, która twierdziła, że jej znajomi są źli. "Oni sprowadzą cię na zła drogę, jeszcze zobaczysz! Ten chłopak zawróci ci w głowie, wykorzysta i zostawi" - te słowa matki bardzo dobrze wbiły się w pamięć Isabelli, dlatego postanowiła nic nie mówić Sewerynowi.
- E ty Traczka! Ile musiałaś razy dać, żeby cię przyjęli? - zapytał Adam Isabellę.
- Tak Adamie, wszyscy wiemy jaki jesteś śmieszny, nie musisz nam tego ciągle udowadniać - odpowiedziała, a wszyscy zachichotali.
- Dobra, nie gniewaj się, wiem, że nie lubisz jak się mówi Traczka, ale to tak fajnie brzmi! - Adam zawsze tak do niej mówił po tym jak kiedyś przyniosła buraczki firmy TRACZ. Zadzwonił do Isabelli, by kupiła jakieś buraki, bo mama mu kazała a on zapomniał. Oczywiście to był żart, a ona musiała iść 4 km przez Wawę z litrowym słoikiem buraków.
- Tak bardzo spostrzegawczy jesteś! - popatrzyła na Seweryna, który zbliżył się, aby pocałować ją. Tym razem w usta. Isa odruchowo odchyliła głowę i nie zaprotestowała. Tak, to naprawdę cudowny dzień, tylko gdzie my jedziemy? - zapytała się w myślach.
- Cholera! - krzyknął Szymon.
Wszyscy zwrócili głowę w stronę szyby. Szymon gwałtownie zahamował lecz to nic nie dało. Ostatnim co widziała, okazała się być ręka Seweryna, która zasłoniła jej głowę.
Ostatnim co czuła, była radość i zapach jego ciała.


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Zwiastun

          Witajcie na moim blogu, poświęconym opowiadaniu pt. "W mojej wspomnień głowie". Jest to moje drugie opowiadanie, więc mam nadzieję, że będzie lepsze od poprzedniego ale wszystko zobaczy się z czasem. Tytuł może nie jest nie wiadomo jak zachęcający, ale mam nadzieję, że zaintryguje Was na tyle, że zaglądniecie tutaj kolejny raz. 

         Kończąc moje pierwsze opowiadanie, miałam ogromną chęć napisania kolejnego. I tak narodziła się koncepcja na tą powieść. Nadal jestem początkującym "pisarzem", mającym ogromną potrzebę napisania czegoś, co będzie czytane przez innych, oraz stworzenia nowej historii. Być może, już ktoś inny miał pomysł na podobne opowiadanie do mojego, ale każdy ma swoje indywidualne podejście do tego. Ja nie znalazłam opowiadania o podobnej fabule do mojego i takowego nie znajdę, gdyż częściowo jest w nim zawarte moje życie.

       Jak mniemam, każdy kto czuje wenę, niezbędną do pisania, musi przelać to na życie bądź cokolwiek, aby się od tego uwolnić. Tak jest również w moim przypadku. Chęć napisania kolejnego opowiadania nie dawała mi nawet spać, ponieważ nachodziła mnie fala przeróżnych pomysłów, których i tak na nieszczęście nie pamiętam. 

       Zebrawszy wszystkie pomysły w jedną całość, powstała bohaterka imieniem Isabella, osiemnastoletnia dziewczyna, z bujną wyobraźnią, poczuciem humoru i taneczną duszą. Dlaczego duszą, a nie ciałem? Tego dowiecie się w moim opowiadaniu. 

Zapraszam na zwiastun:



Pozdrawiam Izabella :)