Powrót do marzeń
"A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć"
Już czekała na niego. Siedziała na głazie ubrana w zwiewną błękitną sukienkę przepasaną czarnym paskiem w talii. Właśnie walczyła z włosami, które wiatr rozwiewał na wszystkie strony. Morze było spokojne, fale obijały się o głazy, których nie brakowało. Gdy już się zbliżał, Lili od razu go wyczuła. Podniosła łebek i zaspanymi oczami spojrzała na niego. Błagał ją w myślach aby nie szczekała, ale ona tylko raz burknęła. Był już tak blisko niej, zaledwie 5 metrów piasku dzieliło ich. Od razu poczuł specyficzną woń, której mu od dawna brakowało. Te same perfumy, od których jednocześnie bolała głowa, było mu słabo ale które kochał ponad życie. Bo to był jej perfumy.
- Cześć - powiedział niepewnie i trochę ciszej, nie chciał jej wystraszyć.
- Siemka, przepraszam, że jest ze mną Lili, ale nie mogę się bez niej ruszyć - popatrzyła na niego spod ciemnych okularów i uśmiechnęła się.
- Nic się nie stało. Polubimy się... na pewno. - skrzywił się, wiedząc że ona tego nie zauważy.
Isabella prychnęła i wstała z kamienia.
"Jednak zrozumiała ironię, pomimo mojego szczerego tonu"
- To jak, gotowa? - złapał ją za rękę.
- Yhym - odpowiedziała niepewnie.
- Nie bój się! Nic ci nie zrobię. Powiedzmy, że chcę ci coś przywrócić co straciłaś...
- Aha? Dlaczego ty musisz być taki tajemniczy? Mówisz zagadkami, powoli mnie to zaczyna denerwować. - wybuchła śmiechem. - Pomimo tego, że nie znam cię za długo.
"Kochanie, zawsze cię to denerwowało"
- Ty jesteś zagadką. - powiedział całkiem poważnie, bez uśmiechu na twarzy, co Isa zaraz to wyczuła.
- Powiedz mi coś o sobie... - powiedziała po dłuższej przerwie, gdy byli już niedaleko tego miejsca.
- No nic specjalnego ze mnie nie jest. - uśmiechnął się.
- Co lubisz robić?
- Och dużo by tu mówić. - postanowił powiedzieć prawdę, może go pokocha na nowo? - A co byś powiedziała, gdybym był bokserem?
- Raczej nic bym nie odpowiedziała, tylko już by mnie tu nie było. - powiedziała pół żartem.
"Cholera powiedzieć czy lepiej nie? A ciul!"
- Bo nie pracuję z biurze, nie wypełniam papierków. Chyba bym się zanudził na śmierć.
- Czułam, że to nieprawda. Nie pasujesz do tego stanowiska.
- Tak serio, to mógłbym robić wiele rzeczy, ale nie każdemu jest dane. Ja na szczęście mogę robić to, co lubię.
- Bić innych? - popatrzyła na niego krzywo.
- Nie do końca. Tobie się wydaje, że bokserzy obijają tylko innym pysk i to ich cieszy, a to nie prawda. Po prostu, gdy masz przewagę nad innym człowiekiem, czujesz się potężniejszy. A gdy później możesz być z mniej potężnym człowiekiem, czujesz, że w tym momencie siła nie jest ci potrzebna tylko ten ktoś. Ta małość drugiej osoby.
Isa szła w ciszy, gdy Seweryn zastanawiał się, czy domyśla się, że ten "mniej potężny człowiek" to właśnie ona. Pewnie nie, ale obserwował ją i wywnioskował, że wie o co mu chodzi.
- Mówisz o twojej dziewczynie?
- Nie mam dziewczyny, od dawna.
- Dlaczego? Była pewna, że kogoś masz.
- Dlaczego tak sądziłaś?
- Bo jesteś takim człowiekiem, który nie wstydzi się. Nie jesteś nieśmiały i pewnie łatwo ci wyrwać jakąś pannę. - powiedziała troszkę niepewnie ściszonym głosem.
- To nie tak. Myślisz, że jeżeli gadam z tobą, to mam na boku tysiące innych? To cię zasmucę, że takie ciacho jak ja, nie ma panienek. - zaśmiał się.
- Dobra, dobra, nie słódź już tak sobie. - lekko uderzyła go w ramię. Tak jak za dawnych czasów.
- Już jesteśmy. - oznajmił Seweryn z ulgą.
Kazał jej zrobić jeden krok do góry, aby weszła na schodek. Następnie otworzył drzwi. Lili weszła razem z nimi. Prowadził ją, trzymając jej rękę. Odwrócił się aby wziąć smycz Lili i zaprowadził ją do małego pokoiku. O dziwo, dziś była bardzo spokojna, dała się przekupić kilkoma chrupkami dla psów i głaskaniem za uchem. Rozpoczął opakowanie z kosteczkami położył na podłodze a Lili zaraz zaczęła je gryźć.
- Muszę chyba zmienić mojego opiekuna. - zaczęła się śmiać Isa.
- Chyb rzeczywiście się z nią zaprzyjaźnię, ale utrzymanie tej przyjaźni może przerosnąć moje oszczędności.
- Gdzie jesteśmy? To już tutaj?
- Tak- uśmiechnął się.
Zaprowadził ją w kolejne drzwi. Kazał jej usiąść na ławce.
- Pozwolisz mi coś zrobić? Ale nie bój się. - zapewnił ją.
Poczuła lekką nieśmiałość. "Może chce mnie pocałować? Przecież ja nie wiem nawet czy umiem to robić!". Jednak on zrobił coś czego nigdy by się nie spodziewała. Zdjął jej buty.
- Co ty chcesz robić? O co ci chodzi do cholery!? - wyrwała się mu.
- Nie bój się, to niespodzianka, uwierz mi tylko...
- Rozbierasz mnie!
- Nie zrobiłbym tego bez twojej zgody, przecież wiesz.
- Jasne, i tak za bardzo ci zaufałam. Jak się mama dowie, będzie po mnie! I tak za dużo poświęciłam przychodząc tu z tobą.
Seweryn przestał jej słuchać. "Jest dokładnie taka sama" pomyślał.
- Mam coś dla ciebie. Proszę. - podał jej pudełko w kolorze różowym.
- Co to?
- Otwórz i sprawdź. Myślę, że rozpoznasz tą rzecz.
Isa z niepewnością i drżącymi rękami otworzyła pudełko. Dotknęła rzeczy w środku, wyciągnęła ją odkładając pudełko na bok. Czuła coś miękkiego i śliskiego.
- Czy to są wstążeczki? - zapytała wlepiając wzrok z dłonie, choć ich nie widziała.
- Tak, zgaduj dalej.
- To... to są baletki. Czy tak? Skąd wiedziałeś!? Pewnie powiedział ci Tomek. - jej oczy błyszczały.
- Nikt mi nic nie musiał mówić. Kiedyś ci wytłumaczę, bo teraz to nie ma sensu. - powiedział tak, bo wiedział, że Isa nigdy nie była wścibska i nie lubiła ciągnąć tematu jeśli ta druga osoba nie chciała o tym rozmawiać - Pomóc ci je założyć?
- Tutaj? Mam tańczyć? Przecież nie umiem...
- To może spróbujemy? - złapał ją za dłonie.
Kiedy podniósł ją do góry zaczęła się śmiać i piszczeć ze zdziwienia. Złapała go za ramiona i poczuła się tak bardzo bezpieczna. Żałowała teraz, że tak z nim postąpiła, bo jak mogła pomyśleć, że zrobi jej krzywdę? To jest niewybaczalne. Ale gdy teraz ją nosił w swoich ramionach, było całkiem inaczej, tak bardzo znajomo i miło. Jakby troszczył się o nią tak bardzo, że sama nie mogłaby chodzić. Postawił ją, nadal trzymając jej ręce.
- Sięgnij w głąb siebie. - szepnął jej do lewego ucha i odszedł na kilka kroków.
Muzyka leciała cicho, aby mogła się skoncentrować tylko i wyłącznie na tańcu. Na początku stała na środku sali, nie wiedząc od czego zacząć. Czuła, że da radę zrobić obrót na jednej nodze, tak jak robiła to często w domu. Uniosła prawą nogę i zrobiła płynny obrót przez ramię. Następne ruchy sprawiały jej tylko kolejną przyjemność.
- Gibka jesteś - rzucił Seweryn. - Nawet bardzo.
- Czasem ćwiczyłam, ale to rzadko. Może się przyłączysz? - zaśmiała się.
- Znasz jakieś tańce towarzyskie? - zapytał ją, wiedząc że zna wszystkie.
- Oj masę, to może sambę? Umiesz?
- Pff, każdy chyba umie sambę. - włączył bardzo rytmiczną piosenkę.
Podszedł do niej, delikatnie ściągnął baletki i wziął ją w ramiona. Chwilę później już tańczyli, jak para profesjonalistów. Isa nie mogła uwierzyć, że ona tak dobrze tańczy, przecież nie uczyła się. Po półgodzinnych tańcach mieli dosyć. Byli cali zgrzani.
- Umiesz dobrze prowadzić. - pochwaliła go Isa.
- To ty umiesz dobrze tańczyć.
- Nie możliwe. - roześmiała się.
- A jednak. - powiedział to z wielką powagą.
- Dlaczego tak szybko zmieniasz ton głosu? Raz jesteś wesoły, a zaraz poważny. Pełno w tobie sprzeczności.
- Kiedy mówię prawdę jestem poważny, inaczej wszyscy myślą, że żartuję.
Po sali ćwiczebnej rozchodzi się dźwięk telefonu Isy.
- Cholera to mama.
- Odbierz. - powiedział ze spokojnym tonem.
- Halo?
- Gdzie ty tyle jesteś? - usłyszała ostry głos matki.
- Ojej przepraszam, zasiedziałam się nad morzem, ale już wracam.
- Nie ma cię tam. Tomek był sprawdzić! Nie kłam!
- Mamo, bo teraz jestem w mieście. Lili bardzo chciało się pić. - starała się mówić spokojnym głosem.
- Ok, ale wracaj zaraz. Dziś nie pójdziesz do szkoły, bo mamy przecudowną wiadomość!
- Jaką, mamo?
- Lekarz stwierdził, że jeżeli podejmie się zabiegu, może on przywrócić ci wzrok!! - mama zaraz się rozpromieniła.
- Serio? - na jej twarz pojawiło się takie szczęście, jakiego jeszcze nie widział Seweryn. - Dobrze, a pieniądze?
- Nie martw się o to. Przychodź szybko! Ja skoczę do sklepu, jak wrócę masz być w domu.
- Już idę. Pa.
Rozłączyła się. Jej oczy błyszczały szczęściem po raz kolejny dziś.
- Co się stało? - zapytał Seweryn.
- Będę miała operację! Rozumiesz to? Będę widzieć!
- Naprawdę!? To cudownie.
Przytulił ją. Miał wrażenie, że tuli małą cząstkę swojej przeszłości, teraźniejszości i oby przyszłości. Teraz, gdy jest szansa na to, aby odzyskała wzrok to dobry kierunek do celu. Przypomni sobie wszystko.
Wyszli z sali. Lili na widok Isabelli była szczęśliwa, swoim ogonem mocno biła Seweryna.
- Mam do ciebie ostatnie pytanie już dziś...
- Śmiało! - Isa szła przed siebie, nic nie robiąc sobie z tego, że ciągle trzymają się za ręce.
- Ty jesteś w tym dobra co robisz, ja widzę, że to czyni cię szczęśliwą. Dlatego myślę, że to dla ciebie ogromna szansa. Projekt Butterfly otwiera nową działalność taneczno-muzyczną. Na pewno o nim słyszałaś.
- I co w związku z tym? - zapytała podejrzliwie.
- Pomyślałem, że może chciałabyś wystąpić?
- Ja? Ja...ja się nie nadaję, o czym ty mówisz. To ogromna korporacja, ja nie mogę, nie przyjęli by nawet mojego zgłoszenia.
- Nadajesz się, Izzy.
Zdjęła okulary.
"Ona zdjęła okulary! Nigdy tego nie robi"
- Izzy? Nikt tak do mnie nie mówi, oprócz ciebie.
- Moim zdaniem, to zdrobnienie najlepiej pasuje do ciebie.
- Powiedz mi szczerze. Ty mnie znasz tak?
- Za wcześnie na taką rozmowę. O wiele za wcześnie. Bardzo chcę ci coś powiedzieć, ale jestem związany.
- Znasz czy nie?! - puściła jego dłoń.
- Znam cię. Nie od dziś.
Idąc przez parking nagle usłyszeli kogoś krzyk. Krzyk kobiety. Seweryn odwrócił się i zobaczył szykowną damę, która ostrym wzrokiem wbitym w niego dążyła, prawie że biegła ku nim.
- Isabello! Co ty tu robisz? I to jeszcze z nim?! - odciągnęła ją za ramię, a jego popchnęła swoją delikatną dłonią, tak że Seweryn nawet tego nie poczuł.
- Ale mamo, spotkałam znajomego ze szkoły!
- Tak? Znajomego?! Już nigdy swojego znajomego nie zobaczysz! - tak krzyczała, że ludzie zaczęli patrzeć w ich stronę. Lili, widząc, że Maria, matka Isy, jest zdenerwowana i może zrobić krzywdę, stanęła pomiędzy Isą a nią i zaczęła na nią szczekać.
- Niech pani ją zostawi! - Seweryn postanowił się wtrącić w sytuację.
- Nie będziesz mi idioto mówił co mam robić! Spadaj lepiej do swojego gangu! A od mojej córki, precz!!!
- Mój gang nazywa pani swoją córkę?
- Jesteś bandytą i kryminalistą! Takich jak ty nie powinno być na świecie! Morderca! - posunęła się za daleko, Isa odwróciła głowę w stronę chłopaka.
Płakała.