środa, 27 maja 2015

Rozdział XIII

Największy priorytet


              Wypił kolejną kawę z automatu, już nawet nie liczył ile wyrzucił kubeczków do niebieskiego kosza stojącego obok ławki na której siedział. Minęła dopiero godzina, a w jego ciele każda komórka drżała i cierpiała obawiając się niepowodzenia operacji Isy. Nie wiedział jak przyjąłby wiadomość, że już nigdy nie odzyska wzroku. Teraz siedząc nie opodal jej płaczącej matki, wyciągnął z torby długopis i pamiętnik. Miał dwa dni na dokończenie wszystkiego co chciałby jej powiedzieć. Pragnie wyznać całą prawdę.

Jak się pewnie teraz domyślasz, Szymon i Aśka nie mieli tyle szczęścia co my. Szymon zginął na miejscu, a Aśka zmarła w drodze do szpitala. 
Nie mogłem tego przeżyć, całe moje życie dosłownie runęło. Ciebie już nie było, moich przyjaciół nie było, a Adam wyszedł bez szwanku i wyjechał zarabiać. Aż pewnego dnia Adam odezwał się z wiadomością, że wie gdzie jesteś. Twoja ciotka mu powiedziała. 
Teraz już wszystko wiesz. Byłaś okłamywana przez tyle lat, nikt nie chciał ci powiedzieć prawdy. Oprócz Tomka, ale on był niestety pod wpływem twojej matki. 


Z dwóch zdjęć wybrał jedno na którym śmiali się do łez. Przewrócił kartkę, to miała być już ostatnia strona. I napisał...

Wiedz jedynie tyle, że przez dwa lata rozłąki, moja miłość do ciebie nadal jest żywa.


Zamknął brulion i zaczął zastanawiać się nad tytułem tego pamiętnika. Nic nie przychodziło mu do myśli, dlatego odstawił go na wolne siedzenie obok. Matka Isy spojrzała na niego.
- Jak nas znalazłeś? - zapytała o dziwo spokojnym głosem.
- Teraz mam się tłumaczyć? - rzucił.
- Zrozum, nie chcę dla niej życia z tobą - powiedziała z godnością i dumą. 
- Może niech sama wybierze? Jest dorosła - wstał - i mnie kocha. Po raz drugi się we mnie zakochała, nie jesteś silniejsza ode mnie. 
- Zniszczysz ją! Jak dwa lata temu!
- Kobieto, ogarnij się! Kocham ją i nic to nie zmieni jak widać. Po dwóch latach znalazłem i nie puszczę! 
- Co to jest? - pokazała n pamiętnik.
- Nie powinno panią to obchodzić. - rzucił ostro.
- Jeśli ją skrzywdzisz...
- Nie groź mi, to ty ją niszczysz.
- Ja? - powiedziała oburzona.
Seweryn stanął naprzeciw niej i uśmiechnął się złośliwie. 
- To ty ją ograniczasz, nie pozwalasz jej robić tego co kochała!
- Ona musi się uczyć, a nie tańczyć jakieś wygibasy! Jest za młoda...
                 Jedna z pielęgniarek wyszła z sali operacyjnej. Była uśmiechnięta, co mogło mówić o tym, że z Isą jest wszytko w porządku. Za nią podążał lekarz, który podszedł do matki.
- Operacja się powiodła, było lepiej niż sądziliśmy wszyscy. Nie powinno być żadnych skutków ubocznych, poszło gładko - zwrócił się do Seweryna - Będziecie mogli ją zobaczyć za jakieś 30 minut gdy wydobrzeje. 
- Kiedy będzie cokolwiek widziała? 
- Za godzinę zdejmiemy jej opatrunki. Na początku pewnie będzie widziała jak z mgłą, ale później powinna was widzieć. Cieszymy się z wami. - uśmiechnął się i odszedł.
                       Seweryn ze szczęścia opadł na małą ławkę i trzymał głowę w dłoniach. Czuł, że łza biegnie po jego policzku i zaraz kapnie na jego buty. Jego radość była nie do opisania, wiedział, że jej matka siedzi i gapi się na niego ale jego już to nie obchodziło. 
Nagle na korytarz wbiegł Tomek, podszedł do Seweryna, podał mu rękę i odwrócił się do matki.
- I jak?
- Jest dobrze, odzyskała wzrok. - powiedziała ucieszona.
- Ale wiesz co to oznacza, prawda? - powiedział ciszej, ale nie na tyle by Seweryn nie usłyszał. 
- Cicho... - spojrzała na Sewka ale on patrzył w ziemię i udawał, że nie słyszy.
Na korytarz wyszedł lekarz i zaprosił wszystkich do pokoju, w którym leżała na łóżku Isa. 
- Jak się czujesz? - zapytała szybko matka, tak by Seweryn nie był pierwszy.
- Jest dobrze, trochę mnie głowa boli. Jest Sewek?
- Jestem tutaj - złapał ją za rękę - Bardzo się cieszę, że operacja przebiegła bez problemów. - ucałował jej dłoń.
- Kochanie, będzie dobrze - uśmiechnęła się.
Oczy miała zabandażowane, było widać jedynie usta, które były suche od narkozy. 
- Nie mogę się doczekać, aż cię zobaczę. - powiedziała do Seweryna. Matka z Tomkiem wymienili się spojrzeniami. - A to już z niecałe pół godziny! - była bardzo szczęśliwa.
                       Czas płynął im bardzo szybko, Isa ciągle była ciekawa kto zapłacił za operację, była bardzo wdzięczna temu człowiekowi. Bardzo chciałaby kiedyś w przyszłości oddać pieniądze tej osobie ale nie wiedziała kim ona jest. Nikt nie wiedział, oprócz Seweryna, który zachował to w tajemnicy. 
- Ciekawe jak tam żyją szczeniaczki i Lila... - zapytała Isa.
- Są cudowne - odpowiedziała jej matka - Rosną jak na drożdżach.
- Ojej, nie mogę się doczekać aż je zobaczę! - była bardzo entuzjastycznie nastawiona.

~*~


Tomek wyszedł z pokoju aby dać trochę prywatności. Za nim podążała matka.
- Myślisz, że ona go pozna? - zapytała szeptem Tomka.
- To bardzo prawdopodobne... lekarz tak mówił.
- Zacznie obie przypominać...
- Nic na to nie poradzimy, nie możemy ciągle jej tak okropnie okłamywać. - oburzył się Tomek.
Matka popatrzyła na niego z ukosa. Tomek wyczuł jej tępy i zły wzrok ale nie zmierzał się tłumaczyć z tego co powiedział.
- Jesteś po jego stronie, tak? - zapytała wprost.
- Tak, bo on ma rację. Isa będzie wściekła i ucieknie.
- Nie mów tak. Może nie przypomni sobie.
- On jest częścią jej dawnego życia, i teraźniejszego. Obiecuję ci to, że kiedyś wszystko wyjdzie na jaw.
- Tak, dokładnie. - odezwał się Seweryn, który najwyraźniej stał, będąc niezauważonym. - Isa chciała z wami porozmawiać o jej osiemnastce.
- Ach, to dobrze. Wszystko już przygotowane. - powiedziała i znikła za drzwiami.

Po upływie kilku minut zjawił się lekarz aby zdjąć opatrunki. Kazał jej wygodnie usiąść a następnie odchylić głowę do tyłu. Wypełniła wszystkie rozkazy i czuła jak bandaże znikają z jej głowy.
Otworzyła oczy. Niby normalna rzecz, ale dla niej to była nadzieja na całe życie.
Widziała jakby mgła otuliła całe pomieszczenie wraz  osobami będącymi w nim. Po chwili starań i wytrzeszczania oczu obraz robił się ostrzejszy. Widziała światło lampy, które tliło się delikatnie, następnie zielony kolor, a później czarny.
- Seweryn, gdzie jesteś? - zapytała go pomijając pytania lekarza, co się teraz z nią dzieje. 
- Tutaj, skarbie. - ukląkł przed nią i trzymał rękę na kolanach. 
Isa dostrzegła krótkie, blond włosy, i parę zamydlonych oczu wpatrujących się w nią. Rysów twarzy jeszcze nie mogła zobaczyć. Z minuty na minutę wzrok przybywał, a wraz z nim szczęście. 
Spojrzała na niego a następnie na wszystkich i krzyknęła.
- Ja was widzę! - Dotknęła szczęki Seweryna, który zaraz ją przytulił. 
- I nadal mnie kochasz? - zaczął żartować Seweryn.
- Kocham kocham... - szepnęła mu do ucha.
- Mamo! - przytuliła ją a następnie Tomka do którego powiedziała, że jest taki duży. - Chcę się spotkać z cała rodziną! - krzyknęła.
- Tak Isabello, dobrze.
- Dobrze, trzeba żeby odpoczęła, choć troszkę.
                           Wszyscy z pokoju wyszli pełni szczęścia. Tomek poszedł przodem, razem z lekarzem. Matka Isy zatrzymała Seweryna ale porozmawiać z nim.
- Słuchaj, masz to - dała mu do ręki świstek papieru - I odczep się od mojej córki!
- Co to?
- Czek. Wiem, że to ty zapłaciłeś za operację, i nie zaprzeczaj. Bierz to i spadaj.
- To nic nie załatwi. Nie wezmę za nic!
- Nie będziecie razem! Nie pozwolę na to...

_____________________
Cześć :)
Przepraszam, że znowu opóźniłam kolejny rozdział, ale ostatnio mam dużo nauki :)
Niestety to już jeden z ostatnich rozdziałów ;/ Powoli będę kończyła, ale pomyślę nad następnym.
Może macie jakieś propozycje? :D


sobota, 23 maja 2015

Rozdział XII

Rany po ludziach

" Dobro musi być świadomym wyborem, a nie jedyną możliwością."


" A teraz powiem najważniejsze... jestem pewien, że teraz wszystko zrozumiesz i zaufasz tym osobom, którym powinnaś.
Tego dnia była piękna pogoda, czyste niebo, i ucieszona ty. To był sierpień 2013r. 
Był to bardzo szczęśliwy dzień dla ciebie i nas wszystkich. Aśka skakała ze szczęścia gdy usłyszała że dostałaś się! Zresztą my wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi. Przeszłaś eliminacje do Butterfly Projekt, a wtedy był większy poziom niż dotychczas. Byłaś podobno doskonała. Ja niestety nie widziałem cię, bo pojechałaś ze swoją mamą. Już wtedy mnie nie lubiła. Twierdziła, że jesteśmy złym towarzystwem i chciała cię chronić. Jak się okazuje niedostatecznie dobrze, skoro znalazłem cię po dwóch latach... Już wtedy zaczęło się między nami coś dziać, zaczęliśmy się całować nie jak przyjaciele w policzek ale jak para, w usta. Znaliśmy się już rok wtedy, i nadal baliśmy się wyznać co czujemy. Udawaliśmy przyjaźń, by zatuszować miłość. 
Trudno mi to wszystko napisać... łatwiej było by powiedzieć. Miałbym więcej czasu tłumaczyć i wspierać. Znając ciebie teraz, będziesz zła na mnie, ale mam cichą nadzieje, że pomimo twojego stanu, będziesz chciała mnie wysłuchać. 
Teraz znasz już prawdę, choć może nie do końca wiesz komu ufać. Ale zacznijmy od początku.
Tego pięknego dnia, po eliminacjach zadzwoniłaś do mnie. Umówiliśmy się, że przyjadę po ciebie. I tak się stało. Wyglądałaś przepięknie, uśmiech nie schodził ci z ust. Dałem ci bukiet czerwonych róż, podobały ci się. Chciałem na początku kupić herbaciane, by nie wyszło że coś kombinuję. Ale pomyślałem, że w końcu jest okazja by ci powiedzieć co do ciebie czuję. 
Wszyscy wsiedliśmy do auta. Ty, ja, Aśka, Szymon i Adam. Tak Adama już znasz, tylko go nie pamiętałaś. Droczyłaś się z nim w aucie o twoje przezwisko. "Traczka" Nienawidziłaś tego. Zapewne nie pamiętasz, jak zresztą wszystkiego...
Kiedyś Adam kazał ci kupić litrowy słoik buraków, bo niby jego mama kazała mu kupić a on zapomniał. Niezłe jaja były z ciebie, jak musiałaś przez całe miasto biegać w deszczu z burakami. Byłaś niewyobrażalnie na nas zła. Ale po paru dniach przestałaś nam to wypominać. Na szczęście. 
Kłóciliście się śmiejąc się i dokuczając nawzajem. Miałaś na ręce złotą bransoletkę, którą ci kupiłem za pierwszą moją wygraną walkę. Chciałaś wiedzieć skąd miałem tyle kasy, nie powiedziałem ci o tym. Nie lubiłaś kiedy się biłem, ale kręciło cię to... sama przyznałaś. 
Chciałem cię zabrać nad jezioro, wieźliśmy w aucie jedzenie na naszą "randkę", która nie dobiegła do końca. Nie dojechaliśmy do celu.
Gdy wjeżdżaliśmy na wjazdy kolejowe miał jechać tramwaj, który nieoczekiwanie wykoleił się kilka metrów przed nami. Ostatnim ci słyszałem to głos Szymona, krzyczał, a nie mógł się zatrzymać, to był zbyt wielki szok. Nawet go teraz rozumiem, nie wiedział co ma zrobić. Też bym nie wiedział. Wjechał prosto na nas. Jego światła nas oślepiły. Zasłoniłem cię i dalej nie wiem co się stało.
Obudziłem się w szpitalu, stała nade mną Lidka, moja ciotka. To ona przekazywała mi co z tobą. Mówiła, że nie mogę się ruszać. I tak było. Spojrzałem na swoje ręce całe w bandażach. Nogi w gipsie. Brak jakiegokolwiek ruchu. Nie mogłem do ciebie nawet zajrzeć. Wiedziałem, że jesteś na innym oddziale, miałaś wstrząs mózgu. Podobno miałaś szybko wyjść ze szpitala. I tak było, nie zeszło dwa miesiące, wyszłaś. Nie pamiętając niczego. "

                      Odłożył długopis, i nawet nie zauważył, kiedy łza pociekła po jego policzku. Wspomnienia jednak bolały bardziej niż przypuszczał. Myślał, że już jest ok. Jednak wcale nie jest dobrze. Jest beznadziejnie. Jedyne co go ratuje to to, że dziś jest operacja Isy, i jest możliwość, że odzyska wzrok. Lekarze dają wiele nadziei co do tego, mówiąc, że są specjalistami i czynią cuda. A cudem jest to, że oczy Isy są w idealnym stanie do operacji. Nikt nie wie, że on zapłacił 60 tysięcy za operację, jej matka wie tylko, że znalazł się jakiś darczyńca, który przechodził podobną sytuację. W końcu musiał coś napisać, by nie być podejrzanym, bo wtedy nawet na operację córki nie wzięłaby od niego pieniędzy. 
                        Zrobił sobie poranną kawę i zjadł kilka ciastek, leżących na blacie. Była dopiero godzina 7:30, a on miał być u niej o 10:40. Teraz miała wykonywane szeregi badań, do których już zdążyła się przyzwyczaić. Ubrał jeansowe spodenki i niebieską koszulę w kratkę. Postanowił wyjść wcześniej, mając nadzieję, że matka dopuści go do niej. Wziął pamiętnik i wyszedł z domu. 

~*~

                    Czekał na korytarzu przed salą, w której leżała Isa. To wszystko tak szybko się działo, wydawało mu się, że wczoraj tańczyli razem na scenie, a minęły już dwa tygodnie. Dziś jest ten decydujący dzień, kiedy dowiedzą się, czy operacja się uda i Isa odzyska wzrok. Nagle z zamyśleń wyrwał go głos otwierających się drzwi do sali.
- Cześć kotku - powiedział czule Seweryn, wchodząc do pomieszczenia.
- Hej kochanie - odparła smutnie.
Usiadł na jej łóżku i przytulił do siebie.
- Nie martw się, wszystko się uda.
- A jeśli nie? Jeśli nadal będę ślepa? Też będziesz mnie kochał?
- Pokochałem cię na wszystkie możliwe sposoby, również niewidomą.
- Dziękuję ci. Mama była z tobą?
- Nie widziałem jej. Ale na pewno gdzieś jest, może musi uzupełnić papiery.
- Pewnie tak. Wiesz co... boję się...- Seweryn pierwszy raz słyszał takie słowa od niej. Ona nigdy nie mówiła, że się boi.
- Każdy by się bał na twoim miejscu. Ja tak samo - przytulił ją mocniej.
Nic nie odpowiedziała, chciała się cieszyć, że jest przy kimś kto ją naprawdę kocha.
Drzwi się uchyliły, a do pokoju weszli lekarz i jej matka.
- Zaraz przyjdą pielęgniarki, przygotują panią do operacji. Potrzebujemy twojego podpisu. O tutaj - lekarz wskazał palcem puste miejsce, gdzie Isa miała się podpisać.
- To już? - zapytał wyraźnie zdziwiony Seweryn.
- Tak, dobrze by było gdyby państwo już wyszli, bo pacjentka nie może być zestresowana.
                           Seweryn dał jej buziaka w policzek i powiedział że będzie czekać na nią. Matka również podeszła i przytrzymała ją za rękę, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Obydwoje wyszli i czekali cierpliwie na korytarzu.

środa, 20 maja 2015

Rozdział XI

Akceptacja czy przeciwdziałanie?

"Lepiej dostać wsparcie bez słów, niż tysiące zbędnych rad"


- Damy radę, ty pierwsza, ruszaj! - słowa Seweryna rozlały się w powietrzu.
Popatrzyła na niego swoimi zielononiebieskimi oczami i ruszyła z pewnym mężczyzną za ogromną ciemnozieloną kurtynę. Odprowadził ją wzrokiem aż na sam środek sali, stanął pomiędzy łączeniem kurtyny i przyglądał się jej. Mężczyzna podał jej mikrofon do ręki i przełączył guzik na "ON". Uśmiechnął się do niej, choć wiedział, że tego nie zauważy.
Sędziowie jeszcze o nie mieli pojęcia co ich czeka, nie wiedzieli, że do Isy dołączy Seweryn.
                       Cały dzień szykowała się na ten wieczór, aby wyglądać jak najlepiej. Całe tygodnie tańczyła, pomimo aprobaty matki. Aż w końcu znalazła się w miejscu, którego tak wyczekiwała. Ubrała baletki, które dostała od Seweryna, do których idealnie dobrali sukienkę w kolorze brzoskwiniowym. Myślała, aby spiąć włosy w kok na czubku głowy, ale postanowiła zrobić wysoką kitkę, tak aby jej długie blond włosy spływały taflą na ramiona.
Czuła znajome szybkie bicie serca, ociężałość głowy, miękkie kolana.
- Witaj, przedstaw się i powiedz co będziesz tańczyć. - usłyszała twardy głos mężczyzny.
- Jestem Isabella Brzezińska, zatańczę klasykę, balet artystyczny, pomieszany z breakdancem.
- Ciekawie się zapowiada...więc zaczynaj.
Isabella obeszła dookoła salę przeznaczoną do występów, obliczyła kroki i punkty gdzie najdalej może się posunąć. Znów stanęła na środku sali i popatrzyła w kierunku operatora muzyki.
Powoli zaczęła lecieć piosenka Airplanes B.o.B-a. Rozpoczęła półobrotem z nogą w powietrzu, następnie delikatnie zakończyła obrót schyleniem się do dołu i kręceniem się w górę. Jej włosy pięknie falowały w powietrzu kiedy powoli robiła salto bez rąk a następnie ze stania na rękach szpagat i zejście na podłogę.

Seweryn wyczuł, że już czas aby wszedł idealnie w melodię i skoczył obok Isy, która już zmieniła styl. Oboje teraz wymiatali breakdance'a, a sędziowie jedynie patrzyli ze swoimi kamiennymi twarzami, na których o dziwo pojawiła się nutka zaskoczenia. Para zgrała się bardzo dobrze, ciężka praca dała owoc w postaci nienagannej choreografii. Gdy muzyka miała już się skończyć, Isa zrobiła swój popisowy skok na ramiona Seweryna z wygięciem do tyłu.
Stali teraz razem przed czteroosobowym składek jury, i czekali na werdykt, nad którym mocno dyskutowali.
- Wasz występ był dobry. Przedstawiła się nam tylko Isabella, więc nie wiem skąd ty się tu wziąłeś, chłopcze? - odezwała się starsza kobieta.
- Mieliśmy razem kilka dobrych choreografii, więc postanowiliśmy zrobić taki element zaskoczenia.
- I sądzisz, że ty również będziesz oceniany?
- Nie liczę na to. To Izzy zgłosiła się, nie ja.
- Więc nasz decyzja jest taka, iż dziewczyna nie jest przyjęta. Osoby niepełnosprawne w tym niewidome, niestety nie mają szans przejść do dalszych eliminacji.
- Nawet takie uzdolnione jak Isabella? Przecież widzieliście co ona potrafi? - Seweryn zaczął z wyrzutami bronić Isabellę.
- Panie.....? - kobieta wystawiła rękę.
- Urbanie. - odezwał się Seweryn.
- Tak więc, panie Urbanie... nie będzie pan mówił kogo będziemy przyjmować. Potrzebni są nam sprawni tancerze, nie niewidomi.
- Jest pani bezczelna! - krzyknął - To, że jest niewidoma oznacza, że nie może być pokazywana? Bo jest "beee?". Właśnie pokazała pani, jaka jest dojrzała... i sprawna.
- Spokojnie... nic się nie dzieje, przestań. - szepnęła Isabella.
Sędziowie zdumieli się po wypowiedzi Seweryna, który miał całkowitą rację. Spoglądali na niego z ukosa, patrząc i czekając aż znowu zabierze głos w obronie Isabelli, lecz nic takiego się nie stało. Położył dłoń w talii Izzy i ruszył z nią za kurtynę.
Nagle odwrócił się.
- Proponuję przejrzeć nagrane filmy z eliminacji z sierpnia 2013r. Może to coś da pani do zrozumienia, że nie znajduje się pani na odpowiednim stanowisku.
Seweryn znowu nie dostał odpowiedzi. Modlił się jedynie o to aby Isabella nie usłyszała jego ostatniej wypowiedzi. Zobaczył jak stała oparta o ścianę, widać było, że zależało jej, ale sama przyznała się że płakać nie będzie i słowa dotrzymała.
- Wracajmy do domu, nie ma sensu siedzenie tutaj. - zaproponował.
- Też tak sądze...Ale nawet ja przyznam, że nie zrobiłam żadnych błędów, wszystko poszło z planem... oprócz końca.
- Nie dołuj się. To nic nie da, nie znają cię, nie wiedzą co potrafisz. Będą żałowali.
- Skąd wiesz?
- Jestem tego pewien. Szkoda, że nie widziałaś ich min. Uśmiałabyś się! - uśmiechnął się do Izzy.
                          Przeszli przez drogę, aby szybciej dojść do auta, w którym już czekała jej matka. Oczywiście nie było mowy aby Seweryn mógł zostać podwieziony przez nią, jego duma by tego nie wytrzymała. Podeszli pod czarne bmv i pożegnał się z Isą. Pocałował j w policzek i ukradkiem spojrzał na jego matkę.
- No już wsiadaj... - z oburzeniem powiedziała matka.
- Nie dostałam się. - szybko odpowiedziała.
- Przykro mi. Czasem tak bywa, nie przejmuj się nimi. - spojrzała na Seweryna - No a ty już chyba się pożegnałeś, prawda?
- Jeszcze nie. - przyciągnął Isę do siebie i namiętnie cmoknął ją w usta.
- To się szybko skończy. - matka skrzywiła usta, coś na wyraz złośliwego uśmiechu.
- Przynajmniej nie przy mnie! Zachowujcie się!
- Pa. - odpowiedziała oschle Isa.
- Nara.

Idąc w stronę swojego mieszkania zastanawiał się czy nie przesadził z tym przy jej matce. Isa nie chce mieć z nią problemów, a teraz postawił ją w niezręcznej sytuacji. Ale jakby nie patrzeć są parą i nie powinna się jego wstydzić i ciągle ukrywać się.
Wszedł do mieszkania, które było czyste i zadbane odkąd Adam się wyprowadził po ostatniej kłótni.
Chwycił w dłoń długopis i brulion i zaczął pisać.

Było nam razem coraz lepiej. Dzień spędzony jedno bez drugiego nie miało sensu, było pozbawione ciebie i twojej wesołości. Dawałaś mojemu życiu tyle radości, że zapomniałem o tragicznej przeszłości. 
I wkleił zdjęcie jak jechali autem, gdy Seweryn łaskotał Isę a ta wyginała się.


sobota, 16 maja 2015

Rozdział X

Przygotowanie

" Niewiele rzeczy tak bardzo oszukuje jak wspomnienia"


       Tydzień później...

         
                    Chwycił telefon do ręki i szukał numeru swojej cioci Lidki. Zastanawiał się przez chwilę, czy jak jej o czymś powie, czy to jej się spodoba. Pierwszy raz od dawna stresował się, a zarazem czuł niechęć do tego, co zaraz zrobi.
- Halo? - usłyszał śmiejący się głos Lidki.
- Cześć, co tam u ciebie słychać? - zaczął mówić w swój specyficzny sposób, kiedy czegoś chciał.
- Ile ci trzeba? - zapytała żartem.
- 20 tysięcy... Przelejesz mi na konto? Proszę, bardzo potrzebne mi są. Oddam jak najszybciej.
- Noo... ok. Zgoda, zaraz siadam do laptopa. A jeśli mogę wiedzieć to na co ci taka potężna suma?
- Na coś dobrego - uśmiechnął się do telefonu.
- Aaa rozumiem. - powiedziała podśmiewając się.
- Dobrze, zrób to jak najszybciej. Trzymaj się!
- No na razie!
                   Nie musiał długo czekać, bo tylko 10 minut i na jego koncie bankowym znalazły się pieniądze. Łącznie miał 61 tysięcy. Teraz przyznał, że lata oszczędzania na co się przydały a te 20 tysięcy Lidki odda jej wygrywając kilka walk.

 ~*~

                  Isabella wstała z łóżka w dobrym humorze, ale jak zwykle ostatnio, z bolącym brzuchem. Za 2 dni eliminacje. Cieszyła się i denerwowała. Miała nadzieję, że jest dobrze przygotowana na to wydarzenie, ale ciągle wydawało jej się, że coś pójdzie nie tak. Jednak jak szybko te myli jej przychodziły, tak szybko odchodziły. Jej świat powoli układał się w całość. Miała idealnego chłopaka, troskliwego brata, kłótliwą mamę i dwa małe szczeniaczki, które kochała nad życie. Jak sama stwierdziła, dawno nie miała już takiego szczęścia jak teraz.
                  Jej matka podpisała zgodę, po wielu próbach. Było wiele ostrych kłótni, po których nie odzywały się do siebie przed cały dzień, ale w końcu ustąpiła. Isa jasno jej powiedziała i dała do zrozumienia, że Seweryn jest jej chłopakiem. Jednak do tego jeszcze nie mogła się przyzwyczaić. Mówiła jej tysiąc razy, że nie może go zapraszać do domu, ale Isabella nie bała się już jej. W końcu spotkała chłopaka, z którym jest jej bardzo dobrze i który się nią opiekuje - przecież nie może być zły. Matka nie może znieść obecności Seweryna w jej domu, dlatego zostaje dłużej w pracy bądź chodzi do restauracji zjeść, byle by go nie spotkać. Doskonale wie, ze jeżeli Seweryn powie Isabelli prawdę, ona mu może uwierzyć. Ale również może tego nie zrobić.

Zeszła na dół po kręconych schodach ubrana w białą rozkloszowaną spódniczkę i malinową dopasowaną bluzkę na grubszych ramiączkach. Włosy spięła w wysoki kok, z którego wychodziły pojedyncze kręcone, blond pasemka. Uwielbiała robić zwykłe fryzury, które pasowały według niej do wszystkiego. Włączyła do gniazdka radio i poszła do kuchni aby nalać sobie kawy. Zdążyła upić łyk i już usłyszała dźwięk dzwonka do drzwi. Podeszła powoli, wyłączyła zabezpieczenia i otworzyła drzwi.
- Cześć kochanie! - Seweryn wszedł i pocałował Isę w usta.
- Cześć skarbie...Ty, widzę, że też jesteś pełny energii dziś!
- O tak! Już nie mogę się doczekać twojego występu.. - przytulił ją mocno do siebie i wyszeptał jej we włosy - Będziesz najlepsza ze wszystkich!
- Och nie mów tak, bo zapeszysz! - odepchnęła go teatralnie śmiejąc się - Chodź, ty mój książę! Napój porannych bogów czeka! - zaprowadziła go do kuchni.
                Wzięła jego ulubioną szklankę i nalała mu pełen kubek kawy, dosypała troszkę cynamonu i kakao.
- Daj, potrzymam. - Seweryn chwycił za jeden kubek.
- Zostaw! Dam sobie rady... - powiedziała półżartem.
- Nooo ok niech ci będzie.
- Siadaj na kanapie, a ja zaraz przyjdę.
                    Poszedł i usiadł n kanapie, ciągle patrząc na nią. Był szczęśliwy myśląc o tym, że za niedługo będzie widzieć i będzie całkowicie niezależna.
Opadła obok niego na sofę i wtuliła się w jego ramiona. Od dawna czuła szramy na jego ciele ale zawsze jednak nie zapytała, co to właściwie jest. Czuła, że to byłoby niegrzeczne z jej strony, bo on jej o wszystkim mówił.
- Pójdziemy na lody? - zaproponował Seweryn.
- Jasneee! - uśmiechnęła się popijając kawę.
- Lubię tak spokojnie siedzieć z tobą - musnął jej czoło ustami - Bez twojej mamy... - roześmiał się.
               Isabella odstawiła kubek z kawą i szybko usiadła na nim otaczając jego biodra jej nogami. Chłopak nie spodziewał się tego i przez przypadek oblał się swoją kawą. Izzy zaczęła się śmiać i ściągnęła mu koszulkę. Pocałowała go delikatnie w brodę, nienachalnie zaczęła wodzić swoimi palcami po jego brzuchu. I nagle zaczęła go strasznie łaskotać, jakby wiedziała, że właśnie tak samo robiła przed wypadkiem. Przewrócił ją na sofę tak, że on leżał na niej. Zaczął ją bardzo mocno całować.
- Halo? - Seweryn usłyszał Tomka głos i odwrócił głowę, widząc, że stoi jakieś 3 metry od nich i patrzy na nich jakby robili coś zakazanego. - O przepraszam, nie widziałem was...
- Nic nie szkodzi - powiedział Sewek i pokazał na kubek kawy - właśnie piliśmy kawę... chcesz?
- Tak, ale chyba wolę sam sobie zrobić - roześmiał się.
Isa schowała głowę w ramionach Seweryna zachodząc się ze śmiechu.
- To może chodźmy na lody?
-Teraz? Może zostańmy chwilkę... - ciągnął Seweryn.
- Chodź, jest straszne gorąco. Skoczę po aparat...
                    To była prawda. Pomimo godziny 11:00 było bardzo gorąco, wydawało się, że temperatura dochodzi do 30 stopni C. Słońce było ostre ale przyjemne, a niebo czyste. Na szczęście, nie zanosiło się na żadne burze, które ostatnio dość często nawiedzały Władysławowo. Chcieli jak najlepiej wykorzystać piękną pogodę.
Szli do lodziarni, która według Seweryna była najlepsza w Polsce. Czuł wzrok innych dziewczyn na jego ciele, patrzyły na jego tatuaże i muskulaturę. Uśmiechały się zawadiacko, ale on olewał ich zaloty. Przecież już miał obok siebie kobietę swego życia.
Zamówili dwa bananowe lody i poszli na ławkę zjeść je w spokoju. Seweryn zobaczył idącą Kamilę po drugiej stronie jeziora, przed którym siedzieli. Czuł, że zaczną się kłopoty, kiedy będzie przechodziła obok nich dlatego postanowił jakoś zareagować.
- Ech chodźmy nad morze. Może nie będzie dużo osób?
- Teraz? Chce ci się? Posiedźmy chwilkę. - uśmiechnęła się.
Zaczekał aż zjadła loda i z zaskoczenia wziął ją na ręce.
- Teraz idziemy na pewno nad morze. - szepnął jej do ucha.
- Ty głupolu mój!

                      Gdy siedzieli już na rozgrzanym piasku pomyślał, że nie chce się już nigdzie więcej ruszać, miał wszytko. Widział, że na jej twarzy też malowało się szczęście, ponieważ uśmiech nie schodził jej z twarzy.

_______________________
Cześć !
Chciałabym Was ogromnie przeprosić za to, że tak bardzo opóźniłam dodanie tego rozdziału. Tym razem wypadła choroba, a z chorobą żartów nie ma, tak więc leżałam sobie całe dnie w łóżku i wymyślałam jak poskładać fabułę aby była zgrabna :)
Dziś troszkę sielankowy rozdział, ale przecież nie mogą być same kłopoty, choć wtedy jest najciekawiej :D
Miłego dnia! ;)


piątek, 8 maja 2015

Rozdział IX

Pamiętnik

"Można zamknąć oczu na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia."


                          Kamila. Stałą w progu jego sypialni wlepiając w niego swój wzrok. Była ubrana w typowy dla niej strój czyli bardzo wyuzdany strój kąpielowy, przykrywający zaledwie sutki. Oparła się o drzwi i pokazując gest aby wszedł do środka pokoju.
- Co ty tu robisz? Gdzie Adam?- zapytał zdenerwowanym głosem.
- Och, nie denerwuj się już tak, kochanie. - mówiła mrucząc.
- Przestań! Ubieraj się i wyjdź stąd... - wszedł do pokoju mijając ją w drzwiach.
- Dlaczego mnie odtrącasz? - zrobiła smutną minkę.
- Mam kogoś innego,  nie rozumiesz? Mówiłem wyjdź. - zastanawiał się dlaczego powiedział to z takim spokojem.
- A co mi zrobisz, jeśli nie wyjdę? Dostanę klapsa? - usiadła na jego łóżku - Nawet bardzo bym chciała...
- Zejdź mi z oczu. Nawet patykiem bym cię nie dotknął. - prychnął.
Kamila postanowiła nie dać za wygraną w tej rozmowie i ciągnęła ją jak najdłużej ile się dało.
- Twój kumpel już mi się znudził... ale ty mnie zawsze bardziej ciągnąłeś od niego.
- Tak, wiem, przestań mi to mówić.
Niespodziewanie Kamila rzuciła się na Seweryna kiedy zamknął swoje dłonie na twarzy. Poczuł się osaczony przez nią, a przecież mógłby ją po prostu odrzucić. Chwycił jej ręce.
- Wyjdź stąd...
Kamila popatrzyła mu w oczy i czuła, że do jej oczu zaczynają napływać łzy.
- Dlaczego ty mnie nie chcesz, przecież mam wszystko... urodę, ładne ciało...
- Ale ja cię nie kocham, ty zresztą mnie też nie kochasz! - powiedział ironizując.
- A skąd wiesz, może się zakochałam?
To pytanie długo wisiało w powietrzu, Seweryn nawet nie miał pojęcia co jej odpowiedzieć. Chciał po prostu walnąć się na łóżko. Ku jego zdziwieniu Kamila zeszła z jego kolan, spuściła głowę i wyszła. Nie była zła, a raczej zrozpaczona.
Przez chwilę Seweryn czuł się jak śmieć, może ona rzeczywiście coś do niego czuła?
                         Wyciągnął wcześniej kupiony błękitny brulion i przez chwilę zaczął zastanawiać się co napisać. Oparł się o ramę krzesła, wziął długopis do ręki i zaczął pisać.

Jestem pewny, że jeżeli dowiesz się prawdy, będziesz zmieszana. Może nawet znienawidzisz swojej matki, brata, a nawet może i mnie. Ja już dłużej trzymać tej tajemnicy nie mam zamiaru. Wszyscy tylko rozkazywali mi siedzieć cicho. A wcale łatwe to nie było, kiedy obok siebie miałem osobę najważniejszą na świecie. Prawdopodobnie te moje wypociny przeczytasz dopiero gdy odzyskasz wzrok, czego bardzo pragnę. Teraz już wiesz, skąd Cię znam, powinnaś wszystko zrozumieć, ale wiem, że obecnie jest Ci trudno, więc ja postaram się przypomnieć Ci kilka ważnych momentów z NASZEGO dawnego życia.

Wstał, podszedł do pudła, które stało zamknięte odkąd przyjechał. Wyciągnął z niego mniejsze szare pudełko i wyciągnął pokaźny zbiór zdjęć. Wybrał jedno, na którym byli oboje, roześmiani. Wkleił je pod tekstem i przewrócił kartkę.

Spotkaliśmy się niby przypadkiem. Ten przypadek, był w sumie zaaranżowany przeze mnie, gdyż kiedy cię zobaczyłem od razu wziąłem sobie ciebie za "cel". Tak, kiedyś taki byłem, nie wierzyłem, że będę kiedyś potrafił kochać oprócz moich zmarłych rodziców. Kogokolwiek. 
Dobrze się zdarzyło, że miałaś przyjaciółkę Asię, jestem jej wdzięczny i będę do końca życia, za to co zrobiła. 
Ja miałem przyjaciela Szymona, który pierwszy raz zakochał się w (o zgrozo!) w twojej przyjaciółce. 
Z Szymonem szliśmy obok waszej szkoły, gdy nagle wyskoczyłyście zza rogu i oblałaś mnie gorącą kawą. Do dziś mam bliznę, która co dziwne przypomina kształt litery I. Zwykła kreska, ale Szymon uznał, że to był znak i powinienem Cię zaprosić na kolację. To ona wszystko zmieniła.

Wkleił zdjęcie zrobione przez Szymona, gdy Seweryn szedł z Isabellą przed nimi obok siebie. 

Wtedy nie myślałem, że taka piękna dziewczyna z "dobrego domu" może mieć tyle kłopotów. Ja, po dwóch kieliszkach wina, także zacząłem mówić dużo rzeczy np. o śmierci moich rodziców. I wtedy pierwszy raz się rozpłakałem przy kimś. 
Szczerze było mi wstyd wtedy pierońsko. Już myślałem, że się nie odezwiesz do mnie. Dałem ci mój numer i powiedziałem, że możesz zadzwonić jeśli chcesz, a jeśli nie, uznam to za odrzucenie propozycji kolejnego spotkania. W tym dniu powiedziałaś dużo o sobie... że lubisz tańczyć, śpiewać (choć sama przyznałaś, że kiepsko Ci to poszło), robić zdjęcia. Gadałaś jak najęta, gdy ja z każdym słowem coraz bardziej uzależniałem się od ciebie. I pomyśleć, że dla poznania ciebie postanowiłem być oblany gorącą kawą. Teraz wiem, że było warto.

Wkleił kolejne zdjęcie jak byli na kręgielni. On trzymał kulę, a ona stała obok z uśmiechem od ucha do ucha. Pod zdjęciem dopisał : "Jak widać, zadzwoniłaś do mnie. Żałuję, że nie mamy zdjęcia na pierwszym spotkaniu..." 
Po uzupełnieniu trzech kartek, postanowił wziąć się za tytuł. Na pierwszej stronie była pusta kartka, która czekała aż zostanie nazwana. Długo myślał nad nazwą tego niby "pamiętnika". Chciał wykorzystać chwilę, gdy jego dusza wręcz śpiewała mu teksty. Usłyszał dźwięk dzwonka do drzwi. 
- Adam?
- No, otwórz mi, zapomniałem kluczy. 
Podszedł do drzwi i przekręcił kluczyki. Adam wszedł do mieszkania mijając obojętnie Seweryna. 
- E.... coś się stało? - zapytał Adama.
- Kamila powiedział, że nie chce się ze mną spotykać. 
- Ona taka już jest, powinieneś poszukać porządnej dziewczyny, a nie takiej...
- Taką porządną jak Isa? Żeby później wyjechała i nie dała znaku życia, dopóki ja jej nie znajdę?
- Nie obrażaj jej. - powiedział stanowczym tonem.
- Bo co mi zrobisz? Zawsze miałeś lepiej! Życie zawsze dawało ci ciągłe szanse, miałeś ich multum! Nie potrafisz ich wykorzystywać! 
- Miałem lepiej? Mogłeś nie uciekać z domu, mogłeś nie ćpać i nie pić! Kogo twoja matka prosiła, żeby z tobą pogadał, żebyś wrócił? Mnie! Bo co? Bo ja nie ćpałem, zawsze byłem bardziej realistyczny i co lepsze jak widzisz umiem sobie poradzić w życiu ze wszystkim! Znosiłem wszystkie twoje wpadki, bo widziałem, że Izzy lubiła cię. A wiesz dlaczego? Bo cię nie znała jak ja i Szymon. 
- I niby to wszystko przez moje ćpanie? Śmieszny jesteś jak tak myślisz! To matka mnie wywaliła z domu!
- Nie pamiętasz, jak wywijałeś przed nią nożem? Bała się własnego syna!
- A co teraz wielki obrońca się znalazł! Wiedziałem, że nie przepadasz za mną od czasu wypadku. Odezwałeś się 2 lata później, bo miałem informacje na temat Izzy. Do tego ci jestem potrzebny i tyle! Bo przecież stałeś się wielką sławą. Wielki Seweryn! Zdobywa kolejne pasy! - recytował nagłówki z gazet.
- Może i powinienem się wcześniej odezwać, ale nie było jak. Zresztą nadal ćpałeś, a ja do tego nie chcę wracać, a pewnie tak by się stało!
- Idź w cholerę! - krzyknął Adam, który widział, że nie wygra tej kłótni.
Seweryn trzasnął drzwiami swojej sypialni i usiadł na łóżku. Poczuł, że jego kieszeń wibruje.
- Halo? - powiedział oschle.
- Przepraszam cię, nie gniewaj się. Wiem, że nie miałeś łatwo... a ja powiedziałam takie głupoty! - powiedziała Isabella.
- Już mi przeszło...Dlaczego dzwonisz tak późno?
- Bo jestem sama w domu, nudzę się no ii strasznie mi głupio.
- Nie musisz się obwiniać. Byłaś zła i nic więcej.
- ale nie powinnam był tego mówić.
- Stało się, ja nie powinienem żartować...
- Zgoda? - powiedziała radosnym głosem.
- Jasne. - wymusił uśmiech na twarzy - Mówiłaś, że jesteś sama...
- Wpadniesz? Mam szarlotkę!
- Przekonałaś mnie! - uśmiechnął się do telefonu.
Sięgnął po zeszyt i napisał " Dokończę jutro, przecież, nie przepuszczę szarlotki!"


środa, 6 maja 2015

Rozdział VIII


"Lepiej być absolutnie niedorzecznym, niż absolutnie nudnym"

Wstał i położył rękę na blacie, przypadkowo zwalając stos papierów. Kątem oka zobaczył listy z banków, mówiące o niespłaconych ratach. Był w szoku, myślał, że oni są bogatą rodziną. Mieli wypasiony dom, niezłą furę, piękny ogród, posiadłość nad morzem - gdzie ciężko o jakikolwiek dom. Zrobiło mu się słabo. Od razu pomyślał o operacji, na którą tak bardzo czeka Izzy. Popatrzył na inne papiery, miał nadzieje, że znajdzie jakikolwiek list z przychodni okulistycznej. Był. Aby Isa nie domyśliła się, że robi coś podejrzanego, postanowił wyciągnąć telefon i zrobił zdjęcie numerowi konta bankowego szpitala.

~*~

                         To dziwne, że potrafiła tak szybko się w nim zakochać. Sama nie mogła tego zrozumieć, dlaczego tak ją ciągnie do Seweryna. Przecież ona nawet nie wie jak on wygląda, w ogóle mało co o nim wie, a czuje jakby go znała całe życie. Paradoks, pomyślała.
Ciekawiło ją również to, co wyjdzie z tym projektem Butterfly. Nie mogła sobie wyobrazić tego, że ona jest profesjonalną tancerką. Teraz, siedząc sama w domu postanowiła chwilę porozciągać się. Puściła muzykę i zaczęła tańczyć. Jej nogi jakby same wiedziały co mają robić.
Jakby znały choreografię od dziecka.
Wieczór miała zaplanowany idealnie. O godzinie 19.00 wychodzi z domu, sama. Pod jej domem ma na nią czekać Seweryn i zabrać na salę gimnastyczną pobliskiego gimnazjum, które wypożyczy im salę za darmo.
Zeszła po schodach do kuchni, aby nakarmić Lili i pogłaskać maluszki. Jak się można było domyślić, matka była wściekła gdy zobaczyła całą rodzinkę. Niestety przyszła przed czasem, gdy Seweryn był jeszcze w domu. Na szczęście udało mu się szybko wyskoczyć z okna, wpadając w róże i jałowiec. Po obszernych komentarzach matki dotyczących szczeniaków i ich nowego, przyszłego domu - czyli schroniska - Isabella postanowiła się do niej nie odzywać. Po kolacji zjedzonej w totalnej ciszy, w końcu ustąpiła i zgodziła się aby zostały w domu pod warunkiem że poszuka im rodziny.
                        Zaczęła rozmyślać o swoich osiemnastych urodzinach które mają być 9 sierpnia. Postanowiła zaprosić Seweryna pomimo pewnej aprobaty jej matki. Impreza będzie skromna, ale w gronie ukochanych osób, a to przecież najważniejsze.
Kolejną ważną dla niej rzeczą jest to, że dwa dni później ma operację, którą wykona lekarz specjalista. Matka nic innego nie powiedziała oprócz daty. Chciała się dowiedzieć jaki koszt poniesie, ale ona milczała. Mogła się jedynie domyślać, że chodzi o wielkie pieniądze. Zresztą, operacja przywracająca wzrok nie może być tania, to by było za proste. Usłyszała dzwoniący telefon, to Seweryn, wywnioskowała po muzyce przypisanej do niego - Don't cry.
- I jak, idziemy dziś?
- Tak, nawet teraz. - zaśmiała się.
- Serio mówisz? - zapytał z nadzieją.
- No tak, mamy nie ma znowu, Lili ma co jeść, Tomek ze znajomymi...więc...
- Ok, zaraz będę. - i rozłączył się.
                       Isabella co prawda nie lubiła tego, że rozłącza się, ale pociągało ją to, że zawsze znajdzie dla niej czas. Ale dlaczego akurat dla niej? Poczekała parę minut i do domu wparował Seweryn.
- Przepraszam, że tak bezpośrednio pytam, ale muszę, to nie daje mi spokoju... Dlaczego ja? - Seweryn spojrzał na nią z ukosa.
- Jak to dlaczego ty? Chodzi ci o życie czy...
- Chodzi o nas. Dlaczego to ze mną gadasz, a nie z innymi dziewczynami?
- Coś się stało? Nigdy tak ze mną nie rozmawiałaś.
- Bo to wszystko jest nienormalne! Czuję się jakbym spadła z jakiejś innej planety, jakbym ciebie znała ale praktycznie nic o tobie nie wiem! Nie wiem czy potrafisz mi to wytłumaczyć, tego chyba nikt nie potrafi...
- Słuchaj, może przez ostatnie wydarzenia tak myślisz, może to wszystko dzieje się za szybko. Ja zrozumiem jeśli powiesz mi, że nie chcesz się ze mną widywać... - to ostatnie zdanie nie chciało mu przejść przez gardło, ale czuł, że ta rozmowa kiedy musiała nastąpić.
- To nie o to chodzi...To, że jestem niewidoma nic dla ciebie nie znaczy?
- Znacz bardzo dużo... przynajmniej nie wiesz jak wyglądam - Seweryn próbował zażartować aby rozluźnić sytuację, ale to jednak nie spodobało się Isabelli.
- Skończ żartować! Świat nie jest różowy, nie mogę robić wszystkiego co mi się podoba jak ty! Ciągle byś tylko myślał o zabawie! - po chwili doszło do niej co powiedziała, chciała przeprosić, ale było już za późno.
- Ej Seweryn! Zostań! - krzyczała.
                   Tym razem jedynym co musiał zrobić, było wyjście z jej domu. Nie mógł dłużej zostać. Już nawet nie chodziło o jej raniące słowa, tylko o to, że o mało nie miał ochoty powiedzieć jej prawdy. I wtedy przypomniał sobie błagającą minę Tomka, aby nic nie mówił. Tak bardzo się bał, że ją straci, a on rozumiał co to znaczy stracić ją, jego ukochaną Isabellę.
Tak będzie lepiej, tłumaczył sobie Seweryn, idąc boso przez brukowany chodnik. Gdy się skończył, jego stopy poczuły wilgotny piasek, który zaraz się przykleił do jego stóp.
                   Znowu jest tak samo jak kiedyś. Częste kłótnie, za dużo przykrych słów, gniew, wrzaski. Ale zawsze po paru chwilach obydwoje nie mogli znieść tej sytuacji i chcieli stworzyć na nowo dobrą atmosferę. Ale tym razem to on nie pozwolił na to odchodząc. Prawdopodobnie gdyby został, gdyby stał obok niej w kuchni, przeprosiliby się nawzajem i byłoby dalej wszystko dobrze. Zapomnieliby o kłótni, przykrych słowach i o całym świecie. Bo przecież mieli siebie, a to już nie klucz do sukcesu, a sam sukces.
Przypomniał sobie jedną walkę, w której jego zmarły przyjaciel Szymon, powiedział mądre słowa.
"Przełomowe chwile określają to kim jesteśmy"
Gdy dostał potężnego lewego sierpowego, nie chciał się podnosić. Czuł jak jego policzek i szczęka płoną. Przed oczami miał widok na ludzi krzyczących "RUSZAJ SIĘ". I ruszył się.
Wstał, a to już połowa do sukcesu. Przepłukał usta. Walczył dalej. Dostał złoty pas bokserski wygrywając z pięcioma najlepszymi z Polski.
                       Postanowił wrócić do domu, który pewnie jest pusty. Adam na pewno jest z Kamilą, właścicielką mieszkania. Dziwił się, dlaczego ona mu się podoba. Przecież to dziwka...
Wszedł do mieszkania, nie mogąc uwierzyć własnym oczom...


Cześć :)
Przepraszam, że dziś tak krótko, ale mam nadzieję, że spodoba się :)
Miłego dnia!

sobota, 2 maja 2015

Rozdział VII

Wewnętrzna potrzeba drugiej osoby

"Punkt startu nie musi określać człowieka na zawsze"


                        Następnego dnia z samego rana poszedł na plażę, z nadzieją, że ona tam będzie. Szedł myśląc co jej powiedzieć. Że to wszystko jest prawdą? Że przez niego by zginęła?
Za wszystko zaczął obwiniać tylko siebie, zapominając, że ludzie na pewne sprawy nie mają wpływu. Ale on był przekonany, że gdyby nie to wszystko, ona by nadal była widoma.
Gdy wyszedł z brukowanej uliczki, widział już plażę. Słońce grzało, morze obijało się o głazy, a na jednym z nich siedziała ona. Smutna ale nadal z silną postawą, którą tylko ona potrafiła przybrać.
Nagle zza niej wyłonił się Tomek, który już dążył w jej kierunku. Stanął.
- Cześć. - powiedział szeptem - Słyszałem o tym, co się stało.
- Serio? O mój Boże, to n pewno dla ciebie straszna wiadomość.
- Bądź poważny. Matka jej niczego nie wyjawiła. Powiedziała, że kiedyś próbowałeś mnie pobić. Kolejne jej kłamstwo.
- To trzeba zakończyć!
- Nie proszę, nie! To ją zrujnuje!
- Nie ma innego wyjścia. Ja nie pozwolę na to.
Tomek uniósł rękę w geście aby przestał mówić. Jego twarz przybrała biały kolor.
- Chodzi o to, że jeżeli ona się dowie, nie znienawidzi tylko matki... ale też mnie. A tego nie przeżyję. Musiałem się zmienić dla niej. Przez ostatnie dwa lata, ciągle tylko przy niej byłem, żadnego miejsca na inne dziewczyny. Tylko ona.
- Od tamtego czasu nie miałem dziewczyny...
- Proszę nie mów jej.
- Zobaczę. Ale ja też mam prośbę. Powiedz jej, że to nie prawda. Proszę.
Tomek odszedł, a Seweryn poczuł słony smak łez.

~*~

                    Był już początek lipca. Brak znaków życia od Isabelli. Jedynym "mediatorem" pomiędzy Sewerynem, a Isabellą był Tomek. Znowu siedział cały dzień przed telewizorem oglądając galę boksu lub inne tego typu programy. Codziennie chodził nad plażę, lecz nigdy nie miał na tyle odwagi aby podejść do niej. Zresztą, nie mógł. Siedział wpatrzony w nią i tylko robił jej zdjęcia, nic więcej. Trawił każdy jej ruch poza domem. To stało się jego obsesją. Chciał wszystko wiedzieć i widzieć co dotyczyło Isabelli. Aż w końcu dziś nastąpił ten dzień, kiedy postanowił dać sobie spokój, przynajmniej na chwilę. Adam wyszedł z jakąś laską, która tej nocy nocowała u niego w pokoju. Pomyślał, że nigdy nie chciałby być taki jak on. Obojętny. Bez jakichkolwiek zasad. Pragnący brać, a nie dawać.
I znowu trzymał telefon w ręce, chcąc zadzwonić do niej. A podobno miał to być dzień wolny. Jego głowa eksplodowała od kilku nieprzespanych nocy. Poszedł do lodówki po piwo. Położył się na kanapie, przed nim w telewizji rozgrywała się walka. Nawet nie zauważył kiedy sięgnął po drugie. Zamieniając piwo na fajki podszedł do swojej torby na siłownię. Kolejne puste opakowanie walające się bezczynnie po mieszkaniu. Znowu położył się. Na reszcie zasnął.

~*~

                      Znowu obudziła się z mętlikiem w głowie po koszmarze z tą dziewczyną. Od dwóch tygodni pokazuje się jej twarz uśmiechniętej dziewczyny. Brązowe włosy, ciemne oczy, chuda. Zawsze jej się przedstawia, ale gdy się budzi nic nie pamięta. Potrząsnęła głową aby wymazać obrazy i wrócić do rzeczywistości. Dzwoni jej komórka. Sądząc po utworze to mama, więc postanowiła odebrać.
- Córuś, nie ma mnie w domu, jestem w pracy od samego rana i wrócę też pewnie późno, ponieważ mam dziś mnóstwo spotkań. Będę bardzo zajęta.
- Ok, nic się nie dzieje.
- Tomek zrobił ci śniadanie, i teraz pewnie jest na treningu. Bądź ostrożna, kocham cię!
- Ja ciebie też.
Zeszła po schodach, trzymając się barierki. Zastanawiała się gdzie jest Lili, gdyż zawsze po przebudzeniu się, był obok niej.
- Lili... Lili - wołała ją.
Usłyszała bicie ogonem o podłogę - jej charakterystyczny znak. Podeszła do jej legowiska, skąd usłyszała jej szczeknięcie. Schyliła się i pogłaskała ją. Uniosła mokrą rękę.
- Co ci jest Lili?
Ona jedynie lekko burknęła.
Isabella zaczęła panikować. Pobiegła szybko po telefon. Stanęła i zawahała się.
Nie odbierał. " No przecież, że nie odbierze! Ale jestem głupia. "
- Halo? - usłyszała zaspany głos.
- Seweryn? - zaczęła płakać - Przepraszam... po prostu przepraszam.
- Izzy, co się dzieje? - powiedział poważnym tonem.
- Lili, coś jej jest. Proszę, przyjedź...
- Zaraz będę!
Czekała ze zniecierpliwieniem. Klęczała prze Lili i modliła się, żeby przeżyła. Usłyszała piski. To szczeniaczki? Nie chciała dotykać ich, bo nie wie jak się zachowa Lili. Poszła po aparat i robiła zdjęcia.
- Jestem! Izzy? - krzyknął zmęczonym głosem wchodząc w hol.
- Tutaj! To szczeniaczki!
- Co? - zapytał już luźnym tonem.
- Szczeniaczki. - uśmiechnęła się przez łzy.
Stanął i patrzył na nią. Była piękna, choć miała ręce w krwi, zaspane oczy, pogniecone włosy, była cudowna.
- Jest ich trzy! - był zaskoczony.
Ukląkł obok niej.
- Gdzie masz ręczniki? Trzeba je wyczyścić, żeby się nie udusiły.
- Tam, na lewo, w kuchni. - słyszała jego kroki.
Była ucieszona, gdy przyszedł. Pomimo tego co mówiła jej matka, chciała mu to wszystko wybaczyć, choćby ze względu, że przyszedł. Świadczy to o nim wiele. Gdy przyszedł miała ochotę rzucić mu się na szyję. Trudno było jej to przyznać, ale stęskniła się za nim.
- Dziękuję ci. - przyznała w końcu, gdy Sewek wycierał maluszki.
- Nie ma za co.
- Ale chyba nie rozumiesz. Tu chodzi o coś więcej, bo ty mnie nauczyłeś żyć...
- Jak to? - skrzywił się.
- Przedtem byłam taka osowiała, wrak człowieka. A po tej całej akcji z moją mamą stwierdziłam, że nie możesz być aż tak zły. No i jeszcze zadajesz się z niewidomą, to już w ogóle szacun!
- Ej nie przesadzaj. Po prostu cię... lubię.
- Tylko?
- Nie. - to słowo wisiało w powietrzu, aż ona to przerwała.
Zbliżyła się instynktownie ku jego ustom. Teraz to on przejął inicjatywę, całując ją. Delikatnie. Tak jakby robił to pierwszy raz. Niezapomniany pierwszy pocałunek z nią.
Uśmiechnęła się. Tylko uśmiechnęła się, a jego serce szalało z radości.
"Dobrze, że tego nie widzi."
- Duże te szczeniaki! - Seweryn postanowił przerwać milczenie.
- Daj mi jednego potrzymać, proszę.
                     Trzy szczeniaki były biszkoptowe, a jeden cały czarny. Isabella martwiła się, co powie jej mama, ale teraz, gdy je przytulała, nie odda ich nikomu. Będzie się nimi opiekowała.
- Jak myślisz, mama pozwoli mi wziąć udział w tym konkursie tanecznym?
- Musisz ją uprosić, potrzebny będzie jej podpis.
- No to się nie uda... a gdyby podrobić?
- Poczekaj, zapytasz jej, może akurat.
- Dobrze wiesz, że to nie możliwe.
- Zobaczysz, pozwoli.
Isa chwyciła za aparat i zaczęła robić mu zdjęcia, gdy bawił się ze szczeniaczkami. Co prawda były malutkie, ale tuliły się do rąk, wyczuwając ich ciepło.
- Dlaczego moja matka nazwała cię kryminalistą?
- Bo może na takiego wyglądam.
- Hym? Jak można wyglądać na kryminalistę?
- Tatuaże, ciało, fryzura. Jej to zresztą wszystko nie pasuje, widzę.
- Masz tatuaż? - zrobiła zaskoczoną minę, ponieważ ona też ma, ale nikt o tym nie wiedział.
- Tak.
- A jaki? Co przedstawia? Duży?
- Smok, płomienie... i coś jeszcze.
- O jeju, co takiego?
- Jeżeli odzyskasz wzrok, to ci pokażę.
- Mam nadzieję, że nie jest gdzieś, no wiesz...
- Nie, nie - roześmiał się na głos - nic z tych rzeczy.
- To dobrze. - uśmiechnęła się - Naucz mnie lepiej tańczyć.
- Ty to umiesz robić!
- O mój Boże... baletki! Został tam!
- Poszedłem po nie później. Są u mnie w domu. Nie martw się.
- Kiedy są eliminacje?
- 15 lipca. Masz dokładnie 13 dni. Jeżeli byśmy codziennie trenowali, to wrócisz do formy.
- Jak to wrócę do formy?
- A ty tylko łapiesz mnie za słówka! Pomyliłem się - roześmiał się.
- Chyba cię polubiła... - powiedziała.
- Kto?
- Asia. - roześmiała się bardzo głośno patrząc na małego szczeniaczka.
- Asia dla takiego męskiego psa? Proszę cię! - i właśnie teraz pomyślał o Asi, ich przyjaciółce, która zginęła w wypadku.
ONA JĄ PAMIĘTA?
A może to zwykły zbieg okoliczności.