Wewnętrzna potrzeba drugiej osoby
"Punkt startu nie musi określać człowieka na zawsze"
Następnego dnia z samego rana poszedł na plażę, z nadzieją, że ona tam będzie. Szedł myśląc co jej powiedzieć. Że to wszystko jest prawdą? Że przez niego by zginęła?
Za wszystko zaczął obwiniać tylko siebie, zapominając, że ludzie na pewne sprawy nie mają wpływu. Ale on był przekonany, że gdyby nie to wszystko, ona by nadal była widoma.
Gdy wyszedł z brukowanej uliczki, widział już plażę. Słońce grzało, morze obijało się o głazy, a na jednym z nich siedziała ona. Smutna ale nadal z silną postawą, którą tylko ona potrafiła przybrać.
Nagle zza niej wyłonił się Tomek, który już dążył w jej kierunku. Stanął.
- Cześć. - powiedział szeptem - Słyszałem o tym, co się stało.
- Serio? O mój Boże, to n pewno dla ciebie straszna wiadomość.
- Bądź poważny. Matka jej niczego nie wyjawiła. Powiedziała, że kiedyś próbowałeś mnie pobić. Kolejne jej kłamstwo.
- To trzeba zakończyć!
- Nie proszę, nie! To ją zrujnuje!
- Nie ma innego wyjścia. Ja nie pozwolę na to.
Tomek uniósł rękę w geście aby przestał mówić. Jego twarz przybrała biały kolor.
- Chodzi o to, że jeżeli ona się dowie, nie znienawidzi tylko matki... ale też mnie. A tego nie przeżyję. Musiałem się zmienić dla niej. Przez ostatnie dwa lata, ciągle tylko przy niej byłem, żadnego miejsca na inne dziewczyny. Tylko ona.
- Od tamtego czasu nie miałem dziewczyny...
- Proszę nie mów jej.
- Zobaczę. Ale ja też mam prośbę. Powiedz jej, że to nie prawda. Proszę.
Tomek odszedł, a Seweryn poczuł słony smak łez.
~*~
Był już początek lipca. Brak znaków życia od Isabelli. Jedynym "mediatorem" pomiędzy Sewerynem, a Isabellą był Tomek. Znowu siedział cały dzień przed telewizorem oglądając galę boksu lub inne tego typu programy. Codziennie chodził nad plażę, lecz nigdy nie miał na tyle odwagi aby podejść do niej. Zresztą, nie mógł. Siedział wpatrzony w nią i tylko robił jej zdjęcia, nic więcej. Trawił każdy jej ruch poza domem. To stało się jego obsesją. Chciał wszystko wiedzieć i widzieć co dotyczyło Isabelli. Aż w końcu dziś nastąpił ten dzień, kiedy postanowił dać sobie spokój, przynajmniej na chwilę. Adam wyszedł z jakąś laską, która tej nocy nocowała u niego w pokoju. Pomyślał, że nigdy nie chciałby być taki jak on. Obojętny. Bez jakichkolwiek zasad. Pragnący brać, a nie dawać.
I znowu trzymał telefon w ręce, chcąc zadzwonić do niej. A podobno miał to być dzień wolny. Jego głowa eksplodowała od kilku nieprzespanych nocy. Poszedł do lodówki po piwo. Położył się na kanapie, przed nim w telewizji rozgrywała się walka. Nawet nie zauważył kiedy sięgnął po drugie. Zamieniając piwo na fajki podszedł do swojej torby na siłownię. Kolejne puste opakowanie walające się bezczynnie po mieszkaniu. Znowu położył się. Na reszcie zasnął.
~*~
Znowu obudziła się z mętlikiem w głowie po koszmarze z tą dziewczyną. Od dwóch tygodni pokazuje się jej twarz uśmiechniętej dziewczyny. Brązowe włosy, ciemne oczy, chuda. Zawsze jej się przedstawia, ale gdy się budzi nic nie pamięta. Potrząsnęła głową aby wymazać obrazy i wrócić do rzeczywistości. Dzwoni jej komórka. Sądząc po utworze to mama, więc postanowiła odebrać.
- Córuś, nie ma mnie w domu, jestem w pracy od samego rana i wrócę też pewnie późno, ponieważ mam dziś mnóstwo spotkań. Będę bardzo zajęta.
- Ok, nic się nie dzieje.
- Tomek zrobił ci śniadanie, i teraz pewnie jest na treningu. Bądź ostrożna, kocham cię!
- Ja ciebie też.
Zeszła po schodach, trzymając się barierki. Zastanawiała się gdzie jest Lili, gdyż zawsze po przebudzeniu się, był obok niej.
- Lili... Lili - wołała ją.
Usłyszała bicie ogonem o podłogę - jej charakterystyczny znak. Podeszła do jej legowiska, skąd usłyszała jej szczeknięcie. Schyliła się i pogłaskała ją. Uniosła mokrą rękę.
- Co ci jest Lili?
Ona jedynie lekko burknęła.
Isabella zaczęła panikować. Pobiegła szybko po telefon. Stanęła i zawahała się.
Nie odbierał. " No przecież, że nie odbierze! Ale jestem głupia. "
- Halo? - usłyszała zaspany głos.
- Seweryn? - zaczęła płakać - Przepraszam... po prostu przepraszam.
- Izzy, co się dzieje? - powiedział poważnym tonem.
- Lili, coś jej jest. Proszę, przyjedź...
- Zaraz będę!
Czekała ze zniecierpliwieniem. Klęczała prze Lili i modliła się, żeby przeżyła. Usłyszała piski. To szczeniaczki? Nie chciała dotykać ich, bo nie wie jak się zachowa Lili. Poszła po aparat i robiła zdjęcia.
- Jestem! Izzy? - krzyknął zmęczonym głosem wchodząc w hol.
- Tutaj! To szczeniaczki!
- Co? - zapytał już luźnym tonem.
- Szczeniaczki. - uśmiechnęła się przez łzy.
Stanął i patrzył na nią. Była piękna, choć miała ręce w krwi, zaspane oczy, pogniecone włosy, była cudowna.
- Jest ich trzy! - był zaskoczony.
Ukląkł obok niej.
- Gdzie masz ręczniki? Trzeba je wyczyścić, żeby się nie udusiły.
- Tam, na lewo, w kuchni. - słyszała jego kroki.
Była ucieszona, gdy przyszedł. Pomimo tego co mówiła jej matka, chciała mu to wszystko wybaczyć, choćby ze względu, że przyszedł. Świadczy to o nim wiele. Gdy przyszedł miała ochotę rzucić mu się na szyję. Trudno było jej to przyznać, ale stęskniła się za nim.
- Dziękuję ci. - przyznała w końcu, gdy Sewek wycierał maluszki.
- Nie ma za co.
- Ale chyba nie rozumiesz. Tu chodzi o coś więcej, bo ty mnie nauczyłeś żyć...
- Jak to? - skrzywił się.
- Przedtem byłam taka osowiała, wrak człowieka. A po tej całej akcji z moją mamą stwierdziłam, że nie możesz być aż tak zły. No i jeszcze zadajesz się z niewidomą, to już w ogóle szacun!
- Ej nie przesadzaj. Po prostu cię... lubię.
- Tylko?
- Nie. - to słowo wisiało w powietrzu, aż ona to przerwała.
Zbliżyła się instynktownie ku jego ustom. Teraz to on przejął inicjatywę, całując ją. Delikatnie. Tak jakby robił to pierwszy raz. Niezapomniany pierwszy pocałunek z nią.
Uśmiechnęła się. Tylko uśmiechnęła się, a jego serce szalało z radości.
"Dobrze, że tego nie widzi."
- Duże te szczeniaki! - Seweryn postanowił przerwać milczenie.
- Daj mi jednego potrzymać, proszę.
Trzy szczeniaki były biszkoptowe, a jeden cały czarny. Isabella martwiła się, co powie jej mama, ale teraz, gdy je przytulała, nie odda ich nikomu. Będzie się nimi opiekowała.
- Jak myślisz, mama pozwoli mi wziąć udział w tym konkursie tanecznym?
- Musisz ją uprosić, potrzebny będzie jej podpis.
- No to się nie uda... a gdyby podrobić?
- Poczekaj, zapytasz jej, może akurat.
- Dobrze wiesz, że to nie możliwe.
- Zobaczysz, pozwoli.
Isa chwyciła za aparat i zaczęła robić mu zdjęcia, gdy bawił się ze szczeniaczkami. Co prawda były malutkie, ale tuliły się do rąk, wyczuwając ich ciepło.
- Dlaczego moja matka nazwała cię kryminalistą?
- Bo może na takiego wyglądam.
- Hym? Jak można wyglądać na kryminalistę?
- Tatuaże, ciało, fryzura. Jej to zresztą wszystko nie pasuje, widzę.
- Masz tatuaż? - zrobiła zaskoczoną minę, ponieważ ona też ma, ale nikt o tym nie wiedział.
- Tak.
- A jaki? Co przedstawia? Duży?
- Smok, płomienie... i coś jeszcze.
- O jeju, co takiego?
- Jeżeli odzyskasz wzrok, to ci pokażę.
- Mam nadzieję, że nie jest gdzieś, no wiesz...
- Nie, nie - roześmiał się na głos - nic z tych rzeczy.
- To dobrze. - uśmiechnęła się - Naucz mnie lepiej tańczyć.
- Ty to umiesz robić!
- O mój Boże... baletki! Został tam!
- Poszedłem po nie później. Są u mnie w domu. Nie martw się.
- Kiedy są eliminacje?
- 15 lipca. Masz dokładnie 13 dni. Jeżeli byśmy codziennie trenowali, to wrócisz do formy.
- Jak to wrócę do formy?
- A ty tylko łapiesz mnie za słówka! Pomyliłem się - roześmiał się.
- Chyba cię polubiła... - powiedziała.
- Kto?
- Asia. - roześmiała się bardzo głośno patrząc na małego szczeniaczka.
- Asia dla takiego męskiego psa? Proszę cię! - i właśnie teraz pomyślał o Asi, ich przyjaciółce, która zginęła w wypadku.
ONA JĄ PAMIĘTA?
A może to zwykły zbieg okoliczności.
Haha <3 cudowny rozdział, no i te szczeniaczki :P zastanawiam się, jaki to tatuaż ma Isa, już nie mogę się doczekać kiedy się dowiem ;) A tak jeszcze odnośnie początku, to Seweryn jak jakiś psychopata xd robi zdjęcia niewidomej, patrzy na nią i nie podejdzie, obserwuje :D
OdpowiedzUsuń