Sukces zależy od podejścia
"Bo jeśli się cofasz, to tylko po to aby wziąć rozbieg"
Isabella tego wieczoru nie mogła usnąć. Wszyscy domownicy już spali, cały dom był pogrążony w ciszy. Lili cichutko chrapała i ruszała uszami wykazując swoją czujność. Biszkoptowa labradorka była jej przyjaciółką, wysłuchiwała jej narzekań, swoim pyszczkiem ocierała łzy, a podczas zabawy zawsze trwała obok niej. Mało komu pozwalała zbliżać się do niej za blisko. Zazwyczaj szczekała i szarpała smyczą. Isa już do tego przywykła, przeważnie wystarczyło, że szarpnęła lekko smyczą, a Lili zaraz się uspokajała.
Jej pokój był bardzo jasny. W jednej ze ścian miała specjalny otwór na podłużną sofę, a wokół niej na półeczkach były poukładane równo książki. Obok był mały stoliczek. Jej łóżko z ramami znajdowało się przy bordowej ścianie po drugiej stronie biblioteczki. Bardzo cieszyło ją to, że miała swój balkonik, lubiła rano wychodzić i czuć świeże powietrze. Jej ściany zdobiły różne obrazy, prawdopodobnie kwiatów. Miała swoją toaletkę z lustrem, ale rzadko z niej korzystała, ponieważ nie była jej potrzebna. Nie używała kosmetyków do twarzy, jedynie lubiła kupować kosmetyki do ciała i włosów. Na początku swojego nowego życia, chciała się nauczyć malować, ale wszyscy jej mówili, że jest piękna bez makijażu, więc od tamtej pory nie malowała się.
Miała długie blond włosy, mocno falowane. Jej oczy koloru zielononiebieskiego posiadały lekko żółte plamki, a jej nieodłącznym atutem, bądź przekleństwem, były wieczne rumieńce. Jej mama zawsze mówiła aby choć troszkę matowała je, ale to nic nie dawało. Jasne włosy plus opalona skóra i rumieńce niby bardzo ładnie pasowały do siebie, ale zawsze gdy się stresowała czuła że płonęła.
Gdy ostatni raz zobaczyła godzinę 4:45 nakazała sobie usnąć w trybie natychmiastowym. I udało się jej.
~*~
Jasne promienie słońca obudziły Seweryna. Odruchowo spojrzał na telefon i szybko wstał z łóżka. Była godzina 6:10, gdzie za ok. 30 minut miał busa. Adam dzwonił do niego 7 razy, a on nie słyszał wibracji. Z pośpiechem ubrał czarną sportową koszulkę i jeansowe spodenki z paskiem z Dilla. Cieszył się, że spakowania się nie przełożył na dziś, tylko wczoraj to zrobił. Zszedł na dół do kuchni i obudził ciotkę z prośbą o podwiezienie go na stację.
- A gdzie się wybierasz? - zapytała zaspana ciotka Lidia.
- Jadę z Adamem do Władysławowa. - Uśmiechnął się do niej, a ciotka od razu załapała.
- Zapewne nie na wakacje, ty sobie nigdy nie robisz wolnego od pracy... - rzuciła Lidia.
- I tym razem cię rozczaruję, jadę odpocząć. - posłał jej swoje bajeranckie spojrzenie.
- Ja już znam to twoje "jadę odpocząć". Co będziesz tam robił? - Lidia nie dawała za wygraną.
- Lidka, jadę odetchnąć od Warszawy, to miasto przywołuje dużo smutnych wspomnień, tak jak te blizny. Od blizn nie ucieknę, a od miasta tak. - powiedział już poważnie.
- Dobrze, rozumiem cię - a po chwili dodała - Czy to ma związek z Isabellą?
- Nie bądź wścibska. - Seweryn powoli zaczął się denerwować.
- Przepraszam, ale wiesz, że lubię wszystko wiedzieć... - popatrzyła na niego, podczas kierowania autem.
- To tak, jadę, bo ona tam jest. Chcę zobaczyć jak się trzyma, chcę się dowiedzieć co u niej słychać.
- Jeśli masz szansę to oczywiście masz prawo. Jesteś dorosły, tylko proszę cię, uważaj na siebie. - byli już na stacji, ale busa jeszcze nie było, więc postanowili chwile porozmawiać. - Potrzebujesz kasy?
- Wiesz, że mam pieniądze. - odparł.
- Ale jak ci braknie, to proszę, zadzwoń, przeleje ci na konto tyle ile będzie ci potrzebne.
Adam pocałował ją w policzek, podziękował za przywiezienie i poszedł na stację.
Nigdy bym nie wziął od jej pieniędzy, pomyślał. Jego rodzice przed śmiercią prowadzili sklep odzieżowy. Cały majątek został przelany na jego konto, a przedsiębiorstwo zostało jego. Sprzedał działalność swojej ciotce, która dobrze się nim opiekowała. Seweryn prawie cały majątek dał jej, mówiąc, że on nie potrzebuje go. Zachował ok. 30 tys. na wszelki wypadek.
- Siema, siema. - powitał Adama.
- Cześć, zaraz będzie chyba bus.
- Spoko, ej stary, dzięki za ten adres i w ogóle. Tak sobie myślę, że może warto będzie ją zobaczyć po tylu latach.
- No to raczej, na pewno niezła z niej dupa.
- Nie mów tak. - popatrzył za Adama jakby miał go zaraz zabić.
- Ej a tą bitwę w klatce, kiedy miałeś mieć? - zapytał Adam, zmieniając temat.
- Niby 5 czerwca, ale nie biorę udziału tym razem.
- Stary, mam nadzieję, że nie rezygnujesz na zawsze z tego. - ciągnął Adam.
- Myślałem nad tym.
- Ej no bez jaj, jesteś w tym dobry! Każdy się boi z tobą walczyć, a ty w takim momencie rezygnujesz?
- Ale to nie ty chodzisz z poobijanymi kośćmi po walce, tylko ja. Ból to chwilowe rozwiązanie na problemy. Nie zapomnę o Isabelli bo bolą mnie żebra. To nie tak.
Bus już przyjechał, Seweryn usiadł na pojedynczym miejscu, a Adam dosiadł się do pewnej ślicznej brunetki i zaczął ją kokietować. Ona oczywiście załapała jego żarty i wdała się w rozmowę z nim. Jeszcze nie wie jaki on jest głupi, pomyślał Seweryn z uśmiechem na twarzy. Włożył słuchawki w uszy i wsłuchiwał się w tekst ulubionych piosenek.
- Siema, siema. - powitał Adama.
- Cześć, zaraz będzie chyba bus.
- Spoko, ej stary, dzięki za ten adres i w ogóle. Tak sobie myślę, że może warto będzie ją zobaczyć po tylu latach.
- No to raczej, na pewno niezła z niej dupa.
- Nie mów tak. - popatrzył za Adama jakby miał go zaraz zabić.
- Ej a tą bitwę w klatce, kiedy miałeś mieć? - zapytał Adam, zmieniając temat.
- Niby 5 czerwca, ale nie biorę udziału tym razem.
- Stary, mam nadzieję, że nie rezygnujesz na zawsze z tego. - ciągnął Adam.
- Myślałem nad tym.
- Ej no bez jaj, jesteś w tym dobry! Każdy się boi z tobą walczyć, a ty w takim momencie rezygnujesz?
- Ale to nie ty chodzisz z poobijanymi kośćmi po walce, tylko ja. Ból to chwilowe rozwiązanie na problemy. Nie zapomnę o Isabelli bo bolą mnie żebra. To nie tak.
Bus już przyjechał, Seweryn usiadł na pojedynczym miejscu, a Adam dosiadł się do pewnej ślicznej brunetki i zaczął ją kokietować. Ona oczywiście załapała jego żarty i wdała się w rozmowę z nim. Jeszcze nie wie jaki on jest głupi, pomyślał Seweryn z uśmiechem na twarzy. Włożył słuchawki w uszy i wsłuchiwał się w tekst ulubionych piosenek.
~*~
Isa po zajęciach w szkole, jak zwykle wróciła do domu z jej bratem, który zawsze po nią przyjeżdżał. Będąc już w domu przywitała Lili całusem w czoło, przebrała się w mniej eleganckie ciuchy i z Tomkiem poszła na zakupy. Tomek był jej prawą ręką, pomagał w nauce i był jej "oprowadzaczem" po świecie. Gdy weszli do jednego ze sklepów sportowych Isa zapragnęła kupić sobie jakieś dresy, stwierdzając, że jeszcze nigdy nie miała takich szerokich spodni na sobie. Tomek wiedział, że to było kłamstwo, i to był moment gdy chciał jej wszystko opowiedzieć, to co się stało. Przecież ona uwielbiała nosić dresy. Właściwie to wszystko co uwielbiała, został jej zabrane, pomyślał. Te myśl zasmuciła go, co od razu Isa wyczuła.
- Coś się stało? - zapytała z troską, taką jaką tylko ona potrafiła.
"Nie, nic, oprócz tego, że cholera kiedyś znienawidzisz mnie za to, co każą mi ukrywać"
- Nic, wydaje ci się. - uśmiechnął się tak bardzo jak tylko mógł, aby wyczuła jego emocje.
- Uff, to dobrze, już myślałam, że tak okropnie wyglądam w tych spodniach. - zażartowała i podała mu aparat, z którym się nie rozstawała - Zrób mi zdjęcie!
Isabella zrobiła jak zwykle głupią minę, nigdy nie lubiła robić poważnych min do zdjęć. Zawsze twierdziła, że będzie miała z czego się śmiać z jej dziećmi.
Tomek nie zawsze rozumiał Isabellę, często zadawał sobie pytanie: Dlaczego pomimo jej stanu, nadal znajduje czas i ochotę na głupie i zwariowane rzecz? On na pewno nie dałby sobie z tym rady. Ale to była prawda, Isa należała do osób z twardym charakterem. Nie dałaby sobą pomiatać, ani nikomu służyć, ale za to Tomek nie znał innej osoby, która jest równie szczęśliwa.
Gdy dojechali na miejsce była godzina 13:00. Adam ten czas spędził bardzo miło i przyjemnie, zabawiając brunetkę. Gdy Seweryn przypadkowo słyszał teksty Adama typu "walczę w klatkach, to moja pasja, chodzę na siłownię od małego chłopczyka, kiedy byłem mały, rodzice już widzieli we mnie tą gwiazdkę, która mówiła, że będę kimś w świecie boksu" to chciało mu się śmiać. To on walczył w klatce, on chodził na siłownie. Adam w ostatnim czasie myślał tylko o dziewczynach, jeszcze ten jego tekst odnośnie Isy "na pewno niezła z niej dupa" to zaczął się zastanawiać czy to dobrze, że zabrał się z nim. No, ale za to zawdzięczał mu jej adres i załatwił mieszkanie. Gdy szli po ulicy, widoki były świetne. W Warszawie na pewno nie było tylu drzew, co jest tutaj. Nie chciało im się iść nad morze już dziś, woleli poszukać mieszkania i zasnąć po długiej i żmudnej podróży. Szli długą wąską ulicą i tylko szukali odgałęzionej ulicy Jastrzębskiej. Po dłuższej chwili znaleźli ją i weszli do wysokiego żółtego budynku z małym ogródkiem.
- Dzień dobry, to pani jest właścicielką? - zapytał Seweryn wchodząc w pierwsze drzwi.
- O cześć cześć. Tak, jestem Kamila, mówcie mi Kama.
- Cześć, jestem Adam a to mój kumpel Seweryn. - wskazał ręką na Seweryna.
- O przystojniaczki z was! - była taka bezpośrednia, że Seweryn wytrzeszczył oczy. - Oj ale szybko się peszysz... Sewerynie! - pokiwała przed jego nosem palcem - Nie wolno tak! - skarciła go.
Seweryn zostawił to bez komentarza. Pomimo tego, że dziewczyna była rzeczywiście ładna i miała dobrą figurę, nie spodobało mu się jej zachowanie. A może po prostu nie lubił takich lal?
Szli za nią, aż przystanęli przed pokojem. Kama podała klucz Sewerynowi, obłapiając jego rękę i dotykając ją po wszystkich palcach. Seweryn spojrzał na nią krzywo.
Weszli do pokoju nr 7, który był na pozór czysty. Nic nie śmierdziało, więc jest ok. Zamknęli się i poszli spać, każdy na swoje łóżko.
- Ej ty, wyluzuj. Ta laska leci na ciebie, a ty ją mieszasz z błotem. - zaczął Adam i walnął się na łóżko.
- Daj spokój, widziałeś co ona robi? - zapytał ironicznie.
- Niezła laska... - wymamrotał i usnął.
Seweryn męczył się jeszcze przez pół godziny, myśląc, że jak się obudzi będzie szukał Isy. Już nawet sobie wyobrażał, jak ona go całuje i mówi że nadal go kocha. Miał ochotę uderzyć się w twarz za takie myśli, ale właśnie usnął ze zmęczenia. Kiedyś usnął tak przy Isabelli, gdy wrócił bardzo zmęczony po robocie, wtedy ona lubiła go głaskać po włosach i miziać po umięśnionych barkach.
Gdy obudził się, była 3 w nocy. Postanowił nie siedzieć na dupie i myśleć dalej o bzdetach, tylko wziął jeden z kluczy do mieszkania, napisał na kartce o tym, że wychodzi i zamknął drzwi i wyszedł. W twarz zawiał mu chłodny morski wiatr. Jak na początek czerwca, było zimno. Zapiął czarno błękitną kurtkę i ruszył wzdłuż ulicy trzymając w rękach karteczkę z jej adresem. Przeszedł wzdłuż ulicy Elizy Orzeszkowej i zatrzymał się. Wokół niego były duże, bogate domy. W jednym z nich była ona. Isabella.
Szukał numeru 43, aż stanął przed jednym oświetlanym domem koloru żółtego. Miał piękny ogród, ogromny taras i oczko wodne. Ciekawe czy mają ryby? - zapytał bezsensownie sam siebie.
Nie miał zamiaru siedzieć o 4 nad ranem przed jej domem, więc zrobił sobie spacer krajoznawczy. Kilometr dalej była plaża. Ściągnął swoje adidasy i skarpetki i ruszył w stronę morza. Ucieszył się, gdy pierwszy raz w życiu, poczuł jego chłód. Nigdy nie miał okazji wyjechać nad morze, a teraz stoi z zamoczonymi stopami. Słońce już świeciło, niebo robiło się różowawo błękitne. Poszedł usiąść na jednym z głazów. Po chwili położył się na nim i zmógł go sen.
Isa szybko się zebrała, założyła sportowe buty i nakarmiła Lili. Szczęśliwy pies tylko czekał na poranny spacer, a gdy zobaczyła czerwoną smycz stałą spokojnie czekając aż Isa ją ubierze. Wychodząc krzyknęła do mamy, że idzie pobiegać. Jej mama zawsze była sceptycznie nastawiona co do jej przechadzek, ale wiedziała, że przez jej stan, nie może wiecznie jej więzić w domu.
Do plaży miała niedaleko, około kilometr. Doszła w przeciągu 15 minut. Idąc po zimnym piasku, czuła się zrelaksowana. Uwielbiała to uczucie, nie mogła zrozumieć ludzi, którzy zawsze ubierają klapki by nie chodzić po piasku. Morze było spokojne, a promienie słońca ogrzewały jej twarz.
- Aaaaaaa!!!!!!!! - Krzyczała ze strachu, dopiero później zajarzyła, że nie potrzebnie, bo to była jakaś osoba, Lili zaczęła szczekać. - O matko przepraszam cię! - natychmiast odskoczyła od osoby leżącej na głazie i zabrała Lili. - N...nie chciałam. Przepraszam. - odwróciła się i nakazała labradorce przestać szczekać i prowadzić ją.
Seweryn również się przestraszył, zwłaszcza że nie lubił psów. Dziewczyna z kitką i z dużymi okularami na nosie, kogoś mu przypominała. Te usta...
- Izzy? - zapytał Seweryn.
- Coś się stało? - zapytała z troską, taką jaką tylko ona potrafiła.
"Nie, nic, oprócz tego, że cholera kiedyś znienawidzisz mnie za to, co każą mi ukrywać"
- Nic, wydaje ci się. - uśmiechnął się tak bardzo jak tylko mógł, aby wyczuła jego emocje.
- Uff, to dobrze, już myślałam, że tak okropnie wyglądam w tych spodniach. - zażartowała i podała mu aparat, z którym się nie rozstawała - Zrób mi zdjęcie!
Isabella zrobiła jak zwykle głupią minę, nigdy nie lubiła robić poważnych min do zdjęć. Zawsze twierdziła, że będzie miała z czego się śmiać z jej dziećmi.
Tomek nie zawsze rozumiał Isabellę, często zadawał sobie pytanie: Dlaczego pomimo jej stanu, nadal znajduje czas i ochotę na głupie i zwariowane rzecz? On na pewno nie dałby sobie z tym rady. Ale to była prawda, Isa należała do osób z twardym charakterem. Nie dałaby sobą pomiatać, ani nikomu służyć, ale za to Tomek nie znał innej osoby, która jest równie szczęśliwa.
~*~
Gdy dojechali na miejsce była godzina 13:00. Adam ten czas spędził bardzo miło i przyjemnie, zabawiając brunetkę. Gdy Seweryn przypadkowo słyszał teksty Adama typu "walczę w klatkach, to moja pasja, chodzę na siłownię od małego chłopczyka, kiedy byłem mały, rodzice już widzieli we mnie tą gwiazdkę, która mówiła, że będę kimś w świecie boksu" to chciało mu się śmiać. To on walczył w klatce, on chodził na siłownie. Adam w ostatnim czasie myślał tylko o dziewczynach, jeszcze ten jego tekst odnośnie Isy "na pewno niezła z niej dupa" to zaczął się zastanawiać czy to dobrze, że zabrał się z nim. No, ale za to zawdzięczał mu jej adres i załatwił mieszkanie. Gdy szli po ulicy, widoki były świetne. W Warszawie na pewno nie było tylu drzew, co jest tutaj. Nie chciało im się iść nad morze już dziś, woleli poszukać mieszkania i zasnąć po długiej i żmudnej podróży. Szli długą wąską ulicą i tylko szukali odgałęzionej ulicy Jastrzębskiej. Po dłuższej chwili znaleźli ją i weszli do wysokiego żółtego budynku z małym ogródkiem.
- Dzień dobry, to pani jest właścicielką? - zapytał Seweryn wchodząc w pierwsze drzwi.
- O cześć cześć. Tak, jestem Kamila, mówcie mi Kama.
- Cześć, jestem Adam a to mój kumpel Seweryn. - wskazał ręką na Seweryna.
- O przystojniaczki z was! - była taka bezpośrednia, że Seweryn wytrzeszczył oczy. - Oj ale szybko się peszysz... Sewerynie! - pokiwała przed jego nosem palcem - Nie wolno tak! - skarciła go.
Seweryn zostawił to bez komentarza. Pomimo tego, że dziewczyna była rzeczywiście ładna i miała dobrą figurę, nie spodobało mu się jej zachowanie. A może po prostu nie lubił takich lal?
Szli za nią, aż przystanęli przed pokojem. Kama podała klucz Sewerynowi, obłapiając jego rękę i dotykając ją po wszystkich palcach. Seweryn spojrzał na nią krzywo.
Weszli do pokoju nr 7, który był na pozór czysty. Nic nie śmierdziało, więc jest ok. Zamknęli się i poszli spać, każdy na swoje łóżko.
- Ej ty, wyluzuj. Ta laska leci na ciebie, a ty ją mieszasz z błotem. - zaczął Adam i walnął się na łóżko.
- Daj spokój, widziałeś co ona robi? - zapytał ironicznie.
- Niezła laska... - wymamrotał i usnął.
Seweryn męczył się jeszcze przez pół godziny, myśląc, że jak się obudzi będzie szukał Isy. Już nawet sobie wyobrażał, jak ona go całuje i mówi że nadal go kocha. Miał ochotę uderzyć się w twarz za takie myśli, ale właśnie usnął ze zmęczenia. Kiedyś usnął tak przy Isabelli, gdy wrócił bardzo zmęczony po robocie, wtedy ona lubiła go głaskać po włosach i miziać po umięśnionych barkach.
Gdy obudził się, była 3 w nocy. Postanowił nie siedzieć na dupie i myśleć dalej o bzdetach, tylko wziął jeden z kluczy do mieszkania, napisał na kartce o tym, że wychodzi i zamknął drzwi i wyszedł. W twarz zawiał mu chłodny morski wiatr. Jak na początek czerwca, było zimno. Zapiął czarno błękitną kurtkę i ruszył wzdłuż ulicy trzymając w rękach karteczkę z jej adresem. Przeszedł wzdłuż ulicy Elizy Orzeszkowej i zatrzymał się. Wokół niego były duże, bogate domy. W jednym z nich była ona. Isabella.
Szukał numeru 43, aż stanął przed jednym oświetlanym domem koloru żółtego. Miał piękny ogród, ogromny taras i oczko wodne. Ciekawe czy mają ryby? - zapytał bezsensownie sam siebie.
Nie miał zamiaru siedzieć o 4 nad ranem przed jej domem, więc zrobił sobie spacer krajoznawczy. Kilometr dalej była plaża. Ściągnął swoje adidasy i skarpetki i ruszył w stronę morza. Ucieszył się, gdy pierwszy raz w życiu, poczuł jego chłód. Nigdy nie miał okazji wyjechać nad morze, a teraz stoi z zamoczonymi stopami. Słońce już świeciło, niebo robiło się różowawo błękitne. Poszedł usiąść na jednym z głazów. Po chwili położył się na nim i zmógł go sen.
~*~
Isa szybko się zebrała, założyła sportowe buty i nakarmiła Lili. Szczęśliwy pies tylko czekał na poranny spacer, a gdy zobaczyła czerwoną smycz stałą spokojnie czekając aż Isa ją ubierze. Wychodząc krzyknęła do mamy, że idzie pobiegać. Jej mama zawsze była sceptycznie nastawiona co do jej przechadzek, ale wiedziała, że przez jej stan, nie może wiecznie jej więzić w domu.
Do plaży miała niedaleko, około kilometr. Doszła w przeciągu 15 minut. Idąc po zimnym piasku, czuła się zrelaksowana. Uwielbiała to uczucie, nie mogła zrozumieć ludzi, którzy zawsze ubierają klapki by nie chodzić po piasku. Morze było spokojne, a promienie słońca ogrzewały jej twarz.
- Aaaaaaa!!!!!!!! - Krzyczała ze strachu, dopiero później zajarzyła, że nie potrzebnie, bo to była jakaś osoba, Lili zaczęła szczekać. - O matko przepraszam cię! - natychmiast odskoczyła od osoby leżącej na głazie i zabrała Lili. - N...nie chciałam. Przepraszam. - odwróciła się i nakazała labradorce przestać szczekać i prowadzić ją.
Seweryn również się przestraszył, zwłaszcza że nie lubił psów. Dziewczyna z kitką i z dużymi okularami na nosie, kogoś mu przypominała. Te usta...
- Izzy? - zapytał Seweryn.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSupcio, naprawdę mi się podoba. Fajnie, że na nowym blogu też dodajesz gify, bo one są tak jakby dopełnieniem. Czekam na next. No właśnie, jak skończyłaś pisać Lazurowe spojrzenie, napisałaś, żeby cię poinformować jak stworze bloga. Na razie jest dopiero 1 rozdział, ale proszę napisz czy ci się podoba i co mam zmienić czy poprawić :)
OdpowiedzUsuńzyciewilczycy.blogspot.com
Przeczytam i z miłą chęcią będę odwiedzać :)
Usuń