Tajemnica
"Kocham Cię, bo pachniesz szczęściem na każdym kroku. Kocham Cię, bo mój cały świat ma barwę Twoich oczu..."
- Nikt tak do mnie jeszcze nie mówił... skąd znasz moje imię? - zapytała niepewnie, dodając - Znamy się?
Seweryn stał bez oddechu, nawet nie mógł ruszyć palcem. Po dwóch latach smutku, tęsknoty i cierpienia, ona stoi przed nim, a on nawet nie wie co powiedzieć. "Tak znamy się, byliśmy prawie parą, gdyby nie twoja kochana mamusia, byśmy byli szczęśliwą parą!" - pomyślał, ale nie zdecydował się na taki ruch.
- Mowę ci odjęło? Jesteś niemy? - zapytała całkiem poważnie. Chwyciła Lili mocniej.
- Niee... to znaczy, masz fajnego psa. - skomentował to. "Matko co ja mówię? Ale jestem beznadziejny! O psie gadam!"
Isabella wybuchła śmiechem, na co Seweryn się trochę speszył. "Śmieje się ze mnie! a co gorsza mnie nie pamięta", i to była prawda.
- Dzięki, to jak znasz mnie, że mówisz do mnie Izzy? Dziwne, bo nikt z rodziny, nie zdrabnia tak mojego imienia. - zza okularów nie mógł dojrzeć jej oczu. Jak zwykle się zarumieniła.
- Hej Isabella! - ktoś z dala zawołał donośnym męskim głosem.
Isa odwróciła się w stronę głosu. Seweryn od razu rozpoznał Tomka, który był już obok ich. Posłał mu zdziwione spojrzenie, ale nie odezwał się.
- Musimy wrócić do domu, bo babcia się źle poczuła. - tyle zdołał wydusić. - Idź już, ja zaraz dojdę do ciebie, nie martw się, to nic poważnego.
Isabella rozluźniła smycz Lili i ruszyła w stronę brukowanego chodnika, który znała już doskonale.
- Co ty tu robisz? Jak ją znalazłeś? - zwrócił się do Seweryna.
- Nie muszę ci się tłumaczyć!
- Akurat, że musisz. Nie pozwolę, abyś znowu zniszczył jej życie. Na szczęście nie pamięta ani ciebie, ani całej tej twojej zgrai.
- S...straciła pamięć? - zapytał łapiąc się za głowę.
- Tak przez ciebie, i zresztą nie tylko to.
- Co jej dolega? Nadal coś jest nie tak?
- A co cię to kurde obchodzi? Po wypadku cię to jakoś nie obchodziło! Ani razu nie przyszedłeś! Matka mówiła, że ciebie wypisali już dawno, i ani razu się nie zjawiłeś. Taki z ciebie był przyjaciel!
- Akurat, że obchodzi! A gdyby twoja matka jeszcze mówiła ci wszystko, to byś teraz dziękował mi!
- Jasne, już się palę do tego! Jesteś ostatnim chamem, żeby uciec z miejsca wypadku!
- Dobra, bo widzę, że z mamusią, która nie skończyła wam jeszcze opowiadać bajeczek, nie wygram. Ale wiedz, że teraz, gdy ją znalazłem, nie zrezygnuje. A twoja matka nie będzie miała jak mnie powstrzymać, nawet groźbami i policją!
Tomek wyraźnie się zmieszał na te słowa, ale widząc szczere spojrzenie Seweryna, stwierdził, że jednak coś musi być na rzeczy.
- Słuchaj, nie wiem jak tam było. Teraz nie mam czasu gadać, ale chcę rozwiązać tą sprawę - mówił łagodnym tonem - Ona o niczym nie pamięta, nic nie wie o tobie i twoich znajomych. Nie wie, że zdarzył się wypadek. Chcieliśmy oszczędzić jej wszystkiego, wymyślając bajkę o tym, że potłukła się na schodach i miała liczne urazy głowy. Proszę cię, nie wspominaj, że coś takiego było, że ty ją znasz, i o niczym z jej przeszłości dotyczącej ciebie! Ona tego nie pamięta! Jej pamięć rozpoczyna się w czasie przed poznaniem was. I od tamtej pory żyje, jakby żyła kilka lat temu, ale bez was. Rozumiesz? - Tomek wręcz błagalnym tonem zadał ostatnie pytanie.
- Możemy się kiedyś spotkać? Ja nie chcę kłótni, bo tobie zależy na niej tak samo jak mi.
- Dziś wieczorem? Masz czas? Tutaj jest taka mała knajpka "Słoneczna". O 20. - nie oglądając się za siebie, ruszył za Isą, którą ciągle obserwował, aby przypadkiem się nie potknęła.
~*~
Gdy Sewek wrócił do mieszkania, znowu nękała go ta kobieta, ubrana w dość wyzywający strój. Bluzka z głębokim dekoltem, krótkie potargane spodenki, boso. Z bluzki wylewały się obfite piersi, którymi właśnie prawie świeciła przed Sewerynem. On jednak nie zważając na ją, przywitał się i stojąc przed drzwiami próbował jak najszybciej zgadnąć który klucz jest do pokoju. Miał około 13 kluczy, a jeden z nich był jego wybawieniem przed Kamilą.
- Ale ty masz mięśnie. - wskazała na jego bicepsa i ścisnęła - Twardy - skomentowała.
- T.. tak. - zająkał się czując, że dziewczyna drugą ręką objęła jego pośladek. Odszedł o krok od niej.
- Uuuu zajęty, czy może boisz się mnie?
- Ani to ani to. Jest jeszcze opcja trzecia, ale bardziej okrutna. - specjalnie zrobił ironiczną smutną minę.
- Chętnie bym jej wysłuchała, u mnie, obok. - wskazała na pokój nr 5.
- Nie sądzę. Ale tak zabawa była by świetna, tylko że niestety idę do mojego chłopaka. Czeka na mnie i pewnie się martwi, biedaczek. - zrobił teatralną minę.
- Gej? Nie możliwe. - krzyknęła wstrząśnięta. - Jesteś zbyt przystojny jak na geja.
- Ja też lubię przystojnych, jesteśmy dwoje! - zaśmiał się, ale próbował mówić jak najpoważniej. 6 para kluczy nie pasowała, Seweryn zaczął tracić cierpliwość.
- Kochanie, otwórz mi drzwi! - krzyknął do Adama, który miał nadzieję, nie spał.
Kamila zrobiła ogromne oczy, gdy po chwili było słychać dźwięk zamka.
- Już kociaczku! - zaśmiał się Adam.
To była ich sztuczka na brzydkie dziewczyny. Udawali, że są gejami, zawsze mówili te same teksty, aby jeden drugiego zrozumiał. Częściej to Seweryn korzystał z ich "wyjścia bezpieczeństwa", ponieważ nie mógł się opędzić od natrętnych lasek.
Kamila powiedziała jedynie "AHA", odkręciła się na pięcie i odeszła.
- Dzięki stary. - powiedział wchodząc po pokoju.
Gdy weszli wybuchli takim dzikim śmiechem, jak nigdy.
- Mina Kamili była najlepsza ze wszystkich jakie dotąd widziałem! - Adam jedynie tyle zdołał powiedzieć.
Gdy się uspokoili, Seweryn opowiedział o Isabelli i jej bracie.
~*~
Isabella poczuła się oszukana, że musiała pod pretekstem babci, opuścić chłopaka. Gdy z nim rozmawiała, nawet przez tą chwilę, czuła się, że jego to nie obchodzi, czy ma taki defekt czy inny. Po prostu był uprzejmy. I to jego "Izzy". Nikt tak do niej nie mówił, a jej się zdawało, że chłopak ma wprawę w wymówieniu tego słowa. Jakby robił to codziennie.
Dziś sobota, ma jeszcze cały dzień, na to aby przejść się po plaży, ale prawdopodobnie dziś już nigdzie nie wyjdzie. Naszła ją ochota na granie na pianinie. Jej matka nie lubiła muzyki, nie mogła również zrozumieć skąd u niej się to wzięło. Ta wena, w tworzeniu swojego repertuaru.
Naciskała klawisze pianina z dużą precyzją, jakby grała od wielu lat, choć zaczęła nie całe dwa lata temu. Mając w głowie głos Seweryna zaczęła grać. Pięknie, melodyjnie. Tylko czekać, aż mama zaraz się zdenerwuje.
- Jezus, ciszej bądź! Na Boga, Isabello! - matka zawsze zwracała się do niej oficjalnie.
Isa zaczęła się śmiać, poprawiła włosy dłonią.
- Mam, tylko gram, nie denerwuj się tak. - ze śmiechem powiedziała.
- To graj ciszej, wiesz, że mam pracę.
- Dobrze. - odparła z powagą, widziała, że z mamą nigdy już nie pożartuje.
- A co ci tak do śmiechu, co? - zapytała z dociekliwością.
- Tak po protu, możesz iść, już nie będę grała. - stwierdziła beznamiętnym głosem.
Gdy matka wyszła, Isa miała zamiar znowu zacząć grać, ale przeszła jej chęć. Jak zwykle nie mogła nic robić, zwłaszcza tego co lubiła najbardziej, a każde jej sprzeciwienie wiązało się z siedzeniem w domu, bez wychodzenia. Tak, mając 18 lat, co prawda nie pełne jeszcze, dostawała kary za to co gra w jej duszy.
"Jeżeli nie mogę grać, to przynajmniej potańczę, tego nie usłyszy" - pomyślała. Przycisnęła przycisk radia, które oddało z siebie dźwięk muzyki klasycznej. Nie wiedziała skąd zna niektóre kroki, ale z każdym jej tańcem, coraz więcej umiała. Często słuchała audycje o tym jak nauczyć się tańczyć z czego większą część nie potrafiła sobie wyobrazić, ale próbowała na tyle ile mogła.
- Isa, jutro przypominam masz lekarza. Przyjdzie do nas o 15.00. - zawołał Tomek przed jej drzwiami.
- Ej Tomek, wejdź! - szepnęła.
- Potrzebujesz czegoś? Tańczyłaś? Mama będzie zła...
- Nie wie o tym. Powiedz mi, kim był ten chłopak?
Tomka ogarnęło lekki przestraszenie. Nie chciał jej nic mówić, dopóki, nie spotka się z Sewerynem w knajpie.
- Nie wiem, powiedziałem mu żeby się trzymał daleko od ciebie i posłuchał.
- Mogłeś być milszy! On był dla mnie bardzo miły! - nakrzyczała na niego.
- Cicho, jeszcze mama usłyszy i będzie problem. - powiedział szeptem.
- No dobra, ale przesadziłeś. Dlaczego nie mogłam go poznać, skoro on mnie znał?
- Może to ktoś ze szkoły? Przecież, nie możesz wiedzieć czy taki ktoś chodzi.
- Myślisz, że ona też był... no wiesz... - Isa nie lubiła słowa "niewidomy", kojarzyło się jej z osobą uzależnioną od innych.
- Nie wiem, bo nie patrzyłem. Miał okulary.
- A, dobrze, że ja też miałam, bo jeszcze by zobaczył. Bardzo widać, że nie mam żywego koloru oczu? - ściągnęła okulary, pierwszy raz. PIERWSZY RAZ OD WYPADKU. I pierwszy raz, on widział jej kolor oczu od czasu wypadku. Później nikomu nie pokazywała, jedynie lekarzowi, ponieważ wstydziła się ich odbarwienia.
- Nadal widzę w nich te piękne żółte kropeczki na zielononiebieskiej tęczówce. Nic się nie zmieniły. - troszkę skłamał, oczywiście były bledsze, ale rzeczywiście prawie nie zmieniły koloru.
- Mówisz serio?
- Oczywiście, są troszkę bledsze, ale ja różnicy ogromnej nie widzę, uwierz mi. - poklepał ją po ramieniu.
- Dzięki, a gdy przymrużę oczy nadal widać? - zapytała ze śmiechem.
- Nie, teraz nic nie widać. - odpowiedział z przekonaniem - Muszę lecieć na mecz. Poszłabyś ze mną?
- Jasne! A mama?
- Załatwię to. Ty się zbieraj i czekaj aż przyjdę po ciebie. Sama nie schodź ze schodów.
- Tyle razy schodziłam sama i dalej żyję! - obruszyła się nadopiekuńczością Tomka.
- Ale teraz ja jestem w domu i nie dyskutuj, bo nie pójdziesz nigdzie. - zaśmiał się.
- A daj spokój, idź już bo mnie denerwujesz! - popchnęła go ręką w bark, śmiejąc się.
Tomek zeszedł ze schodów, a Isa zaczęła szukać swojej przewiewne różowej bluzki wiązanej na dole. Do tego ubrała sobie jeansowe spodenki i złotą bransoletkę.
Rodzina Isabelli wiodła całkiem przyzwoite życie. Kiedyś było ich stać na więcej, niż w czasie obecnym, ale nadal nie są najuboższą rodziną. Można powiedzieć, że Isa, wychowała się w dobrym domu, jeśli chodzi o względy finansowe. Matka zarabiała dobrze, ale ostatnio zaczęła odkładać pieniądze na pewien cel, o którym nikt nie wie, dlatego Isa, nie dostawała już kieszonkowego, a Tomek poszedł do pracy. Isabella zbytnio się nie przejęła tym, kiedy pewnie większość nastolatek nie wyobrażałoby sobie życia bez stówy lub dwóch. Kiedy była jej koniecznie potrzebna kasa, prosiła Tomka, a później oddawała z pieniędzy, które czasem dostawała od mamy. Nie było bajkowo, ale każdy wyrabiał.
_______________
Cześć:)
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Myślę, że dużo tłumaczy i jest w nim rozwiązane kilka zagadek :) Miłego dnia! :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję, za każdy komentarz :)
Pamiętaj, że to co piszesz, świadczy o Tobie.