Ciche anioły
"Przyjaźń poznaje się na tym, że nic nie może jej zawieść, a prawdziwą miłość na tym, że nic nie może jej zniszczyć"
Dwa lata temu...
Nagle uderzyła w nią niewyobrażalna fala stresu. Stała przed czteroosobowym składem jury, czując się jak bezbronna sarenka wśród stada lwów. Zwykle nie czuła stresu, ale teraz gdy miało szansę się spełnić jej życiowe marzenie, żołądek o mało jej nie wyskoczył przez gardło.
Ubrała się dosyć skromnie, patrząc na inne wydekoltowane stroje dziewczyn, bowiem założyła białe body, na to brzoskwiniową paczkę, cieliste trykoty i kremowe baletki. Uwielbiała chodzić w paczce - sztywnej, krótkiej spódniczce - ponieważ dawała jej wiele swobody w poruszaniu się. Swoje blond włosy spięła w koczka na czubku głowy, tak aby przysłaniało jej dwa różowe pasemka.
Wzięła głęboki oddech, słysząc pierwsze bity muzyki. Ruszyła do boju. Z ogromną gracją wykonywała każdy ruch, idealna choreografia, precyzyjne obroty, skoki, skłony...
Tak, to był świat Isabelli Brzezińskiej.
Pierwszy raz występowała przed założycielami jednej z najbardziej ekskluzywnej szkoły tańca. Gdy swój taniec zakończyła efektownym szpagatem z wygięciem do tyłu, wstała. Poproszono ją, aby udała się do pokoju obok, podczas gdy oni będą decydować nad jej przyszłością.
Siedząc w wygodnym fotelu, rozmyślała o tym do jakiej szkoły pójdzie, jeżeli jej nie przymną. Oczywiście, była ogromną optymistką, lecz jak zwykle wolała mieć plan b.
- Isabella Brzezińska! - usłyszała męski głos odbiegający z sali. Ruszyła w jej stronę.
Stała przed mikrofonem, na środku sali i czuła, że jakaś niewidzialna siła miażdży jej kolana.
- Mamy kilka pytań co do ciebie. Znamy twoje dane personalne, ale chcemy czegoś więcej.
- Proszę pytać - odpowiedziała, odprężając się myślami, że już wszystko za nią.
- Odkąd tańczysz? Od razu prosiłbym o wyczerpujące wypowiedzi.
- Tańczyć zaczęłam od ósmego roku życia. Przez trzy lata chodziłam do O'Grady School Dance w Londynie. W wieku jedenastu lat przeprowadziłam się do Polski i odtąd tańczyłam jedynie amatorsko, wynajmując na parę godzin salę.
- Dobrze, a tańczysz coś oprócz baletu? - zapytała jedyna kobieta w gronie mężczyzn.
- Tak. Tańce towarzyskie, breakdance...
- Breakdance, powiadasz? Zatańcz kawałek. - odezwał się najmłodszy pan ze składu.
- Bez muzyki? - zapytała zdziwiona Isabella.
- My dobierzemy ci odpowiednią muzykę, a ty musisz się wczuć.
- Dobrze - powiedziała z nutą stresu.
Pomimo tego, że Izzy była osobą pewną siebie, teraz poczuła prawdziwy strach. Weszła na środek oświetlonej sceny i pomyślała, że musi dać rady, przecież to jej marzenie od dziecka. Usłyszała skrzypce, później wiolonczelę. O nie! Muzyka klasyczna! - krzyknęła w myślach.
To było dla niej nie lada wyzwanie połączyć breakdance'a z co prawda bardzo rytmiczną muzyką klasyczną. Ruchy wymyślone w ciągu sekundy synchronizowały się z muzyką.
- Dobrze, STOP! - Isabella przestała - Dziękujemy ci za występ.
Te słowa ja zmiażdżyły, to już koniec - pomyślała. Już miała się zwracać do jury z podziękowaniami gdy nagle...
- Bylibyśmy zaszczyceni twoją obecnością w Butterfly Project. Mając 16 lat pokazałaś, przez te dwie minuty, więcej emocji niż dotychczasowi tancerze. Zrobiłaś niezłą konkurencję swoim następczyniom.
Isabelli stanęły łzy w oczach. Jej marzenie spełniło się. Przyjęła gratulacje, uściskała mocno każdego ze składu jury. Jeszcze będąc w lekkim amoku, poszła za scenę, gdzie czekała na nią mama z babcią. Właśnie żałowała, że nie użyła wodoodpornego tuszu do rzęs, gdyż zwykły rozmazał jej się po policzkach. Cała trójka cieszyła się tak bardzo, że jeden z operatorów światła nakazał się uspokoić. Podekscytowana rodzina weszła do czarnego BMW.
~*~
Wchodząc do domu, trzymała telefon gotowy do rozmowy z Sewerynem. Przebrała się w białą, zwiewną bluzkę i jeansowe spodenki.To był jej najszczęśliwszy dzień w życiu. Rozpuściła włosy, założyła złotą bransoletkę z serduszkiem, którą dostała od Seweryna i usiadła na łóżku.- Ej słuchaj! Nie uwierzysz Sewuś!
- Mówiłem, że się dostaniesz! Spotkamy się?
- Oki! Tam gdzie zawsze?
- Nie nie, po prostu za 5 minut wyjdź z domu - powiedział ściszonym głosem.
- Dobra, na razie ciołku mój! - Isa zakończyła rozmowę bardzo entuzjastycznie.
Zeszła po schodach, gdy nagle jej starszy brat złapał ją za ramię. Tomek uśmiechnął się do niej ale nic nie powiedział, co było już jego zwyczajem. Tomek był całkowitym przeciwieństwem Isabelli. On mógłby siedzieć tygodniami w swoim pokoju, gdy Isa nie wytrzymałaby ani dnia. Ona lubiła zabawę, była wiecznie wesoła i pełna energii, a Tomek przygaszony i bez chęci do życia. Czasem zastanawiała się, czy rzeczywiście są rodzeństwem? Co prawda ich ojciec, anglik, miał niezłe humorki, i być może Tomek właśnie to odziedziczył po nim. Na szczęście Isabelli przypadły inne geny ojca. Choć go nie znała, wiedziała, że nie jest ani trochę podobna do matki. Z fotografii, które często matka pokazywała im je, Isa lubiła wytyczać, jakie części ciała ma podobne do ojca. Mieli takie same oczy - zielononiebieskie z odrobiną żółtego, lekko zadarty nos i małe uszy. Lubiła słuchać opowiadań mamy o tym jaki był ich ojciec, nie miała tego szczęścia co Tomek, aby go poznać. Odszedł dwa lata po narodzinach Tomka.
Gdy wyszła z domu, zauważyła stojącego Seweryna z bukietem czerwonych róż. Wybiegła do niego i pocałowała w policzek.
- Dziękuję ci! Są takie piękne!
- Nie tak jak ty - uśmiechnął się bajerancko - Chodź, chciałbym cię gdzieś zabrać.
Weszła do auta kolegi, gdzie byli Aśka, jej chłopak Szymon i Adam. Wszyscy stanowili świetną grupę, która nigdy się nie rozdzielała. Szymon był świetnym kierowcom, potrafił robić fajne sztuczki, ale zawsze gdy w aucie była Aśka bądź inni znajomi, nie podejmował się żadnych niebezpiecznych działań. Z przodu siedziała Aśka, dziewczyna, za którą Isabella weszłaby w ogień. Najlepsza przyjaciółka, która zawsze ją rozumie, a kiedy trzeba przywali. Po środku siedziała Isa, po lewej Seweryn, a po prawej Adam. Adam był jej bardzo bliski, trzy lata starszy od niej, podobnie jak Seweryn i Szymon. Najgorsza sprawa była z Sewerynem, gdyż Isa bała się mu wyznać miłość, choć widziała, że on również coś do niej czuje. Dotąd zachowywali się jak przyjaciele, ale coraz częściej zaczęli całować się w policzek i przytulać. Problem polegał w mamie Isabelli, która twierdziła, że jej znajomi są źli. "Oni sprowadzą cię na zła drogę, jeszcze zobaczysz! Ten chłopak zawróci ci w głowie, wykorzysta i zostawi" - te słowa matki bardzo dobrze wbiły się w pamięć Isabelli, dlatego postanowiła nic nie mówić Sewerynowi.
- E ty Traczka! Ile musiałaś razy dać, żeby cię przyjęli? - zapytał Adam Isabellę.
- Tak Adamie, wszyscy wiemy jaki jesteś śmieszny, nie musisz nam tego ciągle udowadniać - odpowiedziała, a wszyscy zachichotali.
- Dobra, nie gniewaj się, wiem, że nie lubisz jak się mówi Traczka, ale to tak fajnie brzmi! - Adam zawsze tak do niej mówił po tym jak kiedyś przyniosła buraczki firmy TRACZ. Zadzwonił do Isabelli, by kupiła jakieś buraki, bo mama mu kazała a on zapomniał. Oczywiście to był żart, a ona musiała iść 4 km przez Wawę z litrowym słoikiem buraków.
- Tak bardzo spostrzegawczy jesteś! - popatrzyła na Seweryna, który zbliżył się, aby pocałować ją. Tym razem w usta. Isa odruchowo odchyliła głowę i nie zaprotestowała. Tak, to naprawdę cudowny dzień, tylko gdzie my jedziemy? - zapytała się w myślach.
- Cholera! - krzyknął Szymon.
Wszyscy zwrócili głowę w stronę szyby. Szymon gwałtownie zahamował lecz to nic nie dało. Ostatnim co widziała, okazała się być ręka Seweryna, która zasłoniła jej głowę.
Ostatnim co czuła, była radość i zapach jego ciała.
Ej nooo. Zaciekawiłaś mnie tym Prologiem. Wciągnełam się. Weź dodawaj to szybko rozdział, bo ja tu nie wytrzymuje. Błagam niech ona nie będzie jedyną osobą która przeżyje ten wypadek, który sprawił, że chciało mi się śmiać, wrzeszczeć i płakać jednocześnie. Taaaaaaaak ,jestem dziwna, wiem ;) Więc pozdrawiam i niecierpliwie czekam na upragniony rozdziałek.
OdpowiedzUsuńOj już się "produkuje" można by tak powiedzieć :)
UsuńBardzo fajne, daj kolejny bo mnie zaciekawiłaś proszę xD
OdpowiedzUsuńKolejny rozdział pojawi się prawdopodobnie jutro, także zapraszam :)
UsuńO mój Boże! To dopiero prolog, ale tak mnie zaciekawiłaś, że czytałam go już chyba z 10 razy. Uwielbiam książki o takiej tematyce i nie mogę się doczekać dalszej części. Świetnie się czyta to, co piszesz, bo wszystko jest napisane lekko, z pasją. Śledziłam cały czas twojego drugiego bloga i jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem ;) Trzymam kciuki, pisz dalej! :*
OdpowiedzUsuńJezu, naprawdę? Jestem taka szczęśliwa! :*
UsuńNie sądziłam, że mojego bloga czyta więcej osób niż te które komentowały :D A jednak się myliłam, dziękuję Ci bardzo! ;*