"Wspomnienia są darem, które z czasem zmieniają się w przekleństwo"
Stała przed lustrem, zastanawiając się czy powinna ubrać czerwoną sukienkę i złote szpilki czy niebieską z czarnymi dodatkami. Nie wiadomo z jakiegoś powodu była smutna, chociaż nic nie stało się co by mogło wywołać jej smutek. Ten dzień miał być wspaniały, w końcu spotka swoją rodzinę, zobaczy ich na własne oczy. Gdy postanowiła złożyć czerwoną sukienkę pomyślała od razu czy Seweryn będzie nią zachwycony. Zależało jej aby wyglądać pięknie, dlatego postanowiła się pomalować, i jak na pierwszy raz bardzo dobrze jej poszło.
Zeszła po schodach do kuchni, gdzie koło nóg biegała Lila z młodymi psiakami, które po dłuższym utrzymaniu się na nogach, traciły równowagę i śmiesznie upadały.
Isabella, gdy pierwszy raz zobaczyła szczeniaki i Lilę była onieśmielona ich cudowną urodą. Sądziła, że są najpiękniejszymi psami na świecie. Co prawda wyobrażała sobie ich inaczej, tak jak wszystkich innych. Nie sądziła, że Seweryn jest aż tak przystojny, gdy pierwszy raz zobaczyła jego rysy twarzy, nie mogła uwierzyć w to co widzi.
W kuchni stał Tomek, ubrany w jeansowe spodnie i koszulę w kratkę. Nie daleko niego stała mama, która wlepiła wzrok w córkę.
- Wyglądasz ślicznie! - powiedziała zachwycona - Wszyscy będą ci zazdrościć!
- Oj mamo... dziękuję. - zaczerwieniła się.
- Uważaj żeby Seweryn nie porwał - zaśmiał się Tomek. - Nie będę bawił dzieci w tym wieku.
Isabella z Tomkiem zaczęli się śmiać, aż trzymali się za brzuch, zaś ich matka miała kamienną twarz. Zawsze robiła się dziwna, gdy rozmowa była o Sewerynie, nie mogła się do niego przyzwyczaić.
- Goście mają być za pół godziny. Dania są gotowe, tylko trzeba je wystawić, ale podobno Seweryn... miał wpaść, to ci pomoże - powiedziała matka z ironią.
- To, że go nie lubisz, nie oznacza że nie masz go nie szanować. - oznajmiła Isa - I nie życzę sobie, żebyś cokolwiek więcej mówiła na niego obraźliwego.
- Ja cię tylko przed nim chronię! - wykrzyczała.
- Nie musisz. On mi nic nie zrobi.
- To zły chłopak... - powiedziała szeptem.
- Mamo... - postawił się Tomek - Nie zepsuj tego dnia.
Isa skinęła głową w podziękowaniu Tomkowi za to że uciszył mamę i wyszła na pole. Z utęsknieniem czekała na Seweryna, a gdy zobaczyła czubek jego głowy aż podskoczyła z krzesła i ruszyła ku bramie.
- Cześć... Izzy jak ty pięknie wyglądasz! - wręczył jej 18 róż.
- Dziękuję, są piękne! - pocałowała go w policzek.
- Skarbie, życzę ci wszystkiego najlepszego! Mnóstwo pięknych chwil w twoim życiu i abyś zawsze była szczęśliwa! - przytulił ją i pocałował w usta, po chwili dał jej torebkę z prezentem.
- Nie musiałeś... - uśmiechnęła się patrząc mu prosto w oczy i szybko zaczęła patrzeć co jest w środku. Zdążyła zauważyć jakiś prostokąt opakowany w papier koloru błękitnego.
- Chcę, żebyś rozpakowała go po urodzinach.
- Dobrze, to chodźmy odstawię go.
- Iii jeszcze coś. - Wyciągnął coś z kieszeni
- Jej jaka śliczna! - popatrzyła na złotą bransoletkę z zaczepką w kształcie serduszka.
Seweryn miał choć odrobinę nadziei, że Isa zacznie sobie wszystko przypominać, że kiedy zobaczy bransoletkę, przypomną jej się te straszne wydarzenia, ale jednak nie. Bransoletka trafiła w jego ręce zaraz po wypadku. Matka Isy nie chciała aby miała cokolwiek z nim wspólnego i położyła ją pewnego dnia na jego łóżku w szpitalu.
Goście schodzili się bardzo szybko, wielu z tych ludzi nie znała bądź nie pamiętała. Ale byli jej rodziną, i cieszyła się że ich widzi. Krewni przynieśli masę prezentów, że Seweryn musiał jej pomóc dźwigać to wszystko. W końcu usiedli przy stole aby wznieść toast.
- Życzymy ci wszyscy bardzo dużo zdrowia, abyś już zawsze mogła się cieszyć i była szczęśliwa! Samych dobrych wyborów! - matka podniosła kieliszek szampana.
Isa dobrze wiedziała, że słowa "Samych dobrych wyborów" dotyczyły się Seweryna i chyba każdy to wyczuł. Postanowiła się nie zamartwiać z tego powodu i wypiła swojego szampana.
Gdy impreza powoli się kończyła, i każdy zamiast tańczyć siedział przy stole zmęczony, Seweryn postanowił podejść do Tomka.
- I jak tam się bawisz? - zapytał ironicznie widząc że cały czas siedział jadł i pił.
- Jest świetnie! Wypij ze mną jeszcze jedna kolejkę! - Tomek już chwycił rękę po wódkę gdy Seweryn zabrał ją.
- Co jest? - zapytał zdziwiony Tomek.
- Tomek, jesteś już wystarczająco pijany. Chodź na pole przetrzeźwieć trochę.
- Ale ja nie chcę... - mówił smutnym głosem.
- Tomek, chodź na 5 minut tylko. Będzie ci lepiej. - złapał go za ramię.
- Ale teraz mi dobrze.
- Zostaw mojego syna! Ty kryminalisto! - zawołała matka z drugiego końca salonu.
- Przecież nic mu nie robię! - Seweryn zaczął się bronić, gdy zobaczył na sobie wzrok wszystkich gości.
- Zostaw go! Nie odbierzesz mi kolejny raz dziecka!
-Mamo, o czym ty mówisz? - zapytała Isabella.
- No tak, bo ty nic nie wiesz. - zaczął ciągnąć zdenerwowany Seweryn - Bo chyba już nigdy nie będę pasował do tej rodziny, wszyscy są nastawieni na nie, bo co? Bo twoja matka nic innego nie mówi jak tylko że jestem je*anym kryminalistą!
- Seweryn... - Isa chciała go swoim łagodnym głosem uspokoić. Wiedziała, że bardzo jest wrażliwy na tego typu sprawy.
- Nie, tym razem nie. Nie mogę na to wszytko patrzeć. Rozumiesz? Na te perfidne kłamstwa, na tą dwulicowość.
- Ja.. ja nie wiem o czym ty mówisz..
- Właśnie nie wiesz. I gdyby nie ja, byś się nigdy nie dowiedziała. Ale już tłumaczę!
- Zamknij się! - krzyknęła matka - Wynoś się!
Było słychać jedynie szepty gości " Trzymajcie się!" "Było miło" "Dziękujemy za gościnę".
- Milczałem za długo ale mi to z każdym dniem przeszkadza coraz bardziej!
- Mów... - odezwała się Isa i Tomek jednocześnie.
Seweryn wziął Isę za rękę i poszli do jej pokoju. Usiedli na łóżku obok siebie.
- Izzy, pamiętasz jak się poznaliśmy?
- Nam morzem ale co to ma wspólnego z tą sprawą?
- Bo to nie było nasze pierwsze spotkanie. Znam cię od bardzo dawna...
Isa zrobiła dziwną minę, ni to śmiech ni to przerażenie.
- Nic nie pamiętasz? Gdy mnie zobaczyłaś nic w tobie nie drgnęło?
- Nie wiem o czym mówisz..
- Pewnego pięknego dnia w sierpniu, miałaś casting do Butterfly Project - ciągnął - dostałaś się. Chcieliśmy to uczcić. Przyjechałem z Aśką, Szymonem i Adamem aby zabrać cię na zwykły piknik. Już wtedy byliśmy w sobie zakochani, ale wstydziliśmy się sobie to wyznać, i ja w ten dzień to właśnie chciałem to zrobić. - wskazał na jej rękę - Dałem ci tą bransoletkę... a później był wypadek...
- Ale.. al.. ja nie miałam tak poważnego wypadku nigdy...
- Przecież nie padłaś ze schodów i nie straciłaś wzroku przez to, czy właśnie tak mówiła ci matka?! Szymon zatrzymał się bo jechał tramwaj, który... parę metrów przed nami się wykoleił...
Zapadła niezręczna cisza. Obydwoje chcieli ją przerwać, ale żadne nie odważyło się. W końcu Seweryn zaczął mówić dalej.
- I wtedy cię widziałem ostatnim razem.
- To nie możliwe. Moja matka może i nie jest super ale takiej wiadomości by nie zatuszowała przede mną. Coś tu jest nie tak.
- Trudno, chyba nic nie da nasza rozmowa, zapomnij o tym. Muszę wracać na swoje śmieci. Nie wiem po co tu przyjechałem. Trzymaj się.
- I tak po prostu wyjdziesz?
- A jest ens dalej rozmawiać o tym jaka wspaniała i prawdomówna jest twoja matka?
- Teraz ty jej nie obrażaj!
- Ona to robiła od 4 lat. Dzień w dzień.
I wyszedł ze łzami w oczach.
________________
Cześć, cześć :)
Znowu niestety musiałam przełożyć dodanie rozdziału ale niestety nawet na to co kocham nie mam czasu ;/
Miłego czytania! ;*
Dziewczyno! nie wiem jak to zrobiłaś, ale się popłakałam :( czekam na next :)
OdpowiedzUsuńJeju naprawdę? :) Teraz to mi głupio :D
UsuńNie powinno Ci być głupio :P raczej powinnaś być z siebie dumna, że wycisnęłaś ze mnie łzy podczas czytania Twojego opowiadania :)
Usuń